Opowieść Ivana cz.3

luc-van-loon-332580

Po niemal tygodniowym wypoczynku, kiedy Ivan zdążył bliżej zapoznać się z córką nieszczęsnego celu obserwacji, wreszcie coś się działo. Całe szczęście, bowiem Rosjaninowi już trochę sprzykrzyły się brudne uliczki Paryża i gapienie się całymi dniami na robiącą zakupy grupkę. Zdecydowanie ciekawiej było przyglądać się im, kiedy leżeli w SPA podczas masażu albo kiedy młoda Irina postanowiła poderwać go na basenie hotelu…

To dopiero była mała diablica i na dodatek niezła w te klocki, co Ivan przyjął z zadowoleniem i niejakim zdumieniem. Kiedy ona zdążyła się tego wszystkiego nauczyć, skoro ledwie ukończyła magiczną osiemnastkę? Dziesięć lat starszy mężczyzna był pod dużym wrażeniem!

Nie zmieniło to faktu, iż Borys wreszcie uzyskał posłuchanie u miejscowego gangstera, który prezentował się dużo lepiej od bogatego krajana naszego agenta. Mężczyzna ów nie dość, że otoczony był przez czwórkę ochroniarzy, to na dodatek sam z siebie wyglądał niczym młody bóg: wysoki, smukły i wysportowany brunet o ciemniejszej karnacji przy niskim grubasku wyglądał niesamowicie. Okazał się jednak profesjonalistą i powitał Borysa z należytą powagą. Uścisnęli sobie krótko dłonie, by następnie przejść do interesów.

Ivan podłożył facetowi pluskwę, ale ponieważ treść rozmowy leciała prosto do Moskwy, nie miał pojęcia, o czym była mowa. Sam miał odbiornik od Alberta, ale nie wiedział, jak go włączyć… Nagle zadzwonił jego telefon i z niesmakiem stwierdził, iż zapomniał wyciszyć dzwonek. Szóstka obserwowanych w magazynie przemysłowym mężczyzn kompletnie zamarła, patrząc dzikimi spojrzeniami po całej okolicy, bowiem hałas niósł się echem.

-Halo? – zapytał, powoli wstając zza sterty żelastwa i tak nie było już sensu się ukrywać.

-Agencie Sabaka, hasło Grabarz.

-Grabarz?! – zająknął się lekko, z tymi telefonami nigdy nic nie wiadomo, ale już się rozłączyli, dranie!

No nic, mus to mus. Wyciągnął broń zza pazuchy, wyskoczył na widok i wypalił z pistoletu trzy razy. Francuz stracił dwóch ochroniarzy oraz niedoszłego kontrahenta dzięki celnym strzałom w głowę. Skrzywił się z niesmakiem i wycelował weń swoją broń z tłumikiem. Wystrzał był niemal niesłyszalny, ale Ivan mimo to zdążył ukucnąć za barierkę. Całę szczęście, że wrogi brunet również chciał się popisać celnością… Po chwili wahania Ivan rzucił w niego swoim odbiornikiem – kawał szmelcu, a gdy jeden z jego ochroniarzy spanikowany to postrzelił, stał się świadkiem pięknej eksplozji.

-Cholerny Albert, chce mnie zabić czy co?! – warknął urażony i zaraz wygrzebał wszystkie gadżety, o jakich pamiętał, by w szalonym biegu do Astona Martina Borysa rzucać nimi w przeciwników.

Było tego trochę, bo ten imbecyl ciągle wymyślał jakieś idiotyczne nowinki. Tak więc w powietrzu rozłożyła się sieć (ukryta w imitacji chustki do nosa), jaka opadła tanecznie na podłogę, nie czyniąc nikomu szkody. Coś, co w zamierzeniu miało służyć za latarkę z funkcją ultrafioletu i wyglądało dotąd jak złota zapalniczka, po uderzeniu o podłogę zaczęło emitować dużo śmierdzącego dymu. Całe jego szczęście, że był bliżej wyjścia, gdyż wlatujący do środka wiatr całe te kłęby skierował na trójkę mimowolnych wrogów.

