Opowieść Thomasa cz. 3

elvis-ma-367689

Lot się nawet chłopakowi spodobał. Cały czas czytał i nikt nie miał o to pretensji. Gorzej było, gdy musiał wreszcie wysiąść. Szli całą czwórką, rozglądając ciekawie, ale i bez tego łatwo byłoby poznać po nich turystów. Ich przewodnik już na nich czekał z kartką z nazwiskiem w rękach. Był to niski, sympatycznie wyglądający Japończyk nazwiskiem Mizu.

Rodzice postanowili nieco przyoszczędzić i do oprowadzania po stolicy oraz prowincjach Japonii wynajęli jednego z miejscowych, jakiego ojciec Thomasa dostał poleconego przez kolegę z pracy. Pierwszym celem okazała się piękna rezydencja owej rodziny, która udostępniła im cztery pokoje. Chyba musieli żyć z tego goszczenia, bowiem dom ewidentnie nadawał się na taki hotelik. Chłopak rozglądał się po otoczeniu zafascynowany, bowiem wszystko wydawało mu się strasznie nisko położone. Jeszcze bardziej zdumiał się, gdy cisi i spokojni Japończycy przedstawili im swoje trzy żywiołowe córki. Najstarszą z nich była rówieśnica Thomasa imieniem Yuki, która bardzo lubiła styl lolity…

Na początku nie zrobiła na nim wrażenia: trochę za dużo krzyczała i piszczała, ale prędko zmienił się ten stan rzeczy, gdy okazało się, że kazano mu spędzać z nią czas, by nie przeszkadzał rodzicom. Yuki o czarnych prostych włosach zaplecionych w dwa warkoczyki i udekorowanych różową wstążką szczebiotała przy nim jak najęta, ale gdy wyznał jej, iż uwielbiał czytać i uczyć się nowych rzeczy, okazała mu jawny podziw. Ten błysk w jej czarnych oczach spodobał się nastolatkowi i prędko uznał, że nie była wcale taka zła, skoro nie obrażała się na niego, gdy ją ignorował, czytając. Niestety dla niego biednej dziewczynie nie wystarczało wcale podziwianie i wzdychanie do przymusowego przyjaciela.

Pewnego dnia, gdy oprowadzała go po pobliskim parku, rozmawiając wesoło o miejscowych ciekawostkach, wreszcie nie wytrzymała i stanąwszy uprzednio na jakimś kamieniu pocałowała go bez pytania. Thomas zamarł, ale nawet mu się to spodobało, czego się nie spodziewał… Ta jedna chwila była początkiem końca. Chłopak nawet nie wiedział, kiedy uzmysłowił sobie, że mu na niej zależy ani czy to było tylko zauroczenie czy też faktyczna miłość. Wodził za nią rozanielonym wzrokiem, dając się namówić na absolutnie wszystko, czego tylko sobie zażyczyła, a Yuki miała dużo pomysłów…

-Hola, hola! – Japonka wyglądała na załamaną takim przedstawieniem swojej osoby – Do niczego ciebie nie zmuszałam. Dobrze pamiętam, że co bym nie powiedziała, zgadzałeś się na wszystko z dużą radością, więc już nie zrzucaj winy za naszą śmierć na mnie, jasne?

-Masz rację, Yuki, ale sam bym na taki pomysł na wpadł. Poza tym twoje siostry raz mnie przed tobą ostrzegały. Podobno lubiłaś podrywać gości rodziców, tylko wtedy byłem zbyt zaślepiony, by słuchać.

-Nasza niepozorna małolata to taka femme fatale? – Ivan zrobił wielkie oczy, wpatrując w dziewczynę z mieszaniną podziwu i zgrozy.

-Każda kobieta ma to w sobie, mój drogi – Scarlett zachichotała, siadając za nim i masując plecy wysokiego Rosjanina, by go nieco zrelaksować. – Tylko nie każda wykorzystuje, kwestia charakteru, jak sądzę.

-To moja opowieść, Yuki, później powiesz swoją wersję, jasne? – Thomas wydawał się urażony tym wtrącaniem w historię, której przecież wcale nie chciał przedstawiać.

-Pmph! – prychnęła tylko w odpowiedzi, nadymając usteczka, co w jej przypadku oznaczało obrazę majestatu.

