17. Przeprowadzka

jeremy-thomas-128457

Róża odtworzyła barierę, jak obiecała, jednocześnie pieczętując swój los. Przywódca ratującej ich grupy zażądał jej osoby w zamian za jednego ze swoich następców. Kobieta czuła się zupełnie podłamana, kiedy wyjeżdżała wyzuta z sił tym ostatnim ratunkiem dla swojej Osady i patrzyła smętnie na stojącą w tłumie Ewę oraz jej partnera. Siliła się na obojętną minę, chociaż złamano jej serce.

Po jaką cholerę musieli wziąć tego wymoczka na Przywódcę? Czy nie mogli sobie poradzić bez jakiegoś byle idioty na czele? Kobieta miała wrażenie, iż obecny świat nazbyt kurczowo trzymał się wypracowanej podczas apokalipsy tradycji. Robili to bezmyślnie, ale tak uparcie, jakby od tego wszystko zależało. Absolutnie nie chciała marnować czasu na niewczesne żale. Jeżeli będzie jej źle w nowym miejscu, po prostu ucieknie…

Wilczyca pozwoliła jej wyjątkowo się dosiąść. Widziała zazdrość w oczach wielu z Wojowników, jacy mimo posiadanych wilków, nie mieli zwierząt tak dużych jak ona sama – jawny znak jej przewagi w sile. Zresztą każde z jej trójki stworzeń wyróżniało się na tle pozostałych w owej grupie…

-Potrzebujemy takiej kobiety jak ty. Może połączysz się z którymś z moich pozostałych dwóch następców, mają podobny potencjał… – Przywódca zaszczycił ją rozmową, chociaż nawet nie pytał jej o zdanie odnośnie przeprowadzki.

Róża dla niego była tylko rzeczą i nawet nie siliła się na odpowiedź, bo doskonale wiedziała, iż nie miała dlań znaczenia. Mężczyzna zacmokał pod nosem niezadowolony, ale nie naciskał. Z tymi wybudzonymi często bywały problemy z przystosowaniem, zaś Róża nie należała tutaj do wyjątków…

-Tadek! – ktoś go zawołał, więc przyspieszył zaraz, by zobaczyć, o co się rozchodziło. Zarumienił się jednakże ze złości, gdy posłyszał jej złośliwy śmieszek…

-Słyszeliście? Wielki, mroczny przywódca ma na imię Tadek… To musi być zły sen, oj tak – zaśmiała się z goryczą w głosie, na co papuga trąciła ją pocieszająco łebkiem.

-Jakoś damy radę i w końcu wszystko się ułoży, zobaczysz – zanuciła pocieszająco, lecz dziewczyna tylko westchnęła.

Podróż trwała kilka dni. Róża przez ten czas regenerowała siły, rozmyślając nad ewentualnymi możliwościami. Osada z dwójką potężnych Wojowników jawiła się jej jak okrutny żart, wcale nie chciała wiązać się z byle kim w jakąś durną parę. Już preferowała niańczenie szóstki samotnych mężczyzn, jacy z wdzięczności za branie udziału w poważnych walkach, traktowali ją z należną wdzięcznością.

Kobieta wiedziała doskonale, jakie były na ogół Pary Bojowe: połączone ze sobą z konieczności, rzadko kiedy okazywały się zadowolone ze wzajemnej bliskości. Niewiele z nich łączyło coś więcej ponad tryb rozrodczy, jaki również jawił się jej jako coś kompletnie ohydnego. Mogła się zgodzić, że gdyby nie on, ludzcy mutanci pewnie już by wyginęli, ale dlaczego wszystko musiało być koniecznie tak upodlone i zezwierzęcone?

