3. Topielica

nsey-benajah-421906

To miał być taki pożegnalny prezent dla mnie i dla przyszłych właścicieli domostwa. Byłem tak podekscytowany, że przez cały dzień nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Wierciłem się tak długo, aż wreszcie postanowiłem pójść nad jezioro zamieszkane przez piękne topielice. Było ich przynajmniej cztery, chociaż tylko jedna zbliżała się do mnie na tyle, bym mógł się jej przyjrzeć.

Pozostałe albo były bardziej nieśmiałe, albo nie chciały wchodzić w drogę tej pierwszej. Nie przeszkadzało mi to jak dotąd i tak owa najśmielsza z nich wydawała się też być najciekawszą. Czasami ze mną rozmawiała, pozostałe trzy potrafiły tylko śpiewać bez słów i nawoływać z wodnej toni. Teraz też moja ulubienica przegoniła pozostałe koleżanki i podpłynęła do brzegu, wdzięcząc się uroczo i strojąc zabawne miny, które zwykle rozśmieszały mnie do łez.

– Cześć, topielico! – zawołałem dumny z faktu, iż poznałem jej prawdziwą naturę. Kobieta nie wydawała się jednak równie zachwycona.

Skrzywiła się brzydko i pokazała mi język, na co odpowiedziałem chichotem. Aura jej brązowych włosów unosiła się wokół przyjemnej dla oka twarzy. Była ładna, może nie najładniejsza z całej czwórki, ale wystarczająco atrakcyjna by zwracać uwagę. Dzieciak nie mógł w pełni docenić jej świeżej urody, dużych zielonych oczu i zmysłowych ust, których grymasy na ten czas wydawały się mi tylko fascynująco zabawne. Lekko zadarty nos i czarne, gęste brwi dodawały jej obliczu uroku i wyrazu uporu, o który normalnie bym jej nie podejrzewał, a jaki zademonstrowała aż nadto w późniejszych latach. Zawsze ubrana była w krwistoczerwoną sukienkę, której złego stanu nie mogłem rozpoznać, kiedy znajdowała się w wodzie. Być może też, że będąc w swoim żywiole, potrafiła ukrywać podobne mankamenty, jeżeli tylko tego pragnęła…

Tak czy siak była miłym mi słuchaczem, toteż nie robiłem sobie wiele z przestróg starego Norberta, po prostu przysiadłem na brzegu jak zwykle i przyglądałem się jej z niesłabnącym zaciekawieniem.

– Nigdy dotąd tak mnie na nazwałeś, mały szamanie – wymruczała głuchym głosem. Nie rozumiałem do końca, jak mogła mówić pod wodą, ja potrafiłem wydawać z siebie tylko dziwne odgłosy – a wierzcie, że ćwiczyłem podczas kąpieli! – Czy coś ma się wydarzyć w twoim… życiu, chłopcze? Wydajesz się dzisiaj wyjątkowo… pełny energii.

Czasami wahała się przy wypowiedziach tak, jak teraz. Zwykle tyczyło się to uwag na temat sił witalnych, jak mi to później wytłumaczyła, bowiem nie wyzbyła się przez stulecia zazdrości wobec żyjących. Chciała być żywa, one wszystkie zresztą tego pragnęły, dlatego pozostały na ziemi w podobnej powłoce i próbowały odzyskać utracone żywoty na swój pokręcony, krwawy sposób. Nie pochwalam tego, nie zrozumcie mnie źle, ale potrafiłem już jako mały chłopiec pojąć istotę tej zazdrości i nigdy nie winiłem ich za nią, w końcu to ludzka rzecz.

– Dużo czytałem i poznałem człowieka podobnego do mnie, który mnie sporo nauczył. Dzisiejszej nocy wyruszymy do tego nawiedzonego domu, o którym tobie opowiadałem i będziemy przeganiać złe duchy – byłem dumny z tej wyprawy, toteż zrobiłem rezolutną minę, ale topielica wydawała się zaniepokojona.

– Powinieneś zachować ostrożność, młody szamanie – zmarszczyła lekko brwi, podpłynęła przy tym do powierzchni wody tak blisko, że niemal z niej wychynęła. – Mściwe i rozgniewane duchy nie są łatwym przeciwnikiem, wiem o tym dobrze… Bądź ostrożny, obiecaj!

– No dobra, obiecuję, jasne… – skrzywiłem się – Nie jesteś moją matką, wiesz?

– Hihihi – zaśmiała się złośliwie i pogroziła mi palcem – Jeżeli mnie nie posłuchasz, twoja matka się załamie… , ja zresztą też nie byłabym zadowolona. Od ponad stu lat nie mam z kim pogadać, tamte się nie nadają – skinęła głową ku przypatrującym się z oddalenia trzem niewiastom.

Zerknąłem na nie przelotnie, jednakże ich zamglone odległością sylwetki nie wzbudzały mojego zainteresowania na dłużej. Wszystkie trzy miały podobne, pokerowe miny i byłem już tego pewny w tamtym okresie – nie potrafiły myśleć ani mówić.

Podejrzewałem, iż były dokładnie takie, jak opisywały je legendy – krwiożercze i niebezpieczne, ale przez ten zalążek przyjaźni z brązowowłosą topielicą, nie potrafiłem wrzucić jej do tego samego worka. Nie chciałem też myśleć, ilu mężczyzn mogła jak do tej pory utopić. Czasami łatwiej jest nie wiedzieć, tak wówczas sądziłem.

– Wierzę na słowo – pokiwałem się chwilę na piętach, bowiem kucałem nad brzegiem, by po chwili wahania zadać kolejny raz to samo pytanie – Jak mam ciebie nazywać, topielico?

– Jeszcze za wcześnie, byś się tego dowiedział – uśmiechnęła się krzywo i kiwnęła dłonią na znak, iż dość już ma tej rozmowy. Zwykle pytanie o imię tak właśnie na nią działało. – Nie zdradzę go tak łatwo, moje imię ma swoją cenę.

– A gdybym je odgadł? Przyznałabyś się, że to twoje? – przekrzywiłem głowę, bowiem pomysł wydawał się ciekawym wyzwaniem.

– Kto wie? – mrugnęła i oddaliła się kawałek.

– Brygida? – zawołałem jeszcze pełnym nadziei głosem, na co odpowiedziała perlistym śmiechem i odpłynęła ku najgłębszym terenom jeziora. – Chyba nie zgadłem tym razem…

Wzruszyłem ramionami niezrażony i wróciłem do domu, by przygotować się do nocnej eskapady.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Szaman i Topielica i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „3. Topielica

  1. Lady_G pisze:

    Mistrzem podrywu to on nie jest 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s