18. Pojedynek

aaron-burden-191067

Róża sięgała swojemu przeciwnikowi do brody, lecz absolutnie nie obawiała się porażki. Chwyciła w ręce kij, stając przed nim na lekko ugiętych nogach. Spoglądała czujnie, wysyłając swoim zwierzętom myślowy sygnał, by go otoczyły. Motyl co prawda jeszcze nie wzleciał z kryjówki w jej włosach, ale miał zamiar uczynić to w stosownej chwili. Towarzysze łysego oprycha wahały się widocznie, czy winny go w ogóle wspierać, lecz zwyciężyła lojalność, bowiem pozostawiony sam miałby znikome szanse zwycięstwa…

Adam odsunął się dalej, jak sobie zażyczyła, przyglądając się im w ciszy. Gdyby coś jej zagroziło i tak by zainterweniował, bowiem świetnie znał tego popędliwego tyrana z jego chęci dominacji oraz popisania się posiadaną siłą. Nie miał zamiaru pozwolić, by znalazł w niej kolejną ofiarę. Loki Róży unosiły się lekko naokoło twarzy – ewidentny znak mocy umysłu, jaką skupiła i to pomimo braku aktywacji jakiegokolwiek trybu…

Brunon nie był tym, który zaatakował jako pierwszy, co zdziwiło wszystkich patrzących włącznie z bojowym partnerem kobiety.  Skoczyła z miejsca wysoko i silnie, wspomagana przez psionikę, uderzając obiema stopami w pierś mężczyzny. Nie zdążył nawet dobyć broni, kiedy runęła na niego z ogromną siłą. Posłyszano trzask łamanych żeber, na co wielu zebranych skrzywiło się z powodu wyobrażonego bólu. Ona na tym nie poprzestała. Ledwie musnęła nogami piachu, poderwała się do biegu, okrążając go szybko. Łysy trzymał się jedną ręką za pierś, drugą dzierżył zaś solidną maczugę, którą zamachnął się wreszcie z impetem.

Adam zacisnął zęby ze złością. Jeżeli by ją trafił, mógłby zabić na miejscu, ale na całe szczęście Róża okazała się na to zbyt zwinna. Przyspieszyła jeszcze pod jego bronią i uderzyła kijem prosto w szczękę. Brunon tylko stęknął, gdy otrzymał ów cios i upadł na plecy, postękując z bólu. Włosy kobiety tańczyły w powietrzu niczym węże, oczy lśniły jak dwie gwiazdy, ale mina nie wyrażał niczego poza pogardą. Czekała tylko chwili, by pokazał jeszcze chęć walki i jej nie rozczarował. Miał w sobie nazbyt wiele buty, by odpuścić tak szybko byle babie…

W tym czasie olbrzymia wilczyca starła się z jaguarem mężczyzny. Ze względu na swoja przewagę silniejszego symbiontu oraz naprawdę słusznych rozmiarów, wygrała z nim bez większego trudu i to pomimo faktu, iż jej jedyną bronią były ostre zęby. Papuga bombardowała orła telekinetycznymi pchnięciami, teleportując się przy tym losowo i doprowadzając go do wściekłego odwrotu. Oba stworzenia odwróciły swoją uwagę do kobiety, jaka czekała na podniesienie się mężczyzny. Nie szarżowała ani nie ryzykowała zanadto, gdyż mógł częściowo udawać, by zyskać przewagę… Ostatecznie, gdy ledwie się wyprostował i ryknął wściekle, rzucając się na nią z mordem w oczach, przygwoździła go do ziemi za pomocą telekinezy. Pisnął zabawnie i wreszcie stracił przytomność, więc uspokoiła się i ostudziła emocje.

Zewsząd rozległa się owacja, niektórzy nawet zaśmiewali się do łez, spodziewając utraty statusu przez nielubianego Brunona. Tadek miał skwaszoną minę. Chyba bardziej cenił sobie tego łysego draba, jaki świetnie pasował do prowadzonej przezeń polityki. Za to Adam podszedł ku niej nieco niepewnie, spoglądając czujnie na leżącego, jakby spodziewał się jakiegoś fortelu.

