Opowieść Angeli cz. 1

montse-monmo-82819

Mimo, że deszcz ustał, nie ryzykowali wchodzenia w to bagnisko, jakim stało się zielone, trawiaste wzgórze. Postanowili przeczekać jeszcze jedną, góra dwie doby, by ziemia stała się mniej grząska i mogli iść we względnie kulturalnych warunkach. Angela drugą noc także spędziła u boku srebrnowłosego lisoducha, który jak zwykle okazał się nad wyraz obojętny na jej wdzięki. Było jej nieco przykro, że nie dawał jej powodu do oburzenia, on się jej wszak podobał, więc czego niby jej brakowało? Plus był jednakże taki, że nie miała szans zmarznąć, więc wykorzystała ów fakt skwapliwie… Niestety następnego dnia przyszła wreszcie jej pora na przytoczenie fragmentu ze swojego poprzedniego żywota i chcąc, nie chcąc, zabrała się za opowiadanie.

-W chwili śmierci miałam trzydzieści cztery lata i mnóstwo niespełnionych marzeń… – mruknęła cicho na samym początku, nie patrząc na nikogo konkretnego.

Brian siedział nieopodal, skubiąc leniwie podróżnego suchara. Scarlett i Ivan szarpali się o ostatni świeży owoc z plecaka, zaś Yuki wtulała się w bok Thomasa z błogą minką. Mimo wszystko nawet Angela uważała, że łatwiej było znieść tę małolatę, gdy wpatrywała się zakochanym wzrokiem w swojego chłopaka, bo wówczas milczała chociaż przez krótką chwilę…

Angela masowała obolałą skroń zmęczonym gestem. Te napady migreny miała już tak często, że sama nie wiedziała, czy to nie był aby efekt jakiejś choroby albo może przemęczenia? Nie oszczędzała się ostatnio, to był niezaprzeczalny fakt.

Od kiedy między nią i jej wieloletnim chłopakiem (a może lepiej było nazwać go konkubentem?) zaczęło się psuć, starała się spędzać możliwie najwięcej czasu poza domem. Była niemal pewna, że zakochał się w tej koleżance z pracy, jaką miała się przecież nie przejmować, bo to tylko przyjaciółka… Widziała raz sms-y, jakie mu ta laska wysyłała i jak dla niej nie były one niewinnie przyjacielskie, ale co ona mogła wiedzieć o tych sprawach, skoro przez cały swój długi żywot miała tak naprawdę tylko tego jednego mężczyznę?

Było jej przykro, ilekroć na niego patrzyła. Nie pamiętała nawet, jak to było go kochać, bo może nigdy nie odczuwała do niego miłości, tylko sama się oszukiwała? Tak czy siak w domu atmosfera była napięta i tego dnia, dokładnie pół roku od chwili, gdy uznała, że między nimi już nic nie ma, poszła wreszcie do lekarza. Sympatyczna, starsza pani zapytała o jej problem, a gdy go opisała, zmarszczyła się zmartwiona. Widocznie bóle głowy, poranne nudności, ciągła senność i apatia niekoniecznie zwiastowały depresję, jaką sama podejrzewała… To był już początek końca, gdy wędrowała od lekarza do lekarza z kolejnymi badaniami, z których większość wykonała prywatnie, by przyspieszyć proces.

-Ma pani guza płata czołowego mózgu – stwierdził jeden z kolejnych doktorów, u jakiego zawitała. Nawet się nie popłakała, odczuła tylko ulgę pomieszaną ze strachem. – Trochę późno go wykryliśmy, ale jest pani młoda i dość silna, by przetrwać operację oraz dalsze leczenie…

