Opowieść Yuki cz. 2

layne-lawson-140382

Learoth postanowił tym razem odlecieć ze swoją branką znacznie dalej. Przy tym nie rozumiał powodu, dla którego śledził go dżinn wraz z beholderem… Czyżby Renouyoni zaczął coś podejrzewać i kariera inkuba wisiała na włosku? Co mu szkodziło, iż wykorzystywał kobiety, które mu przynosił? Przecież same się na niego rzucały, co z tego, że pod wpływem demonicznych feromonów?

Machał skrzydłami niestrudzenie, sapiąc z wysiłku, bowiem Angela była podobnego wzrostu i wagi, a to mu wcale nie pomagało w utrzymaniu tempa i wysokości lotu. Poza tym, czy ona aby już się nie budziła? Co z nią było nie tak? Żadna z poprzednich kobiet, jakie chwytał na polecenie pana Kręgu, nie odznaczała się podobnymi cechami… Po chwili wahania uderzył ją, by ogłuszyć na jeszcze jakiś czas, pokonując tym samym jeszcze kilka kilometrów.

Tym razem odpocząć postanowił w jaskini ukrytej, a jakże, za wodospadem. Urok miejsca nie wzruszał demona, któremu zależało jedynie na tym, by zaznać nieco zabawy zgodnej z jego naturą, a że tym razem nikt go nie znajdzie, miał niemal stuprocentową pewność. Swoich dwóch kumpli z pracy zgubił już jakiś czas temu, więc nie było szans, by miał mu ktokolwiek przeszkodzić. Wleciał wreszcie przez wodną mgiełkę do skalnej niszy i ułożył szatynkę na stercie koców.

-Porywałem piękniejsze od ciebie i wszystkie kończyły marnie… – mruknął, zaś Angela wyraźnie drgnęła.

Kiedy podniosła na niego pełne bólu spojrzenie, zaniemówił na moment i wreszcie zrozumiał powód jej inności. Była demonem, jej oczy jasno na to wskazywały… Inkub przełknął z trudem ślinę. Mogła być dużo potężniejszym gatunkiem od niego, stąd opieranie się feromonom oraz zaskakująca wytrzymałość na inne jego zdolności. Musiał porządnie się natrudzić, jeśli chciał postąpić z nią tak, jak dotychczas czynił…

-Kosztujesz mnie mnóstwo wysiłku, kobieto – uśmiechnął się chłodno, spoglądając na nią z góry, ale Angela nagle skoczyła nań z pazurami, sycząc wściekle przez ostre kły.

Szarpali się dobrą chwilę w ciasnej jaskini, nim wreszcie udało mu się uderzyć nią o ścianę, aż jęknęła z bólu i opadła z sił bezwładna. Cały czas uwalniał feromony, lecz nie wydawała się podatna. Oddychała płytko, starając się zasłaniać nos włosami, więc oderwał jej ręce i przyszpilił do ziemi, nie zważając na ból ofiary.

-Dlaczego ja? Jeżeli ten twój władca tak chce mojej śmierci, to wyślij mnie do niego! – warknęła, ledwie panując nad łzami – Ale zostaw w spokoju, na litość boską!

-Żaden bóg nie ma tutaj nic do gadania, jesteś w Piekle i nie wiem, czego się spodziewałaś od inkuba, doprawdy… – parsknął, lecz na ten moment między kroplami wody Angela dostrzegła jedno z magicznych ogników Briana, więc postanowiła grać na zwłokę.

-Czego chce ode mnie Renouyoni? – zapytała ostrożnie, starając się nie wdychać tej słodkiej woni, która w zamierzeniu miała ją nakłonić do współpracy.

-A co to ma do rzeczy? – wzruszył ramionami, rozkładając leniwie skrzydła.

-Tutaj masz rację, Learothu, nie ma nic… – w progu groty stał bladolicy Brian o wzroku tak mrocznym, aż Angela sama się go zlękła.

Ku jej fascynacji samo brzmienie głosu lisoducha zmroziło inkuba w miejscu. Odwrócił się ku niemu z trudem, jakby nie wierzył własnym uszom, zaś na widok samuraja zaklął głośno.

-Co ty tutaj robisz? – zaskomlał przerażony.

