2. Stary mentor

annie-spratt-365628

Kiedy ukończyłem lat dziesięć do matki zgłosił się pewien starszy, może sześćdziesięcioletni mężczyzna w odpowiedzi na jej ogłoszenie. Potrzebowaliśmy pomocy w remoncie naszego drewnianego domku, a matka niestety nie czuła się zbyt dobrze w podobnych tematach i nie było jej stać na wynajęcie całej ekipy remontowej. Zaoferował się pomóc w zamian za nocleg i przyzwoitą pensję, ponieważ nie był miejscowy i tak oto poznałem mojego mentora, który kazał siebie nazywać Norbertem.

Norbert był lekko kulejącym na lewą nogę staruszkiem o pomarszczonej, opalonej twarzy i pożółkłych od papierosów zębach. Kępka siwych włosów na głowie była wiecznie w nieładzie, ale jego znoszona odzież zawsze idealnie czysta. Dbał o higienę wręcz przesadnie, co akurat moja matka pochwalała i wydawało się, że wolny jest od typowego dla podobnych tułaczy nałogu alkoholowego. Kiedy rozpoczęły się wakacje, matka zostawiała mnie wraz z nim i udawała się do pracy, i dopiero wówczas dowiedziałem się o prawdziwym powodzie jego wizyty w naszych progach.

– Widzisz, Damienie, znam się na budowlance co nieco i na innych rzemiosłach również, to przydatne w moim zawodzie, musisz mieć przykrywkę… – pokiwałem głową ze zrozumieniem, chociaż nie docierało do mnie sedno wypowiedzi – Jestem Widzącym, chłopcze i doskonale wiem, że ty również nim jesteś.

– Co to jest Widzący? – zmarszczyłem ciemne brwi, wpatrując się weń w napięciu.

– Widzący nazywani są tak naprawdę różnymi mianami… Jedne z nich pewnie znasz z książek, jak magowie, szamani, medium, druidzi. Współcześnie nazywa się nas po prostu Widzącymi, ponieważ dostrzegamy więcej niż przeciętny człowiek.

– Ach! – rozpromieniłem się i z nową werwą zaatakowałem swój kawałek ściany, który oczyszczałem ze starej tapety. – Ja bym wolał być nazywany szamanem, Indianie mieli szamanów, wiedział pan o tym?

– Oczywiście, dzieciaku – zaśmiał się chrapliwie, na koniec śmiech zamienił się w okropny kaszel typowy dla palaczy, ja się jednak na ten czas w ogóle nie przejmowałem stanem staruszka. On zresztą też nic sobie nie robił ze swojego samopoczucia. – Po prawdzie na przeszpiegi przysłał mnie twój ojciec, który ongiś obiecał, że nie będzie się do was zbliżać. Twoja matka naprawdę nie polubiła prawdy na jego temat, być może dlatego, że przez jego zdolności znalazła się w niebezpieczeństwie.

– Mój tata ciebie przysłał?! Jaki on jest? Założę się, że odważny i silny! – jestem pewny, że oczy lśniły mi niezdrowym zapałem, staruszek jednak uśmiechnął się tylko dobrotliwie.

– Masz rację, mały. Dodam, że masz jego oczy, a z wiekiem będziesz pewnie kropka w kropkę wyglądać jak on za wyjątkiem włosów – zmierzwił moją czuprynę szorstką dłonią i zabrał się wreszcie do przerwanej pracy. – Postaram się pozostać w okolicy dość długo, by nauczyć ciebie możliwie najwięcej. Gdybym jednak z jakiegoś powodu nie mógł zostać, postaram się dopilnować, by nie zabrakło tobie nauczycieli. Wysłałem już do twojego ojca list potwierdzający twoje zdolności, on się zajmie resztą, możesz mi wierzyć.

– Czy będę mógł kiedyś go zobaczyć? Mama zawsze się złości, gdy o to pytam… – odczułem wówczas głęboki smutek i tęsknotę za ojcem, którego nie było dane mi poznać. Dotąd zawsze podziwiałem matkę za jej samowystarczalność i upór w samotnych staraniach wychowania mojej osoby, teraz zaś w moim sercu narodziło się poczucie żalu za to, że odebrała mi możliwość poznania drugiego z rodziców.

