Opowieść Yuki cz. 1

nathan-dumlao-282422

-Nie ma mowy! – wpatrywała się butnie w oboje rodziców.

Chcieli przenieść ją do innej szkoły, ponieważ uważali, że w obecnej ma już zbyt duże kłopoty. Może i racja, przecież skargi na jej rzekomo zły wpływ na resztę dziewcząt zgłaszały matki trzech z jej przyjaciółek. Yuki czuła się mocno niezrozumiana, przecież nie robiła nic złego. Pragnęła tylko, by ją zauważano i kochano, przynajmniej na ogół…

-Mam już całe czternaście lat i żądam należnego mi szacunku! – fuknęła nawet, potrząsając wściekle związanymi różową wstążką warkoczami. Jej ciemne oczy lśniły dziwnie złowrogo, gdy tak patrzyła na nich spod byka.

Jej rodzice stali przed nią twardo, mieli już zdecydowanie dość wybryków najstarszej córki, która okazała się ogromnym zawodem dla całej familii. Nie miała dobrych wyników w nauce i nie była pokorna i cicha, jak jej młodsza siostra. Przy tym najedli się już przez nią wstydu niejednokrotnie i zamierzali skończyć z tym problemem raz na zawsze.

-Yuki, wykreślamy ciebie z testamentu… – ojciec stwierdził twardo, zaś nastolatka zaniemówiła.

Patrzyła na ową dwójkę, jakby widziała ich pierwszy raz na oczy. Czyżby coś źle usłyszała? Może i zawaliła kilka przedmiotów, była nieco za głośna i może nawet wyzywająca, ale żeby mieli ją tak potraktować? Yuki doskonale wiedziała, iż w rodzie Mizu taka sytuacja równała się z wykreśleniem z rodziny, nie chcieli jej znać i mieć z nią cokolwiek wspólnego. O, to ona im jeszcze pokaże!

-No to jeszcze zobaczymy! – prychnęła, unosząc dumnie podbródek, zaś miny jej rodzicieli zrzedły.

Sądzili, iż pójdzie po rozum do głowy i zrobi wszystko, by odzyskać ich względy… Yuki jednakże miała inny plan i jeżeli wcześniejsze zachowanie uznałoby się za powściągliwe, tak teraz nie miała już specjalnych zahamowań. Paliła, piła, brała co popadnie i miała pełno tatuaży…

-No, teraz to już na pewno ściemniasz, Yuki! – Thomas patrzył na nią karcąco, aż spuściła wzrok zarumieniona.

Wyruszyli wreszcie w dalszą drogę, zaś swą opowieść nastolatka snuła wieczorem przy ognisku u progu boru, do którego planowali wkroczyć. Trochę obawiali się tego nieprzebytego gąszczu, chociaż Brian chyba niespecjalnie cokolwiek sobie z owej przeprawy robił. Przyglądał się potężnym drzewom z mieszaniną leniwego zadowolenia z ekscytacją, przynajmniej w momentach, gdy zdołał oderwać wzrok od brązowowłosej Angeli.

-Nigdy nie zapaliłaś nawet jednego papierosa przy mnie i nie miałaś żadnego tatuażu, za to nad moim piszczałaś cały bity dzień – dodał jeszcze, na co zaraz wszyscy poczęli się przepychać, by go zobaczyć.

-No dobra, trochę mnie poniosło, jasne? To przykry dla mnie temat i dlatego… – mruknęła, lecz sama z zadowoleniem odkryła jego skryty pod koszulką bok, na którym prężył się do skoku czarny kot.

-Łoo, chłopie, całkiem niezły – Ivan potrząsnął jego ręką z wyrazem uznania w oczach, Scarlett tylko gwizdnęła zachwycona.

Angela co prawda spojrzała w tamtym kierunku, uśmiechając się uprzejmie, lecz mimo doceniania dzieła artysty sama idea ozdabiania ciała w ten sposób nie leżała w jej guście.

-Ech, ona nie z tych… – Ivan rzucił niemal wzgardliwie, na co się lekko zaperzyła, wydymając policzki, by coś odpyskować.

-Ślicznie się złościsz… – usłyszała niespodziewany szept Briana, który zakradł się ku niej nie wiadomo jak i kiedy, aż podskoczyła przestraszona.

Zepsuł jej całą tę błyskotliwą ripostę, toteż wycofała się w daleki kąt obozowiska, by boczyć się tam jakiś czas w ciszy. Lisoduch odprowadzał ją zaskoczonym spojrzeniem, machając leniwie ogonami, zaś przyglądająca się im blondynka tylko się roześmiała.

-Nie przejmuj się, Brianie, przejdzie jej – mrugnęła do niego, lecz tylko machnął uchem na znak, że usłyszał i odszedł w ciemny las w sobie znanym celu.

-Mogę dalej opowiadać? – brunetka wydawała się niezadowolona, iż tak łatwo przyszło jej stracić uwagę słuchaczy i tupała teraz nogą na znak, że za długo na to nie pozwoli. Kiedy wszyscy rozsiedli się naokoło, by słuchać, otworzyła ponownie usta do dalszego bajania.

Z ust Japonki nie padło nawet jedno zdanie, kiedy nagle płomień ogniska zgasł, zaś całą grupę spowiła niespodziewana ciemność. Dziewczęta pisnęły przerażone, Ivan zaklął, zaś Thomas milczał skonfundowany. Ponieważ Brian zniknął chwilę wcześniej, stali się mocno odsłonięci na wszelkie zagrożenia, a nagłe oślepienie temu sprzyjało. Miotali się przerażeni, robiąc mnóstwo hałasu, ale dopiero po wielu długich minutach pojawił się u ich boku rażący błękitną aurą samuraj.

-Co się stało? Gdzie jest Angela? – rzucił od razu, gdy znalazł się przy reszcie, lecz tylko zamilkli speszeni.

-Stary, nic nie widzimy… – Ivan burknął wreszcie, chociaż w duchu mocno sobie wyrzucał, iż winien w pierwszej kolejności zainteresować się losem owej kobiety, na którą dybał potężny Renouyoni.

Brian już go jednak nie słuchał, lecz węszył w powietrzu długo, szukając śladu zaginionej. Naokoło niego rozbłysły dziesiątki magicznych ogników, które zaraz rozpierzchły się po okolicy w poszukiwaniach. Każdemu z pozostałych również przydzielił po jednym, by oświetlał dlań okolicę. Sam jednakże na nikogo nie czekał, po prostu wskoczył na czarodziejską chmurkę i poleciał w kierunku, z którego dochodziła woń branki…

-Nie mógł nas zabrać ze sobą, co? – Yuki zmarszczyła nos niezadowolona, ale reszta tylko wzruszyła ramiona i pobiegła za nim szybko, by jakoś nadążyć.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Opowieść Yuki cz. 1

  1. Lady_G pisze:

    Yuki chyba nie doczeka się poklasku 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s