Opowieść Scarlett cz. 2

ksenia-makagonova-169495

-O nie! Co to za bzdury?! – blondynka wydawała się mocno wstrząśnięta absurdalnością straszliwych opowieści, jakie mieszkańcy zdawali się mieć na temat siedziby Roberta.

-Musisz w to uwierzyć i z nim zerwać, Scarlett, bo skończysz jak ich wszystkie kobiety. – przyjaciółka z pracy Dorna wydawała się urażona jej brakiem wiary.

-My się kochamy! Nie mam zamiaru dać się ponieść fantazji, bo lubicie tutaj sensacje… – zmarszczyła idealnie zarysowane brwi w jawnym zagniewaniu. Dorna potrząsnęła tylko głową i już się więcej do niej nie odzywała.

Ponieważ Robert udowodnił przed sądem porzucenie ze strony drugiej małżonki, miał święte prawo do trzeciego ożenku, gdyby przyszła mu taka chęć i wyraźnie zapragnął zaryzykować z uroczą blondynką. Błagał, by nie robiła mu tego, co dwie poprzednie kobiety, bo trzeci raz złamanego serca mieć nie chciał… Scarlett delikatnie próbowała namówić go na zmianę lokum, ale nie chciał nawet o tym słyszeć, toteż chcąc nie chcąc wprowadziła się do swojego przystojnego, czarującego męża. Zachowała swoje nazwisko, ale poza tym była bezgranicznie oddana swojemu mężczyźnie.

Niestety mieszkanie w owym starym domu było dla niej torturą, bo ile by nie sprzątała, wiecznie po pokojach walały się przedmioty, jakich nie było przed momentem. Scarlett zastanawiała się, czy aby nie oszalała już na kilka tygodni po wprowadzeniu… Co prawda problem zniknął na czas ciąży, ale po urodzeniu małego, kruczowłosego Davida powrócił z podwójną siłą. Było to uciążliwe do tego stopnia, że gdy siadała zmęczona po całym dniu pracy przy małym, musiała upewniać się co do braku ostrych narzędzi. Ciągle o coś się kaleczyła, aż błagała Roberta, by wreszcie się stąd wynieśli, ale on w efekcie zrobił się drażliwy i chłodny. Powiedział jej nawet, że już miał od niej to, czego potrzebował od kobiety i mogła się wynosić!

Scarlett się załamała… Oczywiście nie porzuciła męża, lecz uznała, że to wszystko roiło się w jej głowie. Poszła zatem do miejscowego psychiatry po odpowiednie leki. Doktor okazał się bardzo wyrozumiały, niewiele od niej starszy i niezwykle przy tym atrakcyjny. Dla ślicznej kobiety jego adoracja zadziałała lepiej od terapii tabletkami, bowiem nagle odżyła jak nigdy i chociaż miała ogromne wyrzuty sumienia, oddała się temu romansowi z przyjemnością.

-Zdradziłaś męża?! – Brian przerwał jej wypowiedź ze szczerym oburzeniem w głosie.

Lisie uszy położył po sobie, wszystkie dziewięć ogonów machało wściekle – co jasno wskazywało na jego stopień zniesmaczenia. Nawet nie czekał na jej odpowiedź, wysyczał coś tylko pod nosem z wyraźnym obrzydzeniem, aż Scarlett zarumieniła się wściekle.

-Nie twój zasrany interes! – warknęła w odpowiedzi, mierząc go wściekłym spojrzeniem koźlich oczu. – W końcu jakiś ciężki grzech popełnić musiałam, skoro trafiłam do tego zasmarkanego Piekła, co nie?! Mam już swoją karę, nie potrzebuję jeszcze uwag od takiej cnotki, jak ty!

Rozsierdziła lisoducha na dobre, bowiem naokoło niego tańczyły wściekłe rozbłyski. Jego zwierzęce oczy mierzyły ją zimnym wzrokiem, ale nic więcej nie mówił, tylko stał w miejscu, starając się zapanować nad emocjami. Dotyk dłoni Angeli, która próbowała go obłaskawić, widocznie nie obawiając się złowrogich mocy demona, z miejsca zadziałał na niego uspokajająco. Nie patrzył już w stronę drobnej blondynki, zamiast tego wycofał się możliwie najdalej, jakby tylko w ten sposób mógł zagwarantować panowanie nad sobą przy jej opowieści. Scarlett odetchnęła z ulgą, bo mimo hardej miny, bała się go. Może nie siedziała z nosem w Przewodniku, jak Thomas, ale wyczytała już co nieco o przedstawicielach gatunku demonów, do jakich zaliczał się Brian i doskonale wiedziała, iż byli jednymi z najpotężniejszych w dziedzinie tak magicznej, jak i fizycznej siły…

Ostatecznie wróciła do swojej historii, nagabywana przez Yuki, która miała ewidentne wypieki.