– Pewnie tak, gdy będziesz starszy… – mrugnął do mnie na pocieszenie – Nie przejmuj się, takie historie jak twoja są dość typowe dla ludzi naszego rodzaju. Niestety Widzący nie są najbardziej pożądanymi partnerami na świecie.

– Czy tylko mężczyźni zostają szamanami? – wydawało się to ważnym pytaniem, jednak z jakiegoś powodu Norbert roześmiał się głośno, aż oczy zaszły mu łzami.

– Nie, mały, kobiety też mogą nimi być i jest ich nawet więcej od nas… Niestety wiele kobiet decyduje się na porzucenie zdolności i normalne życie, nie mają na ogół takiej jak my ciągoty do niebezpieczeństw i walki z potworami.

– Aha, szkoda – skrzywiłem się, ale posłusznie pracowałem dalej. – Czytałem trochę o tych potworach w bibliotece… Byłem ciekawy, dlaczego ja je widzę, ale inni nie zwracają uwagi – wzruszyłem ramionami i ożywiłem się nagle, porwany tematyką rozmowy – Czy wiesz, że niedaleko w jeziorze żyje kilka ślicznych kobiet? Początkowo myślałem, że to syreny albo naprawdę uzdolnieni nurkowie… – prychnął głośno, jednak nie przerywał mi wcale – Z książek dowiedziałem się, że to są topielice.

– Och, więc macie tutaj kilka… – zadumał się na moment – Topielice nie są łatwym przeciwnikiem. Lepiej postawić zakaz pływania i mieć nadzieję, że młodzi mężczyźni będą faktycznie trzymać się z dala od wody…

– Te tutaj są bardzo miłe – zaprotestowałem słabo – Często się uśmiechają i zapraszają, bym z nimi popływał. Woda jest jednak za brudna do zabawy…

– One zawsze udają bardzo miłe dopóki nie znajdziesz się z nimi w wodzie, dzieciaku – napomniał mnie – To niebezpieczne potwory i lepiej o tym nie zapominaj, ich prawdziwe oblicze możesz poznać tylko, gdy wynurzą się z toni wodnej albo gdy zaczną ciebie topić…

– Szkoda – westchnąłem ciężko – Fajnie byłoby mieć taką przyjaciółkę, nie sądzi pan?

– Uważaj, czego sobie życzysz, mały – pogroził mi palcem.

Tego popołudnia nie rozmawialiśmy już wiele. Norbert dał mi sporo do myślenia, przypuszczam, że ja jemu również. Dumałem dość długo nad fenomenem swoich zdolności i faktem, iż widocznie odziedziczyłem je po moim tacie, którego gorąco pragnąłem zobaczyć na własne oczy. W najbliższym czasie nie mogłem tego uczynić, toteż uspokoiłem się trochę i postanowiłem poczekać na sprzyjającą po temu okazję. Norbert mieszkał u nas przez cały sezon letni i nauczyłem się od niego naprawdę sporo. Snuł opowieści o różnych potworach, sposobie radzenia sobie z nimi oraz o tym, jak odpędzić wściekłe duchy. Za każdym razem podkreślał, iż jeszcze wiele muszę się dowiedzieć, ale i tak byłem mu wdzięczny za te okruchy, jakimi mnie karmił.

Dla dziesięciolatka wydawało się, że dowiedział się chyba wszystkiego, czego tylko mógł. Tuż przed końcem jego pobytu opowiedziałem mu o duchach nawiedzających dom numer 112 i o tym, że z ich powodu wyprowadziła się rodzina, chcąca wcześniej tam zamieszkać mimo jego okropnej historii. Staruszek przyglądał się mi zamyślonym wzrokiem, nim wreszcie zdecydował, iż powinienem towarzyszyć mu przy ich wygnaniu…

Ten wpis został opublikowany w kategorii Szaman i Topielica i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „2. Stary mentor

  1. Lady_G pisze:

    Jaka urocza świąteczna opowieść! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s