-Zostałem najęty do ochrony panny Angeli oraz jej przyjaciół… – kącik ust Briana uniósł się lekko w warknięciu, lecz nie dał przeciwnikowi czasu na obronę, tylko skoczył nań z wyciągniętym ostrzem. – Twój pan nie byłby zadowolony, widząc taką samowolkę… Nie do tego ciebie zatrudnił, byś folgował swoim żądzom, miernoto!

Ciął powietrze, raniąc Learotha przez pierś. Demon padł na plecy, płacząc i błagając o litość. Nawet nie próbował walczyć, tylko kulił się przed nim strwożony.

-Gdybym wiedział, że z nimi wędrujesz, nigdy nie poważyłbym się na atak, przysięgam! – płakał już na całego, zaś Angela odczuwała leniwą satysfakcję.

Niestety czuła się zupełnie odurzona zapachem inkuba, więc tylko chichotała oparta o ścianę, podziwiając tęczowe rozbłyski od strony wody oraz poblask kilkunastu błękitnych ogników, jakie zbierały się teraz z całej okolicy. Resztka jej rozsądku żywiła nadzieję, że ten stan minie prędko, lecz póki co nie była zdolna do niczego poza głupawym patrzeniem na okolicę oraz dwójkę walczących.

-Czy poprzednim razem to również on ciebie porwał, panno Angelo? – lisoduch zerknął na nią badawczo, zaś kobieta uśmiechnęła się, wesoło kiwając głową.

-O tak! – zachichotała – Powiedział, że jak skończy ze mną Renouyoni, to będę mu wdzięczna za tę chwilę przyjemności. To jakiś zboczony idiota! – pokazała nań chwiejnie palcem.

-Tylko inkub, one takie są niestety… – skrzywił się obrzydzony – Zamknij oczy, to nie będzie miły widok.

Angela mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem, ale posłuchała, udając po chwili sen i śmiejąc się pod nosem z własnego żartu. Brian w tym czasie doskoczył do skomlącego diabła, schwycił za szyję i rzucił przez wodę na zewnątrz z taką siłą, iż ten nie miał najmniejszych szans odzyskać władzy nad lotem przy pomocy obolałych skrzydeł. Lis wyskoczył za nim prosto na swoją latającą chmurkę, patrząc z satysfakcją na połamane skrzydła i zakrwawione lico wroga, jaki czołgał się poniżej po trawie.

-Błagam! – lecz na Brianie nie robiło to wrażenia, gdy rozpalał swoje ostrze posiadaną magią i zniżał lot, by zadać decydujący cios.

Po wszystkim westchnął cicho i zawrócił do półprzytomnej demonicy, która leżała w jaskini, czekając jego powrotu. Akurat teraz płakała, będąc ciągle pod wpływem narkotyku inkuba, chociaż tracił już na sile. Mężczyzna wylądował obok niej prawie bezszelestnie, ale Angela wyczuła jego bliskość i odezwała się drżącym głosem.

-Już jest bezpiecznie? – pociągnęła nosem.

-Tak, już więcej ciebie nie skrzywdzi… – stwierdził łagodnie, lecz on tylko przekrzywiła głowę, patrząc nań z niedowierzaniem.

-Przyjdą inni, nasłani na mnie przez tego przeklętego po dwakroć władcę! – krzyknęła zdenerwowana, aż wzdrygnął się pod wpływem jej emocji, ale mimo to chwycił za obie dłonie i przyciągnął do siebie, by wziąć ją na ręce.

-Nie odważą się, kiedy jestem w pobliżu, Angelo… – trącił ją nosem uspokajająco i wyniósł stąd niespiesznie tak, by nie zobaczyła ciała nieszczęsnego sługi Renouyoniego.

Zdyszaną grupkę biegnących na ratunek przyjaciół spotkali po drodze, chociaż Angela zdołała zasnąć i nie była świadoma ogromnego poświęcenia ze strony owej kolorowej kawalkady…

-Mówiłam, że nie musimy tak biec! – Yuki wyglądała na śmiertelnie obrażoną faktem, iż przerwano jej opowieść i kolejny raz to nie ona została porwana! To było mocno niesprawiedliwe, też chciała zostać uratowana…

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Opowieść Yuki cz. 2

  1. Lady_G pisze:

    Ech, Yuki mnie załamuje…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s