14. Upadek Osady

melanie-magdalena-397347

Mimo początkowych obaw Róża nie trafiła wówczas do innej Osady, lecz została w tej rodzimej. Życie toczyło się tak samo: na ciągłych walkach, nieudanych próbach dostrojenia i kolejnych obalonych sąsiadach, jacy nie wytrzymali pod naporem Pożeraczy. Do ich warowni przybywały niektóre niedobitki, lecz nadszedł wreszcie moment, jakiego Róża nie brała nigdy pod uwagę…

Stała teraz nad mumią przywódcy Osady, jaki zmarł nagle we śnie. Dziewczyna dotąd sądziła, iż był nie do zdarcia, a teraz patrzyła smętnie na to, co po sobie pozostawił. Musiała przyznać, że wykazywał się niebywałą inteligencją, ale niestety nie radził sobie tak dobrze z planowaniem przyszłości. Teraz wszyscy starali się nie myśleć o problemie, jaki zrodził się po jego śmierci, gdyż nigdy nie wskazał nikogo na swojego następcę… Róża nie śmiała myśleć o chaosie, jaki mogło to zrodzić, gdyby młodzi Wojownicy uznali siebie za dostatecznie godnych. Na całe szczęście brakowało im ambicji, zaś Aaron zanadto zaaferowany był swoją ciężarną partnerką, by myśleć o czymkolwiek innym. Kobieta sprawdziła w bazie ruchy Starszyzny, by przekonać się, iż wysłali informację do pobliskich Osad, iż poszukują kogoś o statusie następcy. Odpowiedzi doczekali się raptem kilka dni później, chociaż nie nadeszła w sposób, jakiego się spodziewali…

Róża zerwała się z łóżka na dźwięk bitewnego rogu. Ubrała się prędko i wybiegła wraz z resztą na uliczki Osady tylko po to, by ze strachem stwierdzić, iż coś niszczyło ich barierę! W powietrzu czuła drganie umysłowej mocy, chociaż fale wydawały jej się dziwne i niezrozumiałe. Wreszcie nad całymi tymi rozbłyskami dojrzała ogromny łeb matki roju Vorian. Była to ogromna poczwara o głowie tak wielkiej, iż zdziwiła się jej zdolnościom utrzymania równowagi mimo oczywistego dyskomfortu. Pożeraczka otworzyła olbrzymi pysk, ukazując ostre kły i wyjąc tak głośno, iż obudziłaby umarłego.

Młoda kobieta nawet nie wiedziała, kiedy zmieniła tryb bransolety na bojowy i z wrzaskiem uderzyła w potwora całą posiadaną siłą. Jej papuga nawoływała pozostałych psioników, by zrobili to samo i zaraz też posłuchali wdzięczni za rozkaz dający im chociaż cień nadziei na uporządkowanie tego bałaganu. Ptaki wzleciały w niebo czarną chmarą, gdy bariera całkowicie runęła pod naporem mocy Vorianki i rzuciła się jej do oczu ze szponami i swoimi własnymi zdolnościami telekinetycznymi. Wojownicy z naziemnymi towarzyszami wysypali się watahą na zewnątrz muru, siekając bronią z godną podziwu zaciętością. Mimo tego do obrony samicy rzuciły się pozostałe stwory, jakie czekały sposobności do bezpiecznego ataku na Osadę.

Róża na nic nie zważała, lecz w momencie pozornego zwycięstwa nad potężnym umysłem olbrzymiej kosmitki, zrozumiała, jak niewiele udało im się tak naprawdę zdziałać. Chciała nawoływać do ucieczki, ale było o wiele za późno na ewakuację. Powinna była przewidzieć, że za matką musiała stać armia, wszak na ogół nie widywano ich poza rojowiskami Vorian, które ludzkość atakowała tylko w czasach, gdy było jeszcze kim walczyć…

Do oczu napłynęły jej łzy. Po co spała tyle dziesiątek, a może nawet setek lat, by przebudzić się u schyłku ludzkości? Czy naprawdę musiała oglądać zarówno początek tej apokalipsy, jak i samiuteńki koniec? Ogarnął ją szał, wraz z wilczycą skoczyła w środek walki, jakby sama była Wojownikiem. Wywijała swoim okutym na końcach kijem z wprawą, waląc i wbijając go w cielska potworów, których ciała były chyba z masła, tak mało oporu stawiały.

Stworzyła aurę wspierającą, by wszyscy w pobliżu mieli podobną siłę do niej samej. Jeżeli miała zginąć, to na pewno nie bez zabrania ze sobą możliwie największej ilości owych stworzeń!

Od czasu do czasu papuga informowała ją o kolejnej osobie ciężko rannej, lecz Róża zaraz ją uzdrawiała, by mogła walczyć dalej. Kiedy poczęła słaniać się już na nogach i nie miała sił dalej walczyć… padł ostatni Vorianin, zaś przed nimi stanęła grupa nieznajomych ludzi…

Zdyszana Róża wsparła się z trudem na kiju zakrwawionym juchą Vorian. Wilczyca prędko znalazła się obok, tak samo wyczerpana i chętna do chwili odpoczynku.

-Przybyliśmy, by negocjować oddanie wam jednego z naszych następców i jak widzę w samą porę… – najstarszy mężczyzna w tej grupie nie dobiegał jeszcze czterdziestki i wpatrywał się w nich niebywale chłodno, może nawet z wyższością.

Pomimo ciemności Róża doskonale widziała emocje przewijające się przez to nawykłe do władzy oblicze. Szatyn kalkulował sobie, jak mógł wykorzystać tę odsiecz, by jak najwięcej skorzystać na rzecz swojej Osady i bardzo nie podobał się Róży fakt, iż jego spojrzenie zdawało się nieco za długo spoczywać na niej samej… Zawrócili wszyscy do niedawno obleganej Osady, by odpocząć wreszcie po owej heroicznej walce. Młoda kobieta poprosiła przy tym donośnie, by rano użyczono jej zdolności do odtworzenia zapory. Tak umówiona, wycofała się do własnego legowiska, zostawiając rozmowę z przywódcą Starszyźnie Osady.

Jeszcze długo nie była w stanie zasnąć, wspominając to okrutne i pożądliwe spojrzenie, lecz i ją wreszcie zmorzył sen…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „14. Upadek Osady

  1. Lady_G pisze:

    „Dziel i rządź”. Potrzebne im zjednoczenie…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s