Opowieść Angeli cz. 2

hush-naidoo-382152

Angela z niejakim wstydem skorzystała z hojnej oferty demona, wypłakując chyba wszystkie łzy, jakich nie odważyła się pokazać w przeszłości. Pal sześć, że wszyscy widzieli ją słabą i rozbitą… Ona nie była tego w ogóle świadoma, gdyż twarz skryła skrzętnie w śnieżnej szacie milczącego Briana. Odczuwała względem niego ogromną wdzięczność za to, co teraz zrobił. Od dawna potrzebowała kogoś, kto tak po prostu by jej wysłuchał i zrozumiał.

-Może byście poszli do swojego „pokoju”, co? – Yuki odezwała się po dobrej godzinie, nie mogąc widocznie zdzierżyć zajętej miejscówki. – Teraz nasza kolej, żeby sobie posiedzieć przy ognisku…

-Och? – kobieta mruknęła zaskoczona, próbując na nią spojrzeć, ale nagle znalazła się głową w dół przerzucona przez ramię lisoducha niczym worek ziemniaków. – Co ty robisz?!

-Oddaję im miejsce przy ognisku… Zrobię nam drugie – stwierdził spokojnie, odchodząc jakby nigdy nic.

Yuki i Thomas patrzyli za nimi z rozdziawionymi ustami, co Angela widziała aż za dobrze. Przynajmniej do momentu, gdy widok przesłoniły jej lisie kity. Po dłuższej chwili zaczęła się nawet śmiać, bowiem czuła się teraz jak w jakimś puchatym niebie, nie zaś w ponurym, niedokończonym piekielnym kręgu. Gdy wszedł z nią do wspomnianej odnogi jaskini, stworzył czarodziejskie ognisko o błękitnym płomieniu, czyli typowym dlań kolorze wszelkich ognistych czarów i usiadł na zrolowanej karimacie, sadzając ją na swoich kolanach. Nieszczególnie rozumiała, jak mogło mu być wygodnie w takich warunkach, lecz jego mina pozostawała beznamiętna.

-I co teraz? Chcesz tak siedzieć? – zapytała zakłopotana, nie patrząc mu w oczy. Był teraz zdecydowanie za blisko i robiło się jej nieco gorąco z tego powodu.

-Możesz opowiedzieć mi resztę, zejdą z ciebie emocje i drugi raz opowiesz tę historię z lżejszym sercem… – zawahał się, lecz dodał po chwili – Jeżeli oczywiście sobie życzysz.

-To bardzo miłe i w ogóle z twojej strony, ale moja opowieść jest nieco ckliwa i nudna, Brianie. Nie chcę, byś myślał później, że jestem mazgajowata czy coś podobnego… – uśmiechnęła się smutno, patrząc nań nieśmiało, lecz lisie oczy mężczyzny pozostały tak samo spokojne, tylko kącik ust uniósł się lekko w cieniu uśmiechu.

-Nie martw się o to, panno Angelo. Jednakże już na początku muszę wyznać, iż uważam, że nazbyt ostro oceniasz swój brak miłości do tamtego mężczyzny. Masz duszę uśpionego demona, więc logicznym jest, że prawdziwe uczucie możesz skierować tylko do kogoś podobnego sobie… Spotkać za życia kogoś idealnego dla siebie jest prawie nie sposób, skoro tak wielu z nas czeka w zaświatach na ów cud.

-Tutaj też chyba nie byłoby o to łatwo, skoro dusz są całe miliony rozsypane po setkach czy tysiącach kręgów piekielnych… – zafrasowała się tym tematem – No i ja nawet nie wiem, jakim demonem jestem.

-Wystarczy zadać odpowiednie pytanie Wyroczni… – spojrzał gdzieś w dal z dziwnie psotnym błyskiem w oczach, lecz Angela tylko westchnęła smutno, bo swoje pytanie zmarnowała na potrzeby owej misji przetrwania. – To jak? Dałaś się przekonać, droga pani?

-Żeby nie było, ostrzegałam! – uniosła palec dla podkreślenia owego faktu, na co skinął tylko głową.

Gdy trafiła do szpitala, rak jakoś się o tym dowiedział, bowiem pogarszało się jej w zastraszającym tempie. Operacja chyba się nawet nie odbyła, a może ona nie była jej świadoma, sama nie wiedziała. Na początku leżała w łóżku względnie na chodzie, chociaż ból stał się trudny do wytrzymania. Później, po dłuższej utracie przytomności, podłączono ją do kroplówek, z których jedna nieźle uśmierzała jej bolączki…

Przez kilka dni patrzyła smętnie na dzwoniący niemal nieustannie telefon, który wyświetlał imię Marka, lecz nie odebrała ani razu. Wreszcie przestała ładować komórkę, patrząc z satysfakcją na jej śmierć z rozładowania…

-Czym jest telefon? – Brian wydawał się szczerze skonfundowany tymi nowinkami technicznymi, więc zmierzyła go zdumionym spojrzeniem zielonych oczu. Pomogło jej to otrząsnąć się nieco z owej smutnej sceny i zdała sobie sprawę, iż opierała mu głowę na ramieniu, więc zaraz poderwała się speszona.