Tak czy siak tylko kwestią czasu było, gdy nastolatka wyznała mu miłość, więc i Thomas nie mógł pozostać jej dłużnym. Jak tylko jasnym stało się o ich ogromnym, wzajemnym uwielbieniu, dziewczyna zakradła się do jego pokoju nocą, by skonsumować związek. Chłopak był tak czerwony, jak nigdy dotąd. Nie miał o tym zielonego pojęcia, lecz zaskakująco prędko złapał podstawy. Co prawda pierwszej nocy próba zakończyła się fiaskiem, ale mieli jeszcze cały tydzień dla siebie, ponieważ rodzina Owl przyleciała tutaj na bity miesiąc.

Zgodnie z przewidywaniami Thomasa rodzice zostawiali go, kiedy tylko mogli, bo chyba naprawdę za nim nie przepadali. Jego siostra za to wiecznie wszędzie z nimi jeździła… To zraniło chłopaka, więc pomysł romantycznej Yuki, by zostali na zawsze razem, trafił na podatny grunt. Wówczas sądził, iż było to spontaniczne, teraz miał za to zdanie, iż dziewczyna dobrze to sobie przygotowała. Na dwa dni przed odlotem Thomasa zabrała go na dach swojej szkoły. Jak się tam dostali, nawet nie pamiętał, ale widok był obłędny. Na szczycie dachu przytulali się i całowali, nim wreszcie nastolatka zaproponowała to samobójstwo, które Thomasowi jawiło się jak lek na całe zło tego świata. Wreszcie poznał kogoś, kto akceptował go takim, jakim był i mocno niesprawiedliwe wydawało mu się to, że musiał wracać do życia, którego szczerze nienawidził…

-Będzie fajnie, zobaczysz! Będziemy współczesnymi Romeo i Julią, widziałam taki film, wiesz? – zachichotała, patrząc nań spod ciemnych rzęs.

Schwyciła go za rękę, prowadząc do wyrwy w siatce, jaką wyciął ktoś w nieznanym chłopakowi celu. Podejrzewał, iż władze szkoły o niej nie wiedziały, bo ogrodzenie dachu miało chronić przed takimi właśnie pomysłami, jak stawanie na samym brzegu czy skakanie z powodu odtrąconej miłości – czyli typowych zachowań depresyjnej młodzieży. Kiedy skoczyli i umierał połamany u stóp budynku, szczerze żałował tego uczynku. Wokół niego wszystko zalewał szkarłat krwi, nawet nie widział Yuki, bo głowa ułożyła mu się w inną stronę i nie mógł jej podnieść… Dziewczyna się jednakże nie odzywała ani nawet nie jęknęła, więc chyba zginęła na miejscu. Nim wreszcie uszło z niego życie, płakał jednak nad własną głupotą, która chyba musiała być zaraźliwa…

-Przepraszam, Thomasie – Yuki stała przed nim, załamując ręce – Naprawdę bardzo się mi podobałeś i zakochałam się w tobie. To był rzeczywiście durny pomysł, ale ja też nie byłam zanadto lubiana, więc nie chciałam, byś mnie zostawiał… Wybaczysz mi kiedyś?

Chłopak podniósł na nią spojrzenie i nawet lekko się uśmiechnął, wstając i przytulając nastolatkę, na co wszyscy zaczęli „ochać” i „achać”. No, może poza Brianem, jaki w ich opowieści ani zachowaniu nie potrafił doszukać się niczego sensownego czy romantycznego. Angela też miała nietęgą minę, bowiem opisana przez Thomasa depresja i wyalienowanie raczej ją przeraziły.

-Chyba znowu nie będę mogła spać przez te wasze opowieści dziwnej treści – mruknęła niezadowolona, wzdrygając się do własnych myśli, ale odetchnęła lekko, gdy przytulił ją do siebie pozornie zimny i nieczuły lisoduch.

Odnosiła wrażenie, iż trochę za bardzo się jej podobał, by bezpiecznie było pozwalać mu na podobne gesty, ale co tam. Do piekła przecież już trafiła, a on nie był wszak okrutnym władcą piekieł, nie?

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Opowieść Thomasa cz. 3

  1. Lady_G pisze:

    Wychodzi na to, że tu do piekła trafia się głównie za bezdenną głupotę 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s