Fan Bonda się znalazł… – myślał chłodno, starając się zachować zimną krew pomimo kul świszczących naokoło. Na całe szczęście chyba też lubili piękne auta, bo w samochód żaden nie poważył się trafić. Kiedy dopadł srebrnego cuda, strzelił na oślep w stronę mężczyzn oddalonych już tylko kilkanaście metrów. Chyba trafił jednego, bo słyszał stłumione przez dym przekleństwa. Z uśmiechem szarpnął za klamkę i wpadł do środka, zamierając na moment w jawnym zachwycie. Ta tapicerka! To było tak piękne, aż do oczu napłynęły mu łzy wzruszenia. Gdyby nie musiał spłacać helikoptera, też by sobie taki kupił…

No nic, chyba sami postanowili odpalić wóz, toteż przekręcił pospiesznie kluczyki, jakie znajdowały się w stacyjce. Cofnął z piskiem opon, aż skrzywił się na ten dźwięk i począł przepraszać auto za owo świętokradcze traktowanie. Wyjechał na zewnątrz, ale policyjnej obławy nijak się nie spodziewał. Chyba też zrobili zasadzkę na Boryska, Ivan przełknął z trudem ślinę, zmienił biegi i rozpędził samochód prosto na policyjną barykadę. To była scena jak z filmu, gdy najechał na jakąś stertę blach opartych ukośnie na betonowych klocach i pofrunął nad nimi niczym metalowy ptak. Śmiał się przy tym jak opętany, aczkolwiek już nie było mu tak do śmiechu, kiedy uderzył niskim podwoziem o ziemię, słysząc nieprzyjemne zgrzytanie i czując ten impet całym sobą. Mimo wszystko Aston jeszcze jeździł, więc zwiał zaraz, jak odzyskał równowagę psychiczną. Policjanci wraz trójką ze środka ruszyli za nim w pogoń. Syreny wyły, Ivan modlił się, by auto nie padło mu po drodze z powodu uszkodzeń poczynionych przez ów popisowy skok i grzebał w spodniach za spinką, jaką schował tam tuż przed dzisiejszym wyjściem…

Niestety w chwili, gdy wyjął ją z tryumfującym okrzykiem i nacisnął włącznik, na skrzyżowaniu przed nim wyrosła olbrzymia ciężarówka. Próbował ją ominąć, lecz bezskutecznie. Walnął prosto w bok, uderzając głową o kierownicę. Zaraz za nim zatrzymały się trzy siedzące mu na ogonie wozy, zaś spinka opadła mu z dłoni w zwolnionym tempie. Ta mała suka miała za zadanie psuć elektronikę samochodów,  więc chciał ją rzucić za siebie i liczyć na łut szczęścia wczepienia się jej w najszybszy wóz pościgu, ale cóż zrobić, skoro Albertowi najlepiej wychodziły wybuchy?

Piękny Aston Martin wraz Ivanem w środku eksplodowali niemalże majestatycznie, niszcząc przy okazji całe skrzyżowanie. Bólu nie zdążył poczuć, ale szok…

-Ej! To miała być miła anegdota, a nie historia twojej śmierci! – ubrana na różowo Yuki wydawała się śmiertelnie oburzona takim zwrotem akcji. – Gdzie szczęśliwe zakończenie?

-Przecież jestem tutaj z wami, co smęcisz – mruknął urażony, przeczesując gęste włosy palcami. – Swoją drogą fajnie, że do Piekła nie trafiłem rozczłonkowany…

-To musiało być ekscytujące życie – Scarlett uśmiechnęła się z podziwem w oczach, aż lekko się zarumienił. – Moje takie nie było…

Zerknął na Angelę, która zaplatała Brianowi warkocz i uśmiechnęła do niego uprzejmie, gdy zauważyła jego spojrzenie.

-To była dobra opowieść, Ivanie, trudno będzie ją przebić – mruknęła ciepło, zostawiając srebrne włosy samuraja w spokoju.

Ten odprowadzał ją dziwnym spojrzeniem, kiedy udała się do swojego namiotu, by ułożyć wreszcie do snu. Ivan uznał, iż jego misją będzie wyedukowanie biedaka odnośnie relacji damsko-męskich, bo był już niebezpiecznie blisko wylądowania we friendzone…

-No to co? Następna osoba opowie o sobie na jutrzejszym postoju? – wstał, zacierając z uciechą dłonie, na co wszyscy pokiwali głowami na znak zgody.

Nim sam poszedł spać, podszedł jeszcze do zdumionego wojownika, by dać mu kilka cennych porad…

 

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Piekielny Krąg i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Opowieść Ivana cz.3

  1. Lady_G pisze:

    Prawie jak Bond. A „prawie” robi różnicę 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s