Scarlett  rozkwitła dzięki owemu romansowi, ale jej kontakty z mężem ulegały co raz większemu rozpadowi. Chyba domyślał się, że coś było grane, gdyż patrzył na nią z pogardą porównywalną z tą, jaką okazał jej teraz Brian… Dom przy tym również już nie ukrywał swojej mrocznej natury. Wieczór dnia, gdy głośno ogłosiła, że chce rozwodu i uzyskała milczącą akceptację męża, był ostatnim, jaki tutaj spędziła. Robert zażądał od niej dziecka, na co zgodzić się nie chciała.

-Nie pozwolę tobie odejść, jeśli nie oddasz mi syna, Scarlett – warknął wściekle, patrząc na nią tymi granatowymi oczami, które już się jej nie wydawały takie piękne i kochane.

-To moje dziecko! Nie mogę go oddać, Robercie i nic od ciebie nie chcę! Nie musisz się bać, że będę pazerna na pieniądze… – stwierdziła płaczliwie, ta scena mocno się jej nie podobała, a mąż niczego nie ułatwiał.

-Postawiłem sprawę jasno, David będzie ze mną albo zostaniesz tutaj na zawsze, jak twoje poprzedniczki… – uśmiechnął się tak mrocznie, iż przeszły ją ciarki. Nigdy dotąd nie wzbudzał w niej strachu, ale teraz sprawy miały się zupełnie inaczej.

-Co ty sugerujesz… – cofnęła się przed nim jeden krok, później drugi, zaś on szedł ku niej z zimnym błyskiem w oczach.

-Żadna z moich poprzednich żon nie odeszła, Scarlett… Pozbyłem się ich, gdy okazało się, że urodzą mi córki zamiast synów. Ty sprawiłaś się doskonale, ale zrozum, że tak upragnionego dziecka oddać nie mam zamiaru…

-Zabiłeś je, Robercie?! – nogi się pod nią ugięły, do oczu napłynęły łzy. Czy w tych fantastycznych, strasznych opowieściach naprawdę kryło się ziarno prawdy? To jakiś horror!

-Nie… – uśmiechnął się niemal ciepło, co przy wyrazie jego oczu powodowało groteskowy widok. – Dom zrobił to za mnie, kochanie…

Gdy roześmiał się opętańczo, obróciła się spanikowana i rzuciła do tylnych drzwi, lecz ani drgnęły. Szarpała za klamkę, lecz ta rozgrzała się zaraz do czerwoności, ani myśląc ją stamtąd wypuścić. Biedna blondynka z rozdzierającym łkaniem zatoczyła się do tyłu, by wbić stopę na wystający  z deski podłogi gwóźdź. Krzyknęła głośno, odepchnęła mężczyznę i poczęła biec przed siebie na oślep. Miała wrażenie, że ciągle coś ją cięło, szarpało i atakowało. Nim dotarła do drzwi wejściowych, miała na ciele już tyle ran, iż w efekcie cała lepiła się od własnej krwi i łez. Za drzwiami słyszała jakiś hałas, zaczęła więc wołać rozpaczliwie, rozpoznając głos kochanka, jakiego martwiła jej konfrontacja z małżonkiem. Robert nawet tutaj za nią nie przyszedł, lecz poszedł do dziecka, jakie smacznie spało w kołysce.

Scarlett sklęła się w myślach, mogła uciec do syna, może dali by jej spokój, gdyby trzymała to upragnione dziecko Roberta w ramionach? Teraz było za późno… Próbowała otworzyć drzwi, lecz bezskutecznie. Gdy usłyszała podobną walkę po ich drugiej stronie oraz pełen bólu okrzyk, zamarła w miejscu…

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Opowieść Scarlett cz. 2

  1. Lady_G pisze:

    Chyba jednak przebiła Ivana 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s