***

Osada Tadka była ogromna. Wielka warownia rozbłyskiwała z daleka swoją potężną zaporą energetyczną, Róża poczuła się przytłoczona jej widokiem. Jeszcze bardziej zdumiała ją liczebność mieszkańców, chociaż prędko jej przeszło, gdy dowiedziała się, jak tego dokonali… Tadeusz nie miał absolutnie żadnego sentymentu dla niektórych tradycji. Jego Osada nie posiadała Starszyzny i nie dawała kobietom żadnego prawa odmowy dla dostrojenia w trybie rozrodczym, jeżeli tylko były z kimś kompatybilne. Bardzo dużo tutejszych niewiast było w ciąży, często nie mając pojęcia, który z partnerów był ojcem, jeżeli miały więcej niż jednego. Dzieci wychowywano w jednej kupie przez starszych mutantów, a rodzice nie mieli z nimi niemalże żadnego kontaktu, bo i kiedy?

Różnokolorowe oczy Róży rozbłysły nowym buntem – w życiu nie pozwoli zrobić z siebie klaczy rozpłodowej. Jak dla niej ludzkość mogła sobie wymierać, jeżeli tak się sprawy miały… Wszyscy przyglądali się jej z ciekawością, gdy przechodziła między tym tłumem z hardo uniesioną brodą. Jej pusta bransoleta lśniła czystym blaskiem psionicznych mocy, które wytężyła mimowolnie ze złości. Nie dali jej legowiska, lecz od razu zabrali do amfiteatru, by poznała wszystkich wolnych mężczyzn. Przełknęła ślinę, kiedy dostrzegła ów tłum przed sobą. Na czele grupy stała zapowiedziana dwójka. Trzydziestolatek o miodowych włosach i orzechowych oczach, był nieco niższy i bardziej krępy, lecz u swego boku posiadał trójkę zwierząt: sowę, panterę i jelenia. Dwudziestoczteroletni łysy i śniady mężczyzna okazał się wyższy i smuklejszy, ale jego spojrzenie mocno się jej nie spodobało. Za towarzystwo posiadał jaguara oraz ogromnego orła, lecz żadne z tych zwierząt nie posiadało daru mowy.

Obaj podeszli do niej jednocześnie, popatrując na siebie wrogo. Blondyn uśmiechnął się jednakże na powitanie, gdzie jego rywal nie silił się na żadne uprzejmości. W Róży się zagotowało. Niech tylko się okaże z nią kompatybilny, to wyrwie mu tego cholernego symbionta razem z kręgosłupem!

-Nazywam się Adam… – wyciągnął ku niej dłoń, chcąc się widocznie przywitać, więc niechętnie odwzajemniła gest. Nic nie był winny polityce Osady, więc na razie nie zamierzała okazywać wrogości.

-Róża – wysiliła się nawet na uśmiech, co widocznie docenił. Jego znajomy przewrócił oczami.

-Po co marnujemy tutaj czas… Nastawiaj bransoletę, mała – prychnął, czym kompletnie stracił w jej oczach.

Gdy wyciągnął ku niej swoją własną, odepchnęła go psionicznym atakiem, aż się zatoczył wściekły i zaskoczony. Cała widownia parsknęła śmiechem na ten widok, więc powiódł po gapiach wrogim wzrokiem. Dziewczyna zmarszczyła groźnie brwi, zaś wilczyca u jej boku warczała, popierając zachowanie ludzkiej towarzyszki. Jej pusta bransoleta przestawiła się w tryb Poszukiwania, kiedy zetknęła ją z tą posiadaną przez starszego z owej dwójki. Zaskoczyły niemal od razu, co jakoś mocno jej nie zdziwiło, bo od razu wyczuwała siłę owego Adama, jaka aż tak mocno nie odbiegała od jej własnej. Łysy wydawał się solidnie wkurzony, tym bardziej, gdy symbiont Róży zgasł od razu po zetknięciu z jego bransoletą.

Wściekł się do tego stopnia, iż zamachnął na nią ręką, jakby sądził, iż jakimś tajemnym sposobem uczyniła tak specjalnie…

-Och! Chcesz walki? – uśmiechnęła się zimno, dając Adamowi sygnał, by się nie wtrącał, kiedy odskoczyła od ciosu swojego niedoszłego partnera. – Już ja ci pokażę walkę…

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „17. Przeprowadzka

  1. Lady_G pisze:

    Łysy, agresywny i weź tu nie myśl stereotypowo :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s