Opowieść Scarlett cz. 3

aimee-vogelsang-106103

-Uciekaj!!! – rozpaczliwy krzyk Scarlett niósł się echem po całym domu.

Tutaj już nie chodziło o nią, ale o mężczyznę, który mógł zginąć z jej powodu. Biła pięściami w drzwi, błagając, by zostawiono go w spokoju i po chwili rzeczywiście całe otoczenie zdało się uspokoić. Złotowłosa kobieta opadła na kolana, krwawiąc z licznych ran i łkając. Przeczuwała, iż jej kochanek wcale nie odszedł w bezpieczniejsze miejsce, lecz zginął razem z nią. Mąż dziewczyny stał z tyłu i śmiał się cicho, trzymając dziecko w ramionach.

Wówczas, gdy posłyszała ten szydzący głos mężczyzny, jakiego niegdyś kochała, coś w niej pękło. Rzuciła się w jego stronę bez zbędnego krzyku czy choćby jednego przekleństwa. Dziecko, niedawny powód swary, wypadło z jego ramion na podłogę. Próbował je schwycić, ale Scarlett już o nic nie dbała. Rozjuszona i przyparta do muru, kompletnie oszalała.

Biła się z nim w milczeniu przez dobrą chwilę, podnosząc się po każdym ciosie i oddając z nawiązką. Opętany budynek próbował pomóc swojemu właścicielowi, ale w efekcie ranił jego również, więc zaprzestał interwencji…

Przez krótką chwilę sądziła, że jednak mogło się udać, ale tylko do czasu. Wreszcie Robert odepchnął ją kopniakiem prosto na drzwi prowadzące do piwnicy, jakie uchyliły się usłużnie, nim ich w ogóle dotknęła. W efekcie Scarlett sturlała się ze schodów na sam dół, łamiąc przy okazji przynajmniej jedną kończynę. Na końcu tej wędrówki nie czuła już bólu. Zastanawiała się nawet, czy aby nie uszkodziła sobie rdzenia kręgowego…  Tak czy siak wszystko widziała jak przez krwawą mgłę. Coś dławiło ją w gardle, więc zwymiotowała, wypluwając chyba wszystkie wnętrzności zupełnie przy okazji. Przed nią zamajaczyły kapcie Roberta, który pofatygował się tutaj za nią.

-Normalnie nie tknąłbym ciebie nawet palcem, ale skrzywdziłaś mojego syna, a tego nie daruję – wysyczał nienawistnie.

Roześmiałaby się, gdyby nie fakt, iż miała trudności ze złapaniem tchu i brakowało jej powietrza. Ona skrzywdziła jego syna?! Parszywy drań…

-Od dzisiaj staniesz się mieszkanką tego domu na zawsze, aż twój duch stanie się z nim jednością jak wszystkie pozostałe… – żałowała, iż nie była w stanie podnieść głowy, ale w zasięgu jej wzroku pojawiły się całe stosy lalek.

Wszystkie, co do jednej, były dziewczynkami i różniły się między sobą wyglądem do tego stopnia, iż w sercu kobiety zagościło skrajne przerażenie. Zginąć wydawało się jej nagle całkiem w porządku, przynajmniej w porównaniu z wiecznym więzieniem w tym cholernym horrorze… Robert nie miał jednakże zamiaru pytać jej o zdanie. Śmiał się jedynie do rozpuku, patrząc, jak pochłaniają ją mroczne moce tegoż miejsca.

-Teraz nawet nie dziwię się już, że wyparłam to z pamięci – skrzywiła się, wachlując lekko ręką, bowiem nieprzyjemne wspomnienia spowodowały u niej zawroty głowy.

-Jakoś się jednak wydostałaś? – Yuki wpatrywała się w nią z nadzieją w oczach.

-Oczywiście, że nie! Została tam na zawsze… – Angela dogryzła jej, obejmując się ramionami, bowiem historia blondynki przyprawiła ją o dreszcze. Brian użyczył jej rycersko swego nieskazitelnie białego płaszcza, jaki przyjęła z wdzięcznością, przy okazji rzucając okiem na muskularne ramiona z jawnym podziwem.

-Ach, to już akurat zasługa mojego kochanka. Długo wędrował wzdłuż i wszerz świata, by wreszcie znaleźć najlepszych egzorcystów i oczyścić to miejsce. Byłam najkrócej mieszkającym tam duchem, ale powiem wam, że jednak trochę mi to skrzywiło psychikę…

-Przez grzeczność nie zaprzeczę – Ivan uśmiechnął się szeroko, na co klepnęła go w ramię z marsem na czole.

-Świnia! – zaśmiała się, czując się znowu sobą.

Chyba jednak dobrze się stało, iż wreszcie komuś opowiedziała o swoim doświadczeniu. Tylko szkoda, że nie będzie to już dla nikogo z nich przestrogą, by nie ryzykować mieszkania w opętanym domu, bowiem wszyscy od dawna byli już martwi…

-A ten twój mężczyzna jeszcze żyje? – Yuki nie odpuszczała, musiała wiedzieć absolutnie wszystko.

-Żył, gdy poszłam do piekła, więc zakładam, że tak. Mocno się już jednak postarzał, więc chyba musiało minąć sporo czasu, od chwili mojej śmierci, skoro tak się sprawy miały…

-Ciekawe, czy czas tutaj inaczej płynie niż wśród żywych? – Thomas zamyślił się na ten temat, lecz nim złapał za Przewodnik, odezwał się na ogół milczący samuraj.

-Czas tutaj płynie tym samym rytmem, co w rzeczywistości żyjących – mruknął cicho – Ale są sposoby na to, by dowiedzieć się, czy szczególnie bliskie nam osoby wciąż jeszcze kroczą po tamtym planie, czy też może przeszli wreszcie na drugą stronę…

-Wow! Jesteś prawie tak mądry jak mój chłopak! – Yuki zaklaskała, chichocząc irytująco, lecz Brian skinął jej tylko poważnie głową w podzięce.

-No nic, ja dzisiaj chyba nie zasnę, więc wezmę wartę! – Angela zgłosiła się na ochotnika, uśmiechając krzywo.

Reszta drużyny skwapliwie na to przystała, rozchodząc się w swoje strony, lecz u jej boku pozostał lisoduch o srebrnych, długich do kolan włosach.

-Mówiłam poważnie, możesz iść spać – Angela rzuciła mu zdziwione spojrzenie, lecz tylko pokręcił przecząco głową.

-Moim zadaniem jest was chronić, to ja winienem stać na warcie – rzucił uparcie, lecz po chwili uśmiechnął się lekko, dodając – Poza tym jesteś tak roztrzęsiona, że samotne czuwanie też by nie wpłynęło dobrze na twoje samopoczucie, mam rację?

-Może i masz… – zarumieniła się zakłopotana, podchodząc wraz z nim do tlącego się jeszcze ogniska, by dorzucić nieco drew.

Odczuwała niemą wdzięczność do Scarlett za tę okropną historię, bo wieczór zapowiadał się na całkiem przyjemny, mimo wszystko…

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Opowieść Scarlett cz. 3

  1. Lady_G pisze:

    Dziwna ta Scarlett. Mężczyźni przychodzą i odchodzą, za to dzieci masz na zawsze. Nikt jej nie powiedział? Ps. Creepy foto.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s