Coś w jego głosie się jej nie spodobało, patrzyła na niego badawczo i powzięła w głębi ducha pewność o kłamstwie. Nie było już dla niej nadziei. Oczywiście spróbują walczyć, taki mają zawód, ale zbyt wiele lat ignorowała objawy i guz zapewne rozrósł się niebotycznie. Angela Liseł westchnęła smutno, wychodząc z gabinetu. Następnego dnia miała przyjść do szpitala, ale ten dzień mogła spędzić na załatwianiu swoich spraw. Zgłosiła w pracy dłuższą nieobecność, jej szef chyba uznał jej słowa za jakiś niewczesny żart, ale kobieta nic sobie z tego nie robiła. Prima Aprilis minął dwa dni wcześniej, naprawdę nie miała nastroju do podobnych żartów. Została jej jeszcze sprawa chłopaka…

Kiedy wróciła do domu, siedział przed telewizorem i oglądał jakiś mecz, podjadając ze smakiem chińską zupkę.

-Musimy porozmawiać – zaczęła od progu, na co skrzywił się, ale posłusznie wyciszył odbiornik i usiadł tak, by zrobić jej miejsce na sofie. Zajęła miejsce i spojrzała nań chłodno tymi swoimi szmaragdowymi oczami – Wyjeżdżam na dłużej, a gdy wrócę, chciałabym już ciebie tutaj nie zastać.

Marek zaniemówił, zaś krótko ostrzyżone czarne włosy przeczesał palcami – jawny znak, iż jeszcze nie przywykł do tej nowej fryzury. Niebieskie oczy wpatrywały się w nią z niedowierzaniem.

-Nie zdradziłem ciebie, Angelo… – wydukał wreszcie – Przyznaję, że podoba mi się zainteresowanie Kasi, ale nigdy bym czegoś takiego nie zrobił!

-Nic mnie to nie obchodzi – prychnęła, siląc się na spokój – Ja ciebie nie kocham i tobie nie ufam, co dalej zrobisz, nie mój problem. Nie potrzebuję takiego faceta i dobrze o tym wiesz.

-Ty mała… – wysyczał wściekły, podrywając się z miejsca i miotając po całym mieszkaniu z wyraźną furią. Pakował swoje rzeczy, głośno przy tym przeklinając. Przez cały ten czas Angela milczała, siedząc w tym samym miejscu jak skamieniała.

Mogła powiedzieć mu prawdę, ale co by to dało? Przecież od dawna się nie kochali, a teraz czułby się w obowiązku nią opiekować. Dobrze się stało, iż mogła mu tego poczucia winy oszczędzić. Jeżeli dobrze zakładała, mimo wszystko uderzy do tej drobnej, uroczej Katarzyny o twarzy w kształcie serca i burzy rudych włosów, która była tak odmienna od wysokiej, brązowowłosej Angeli o pozornie chłodnym obliczu. Niegdyś sądziła, iż Marek jako jedyny zauważył, iż zachowanie kobiety to tylko pozory i wcale nie jest aż taka silna psychicznie, jak udawała. Niestety prędko rozwiał to złudzenie… Do tej pory bolało ją wspomnienie dnia, kiedy wyznał, iż imponuje mu jej wyrachowane podejście do życia. W niej nie było nawet połowy tej siły i hartu ducha, jakie odgrywała. Każde przykre słowo bolało ją przez długie lata, zaś nieszczęścia podkopywały pewność siebie na zawsze, a on ani myślał ją wspierać czy pocieszać, bo przecież jego zdaniem związał się z twardzielem w spódnicy…

-No, chyba już wystarczy tej opowieści, mała – zakłopotany głos Ivana oderwał Angelę z niewesołych wspomnień. Ze zgrozą stwierdziła, iż była cała zapłakana. – Dokończysz wieczorem, jak trochę ochłoniesz, dobrze?

-T…tak, przepraszam – spuściła smętnie wzrok, ale ku jej zdumieniu otoczyło ją ramię Briana.

Mężczyzna przytulił ją do siebie, pozwalając na wypłakanie się, jeśli tylko miała ku temu chęć. Reszta grupy zajęła się swoimi sprawami, nie przeszkadzając im w ogóle, więc szatynka miała więcej czasu niż dosyć na oswojenie się z na nowo odczuwanym żalem.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Opowieść Angeli cz. 1

  1. Lady_G pisze:

    Hmm…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s