-Takie urządzenie do rozmowy na odległość… Ile ty masz lat, Brianie? – zapytała nieco słabo – Tych piekielnych…

-Mm… – zastanawiał się przez chwilę, mrużąc powieki, by wreszcie wzruszyć lekko ramionami. – Czy to ważne dla twojej opowieści, panno Angelo?

-N…nie, byłam tylko ciekawa – westchnęła, lecz demon patrzył na nią badawczo przez dłuższą chwilę. Wreszcie odchrząknęła nerwowo, by kontynuować opowieść.

Nikomu nie powiedziała o tym, że wylądowała w szpitalu, lecz gdy zrobiła się już bardzo słaba, zaczęła tej dumy żałować. Chciała mieć kogoś, przed kim mogłaby się wypłakać czy chociaż ponarzekać. Teraz zaś przede wszystkim kogoś, kto po prostu by przy niej trwał, kiedy leżała w malignie. Budzenie się z kolejnych snów zajmowało jej co raz więcej czasu, ból pomimo leków rozsadzał czaszkę, lecz wreszcie nadszedł ten oczekiwany moment śmierci…

Gdy zapisywała się do szpitala, zostawiła numer do swojego ojca, z którym kontaktu najlepszego nie miała, by poinformowano go o jakichkolwiek problemach. Miała nadzieję, iż chociaż przez wzgląd na pokrewieństwo, zajął się formalnościami.

Angela chciała powiedzieć coś jeszcze, lecz przerwało jej miłe, subtelne wrażenie na ustach. Otworzyła zaskoczona oczy, by uzmysłowić sobie, iż Brian pocałował ją delikatnie i czule, jak nikt przed nim. Kobieta zawahała się, ale odwzajemniła pieszczotę z ochotą. Może i był fantastycznym potworem, ale przy tym troskliwym i sympatycznym, a tych cech u mężczyzny nigdy za dużo. No i zdecydowanie w jej guście, z tymi lśniącymi białymi włosami, świetną sylwetką i przyjemną dla oka twarzą. Już nie kryła sama przed sobą, iż się w nim zadurzyła, kiedy trwali tak wtuleni, nie zważając na upływ godzin…

-Przepraszam… – wymruczał spokojnie, kiedy jakimś cudem oderwali się od siebie nawzajem, chociaż jego spojrzenie płonęło uczuciem – Nie powinienem był wykorzystywać twojej słabości, Angelo.

-Nie wygłupiaj się, to tylko pocałunek! – klepnęła go z naganą w ramię i cmoknęła w czubek nosa, rumieniąc lekko – Tylko nie myśl, że już się w tobie zakochałam… Tym razem nie będę taka głupia, by obiecywać miłość po grób, nie wiedząc, z czym się ją nawet je.

-Sądzę, że oboje się tego nauczymy w swoim czasie – uniósł kącik ust w tym swoim niby uśmiechu, strzygąc przy tym jednym uchem, przez co wyglądał nadzwyczaj słodko. Po chwili dodał wyraźnie zdumiony – Twoje oczy się zmieniły!

-Co takiego? – poderwała się z jego kolan, unosząc dłonie do twarzy, lecz Brian wstał powoli za nią, wyczarowując niewielkie, srebrne lusterko i dając jej do ręki, by mogła się przejrzeć. – Ojej, będę chyba jakąś bestią!

Wpatrywała się w swoje oczy tak bardzo przypominające teraz ślepia dzikiego zwierzęcia, iż odczuła totalny szok. Lisoduch objął ją od tyłu ramionami, zaglądając wraz z nią w owo zwierciadło. Miał podobne oczy, chociaż jego były żółte, jej zaś zielone.

-Będziesz piękną demonicą, Angelo, nie bój się tej przemiany… – szepnął cicho, ale ona już trwała przerażona tym, co powie reszta, gdy zauważy ową zmianę w jej fizjonomii. Może faktycznie oczy miała ładniejsze niż na przykład Scarlett o koźlich ślepiach, ale te swoje poprzednie przecież lubiła…

 

 

 

 

 

Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Opowieść Angeli cz. 2

  1. Lady_G pisze:

    Aż zaczyna się chcieć mieć puchaty ogon 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s