-To było bardzo sprytne zagranie, Różo… – uśmiechnął się lekko, by zaraz nieco stonować głos – Ale niewiele pomoże, jeżeli tutejszy przywódca zaweźmie w tej swojej głowie postanowienie, by traktować ciebie jak inne kobiety.

-Niech tylko spróbuje – wycedziła, lecz nie mogła kontynuować ze względu na zbliżającego się ku nim Tadeusza.

-To była dobra walka, kobieto – uśmiechnął się zimno – Brunon nie będzie już posiadać statusu następcy.

Gdy rozległy się pogwizdywania i kolejne wybuchy śmiechu, zastygł, ledwie panując nad gniewem. Dla Róży jasnym było, że nie poprawiła zanadto swojego położenia, ale przynajmniej inni ludzie nie poważą się tak łatwo podnieść na nią ręki, znając jej siłę.

Trochę ją dziwiło to, jak się zmieniła przez ostatnie lata. Już nie obawiała się walczyć, nie kuliła ze strachu przed bólem. Czuła rozpierającą ją energię i siłę, gotowa była stanąć przeciwko wszelkim przeciwnościom, by zyskać wolność oraz przestrzeń. W jej naturze nie leżało poddawanie się, w sercu zrodziła się długo skrywana odwaga i żądza zwycięstwa.

-Zabierz swoją… partnerkę do legowiska, Adamie – skinął mężczyźnie głową, na co blondyn skinął mu na zgodę bez słowa sprzeciwu.

-Chodźmy, Różo – odezwał się półgębkiem, więc nie pozostało jej nic innego, jak podążyć za nim. Gdy oddalili się dostatecznie od reszty, odezwał się ponownie – Ta Osada jest trudna do wytrzymania, ale paradoksalnie radzi sobie lepiej niż sąsiednie, ponieważ Tadeusz tworzy świetne bariery. Ja sam pochodzę z innego miejsca, a tutaj trafiłem w ubiegłym roku, ponieważ moją Osadę rozgromili Pożeracze. Pozostali przy życiu rozeszli się po sąsiadach, wśród nich także moja partnerka…

-Och, nie zwróciłam uwagi, że byłeś już związany z kimś innym. – zerknęła ciekawie na jego bransoletę, gdzie na dwunastym polu świeciły dwa symbole związku. Z nią tworzył Parę Bojową, z tą drugą… Miłosną. – I zgodziłeś się ze mną parować mimo to?

-Jak już mówiłem, Tadek nie daje wyboru, kiedy się uprze. Nie może nas połączyć uczuciowo, ale przecież zależy mu tylko na potomstwie, a do tego nie potrzeba miłości…

-To obrzydliwe… – parsknęła z odrazą, Adam cicho przytaknął.

-Laura też została wybudzona tak, jak ty i rozumiem doskonale powód twojego gniewu. Wasze czasy były lepsze, chciałbym mieć możliwość je wspominać… – uśmiechnął się nieco smutno, otwierając przed nią właz do swojej kwatery. Wkroczyła za nim, dojrzawszy piękne pomieszczenie o ogromnej powierzchni. Wszędzie znać było, iż mieszkał tutaj, więc nieco się speszyła.

-Nie otrzymam swojego legowiska? – pobladła nieco, mężczyzna rzucił jej smętne spojrzenie.

-Przykro mi, Tadek oczekuje, że od razu zamieszkamy razem i spróbujemy trybu rozrodczego…

-To jakieś wolne żarty! – odsunęła się przezornie, rzucając jeszcze kilkoma przekleństwami.

Wilczyca i papuga umościły się wraz z towarzyszami blondyna w przygotowanym kącie. On sam przysiadł na kocach, patrząc na swoją bransoletę z namysłem.

-Nie będziemy mogli się zsynchronizować i tak, więc równie dobrze możemy udawać, że bardzo chcieliśmy współpracować, oszczędzając sobie nieco kłopotów.

-A co, jeśli się mylisz i jednak się uda? – zarumieniła się, nie miała zamiaru sypiać z kimś, kogo nie znała i na kim jej ani trochę nie zależało. Nie wspominając, iż karygodna wydawała jej się możliwość poczęcia dziecka w takich warunkach…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „18. Pojedynek

  1. Lady_G pisze:

    Legowisko? Też by nie szlag trafił, gdybym musiała wyrzec się swojej sypialni :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s