10. Jeden za wszystkich

m-zonderling-365970

Róża milczała. Minął miesiąc od tamtej rozmowy z Ewą, którą już przeniesiono do owej nowej, obiecanej kwatery. Teraz stały obie przed wyjściem z Osady, gdyż atakowała ich kolejna grupa Pożeraczy. Ich ruchy w okolicy stały się bardziej skoncentrowane, nie dawali im czasu na odpoczynek i ciągle napierali, jakby zmienili sposób działania i chcieli wybijać Osady jedną po drugiej. Przywódca tego miejsca wykazywał spore zaniepokojenie owym stanem rzeczy, ale na razie jeszcze nie alarmował ani nie prosił o wsparcie sąsiadów.

Dziewczyna stała zaraz za trójką Wojowników, którzy dzięki niej mogli stanąć w szranki z wrogiem. Chyba mieli mieszane uczucia. Z jednej strony pewnie cieszyli się, że mogli wreszcie wykazać się w walce, z drugiej strony taki układ był nienaturalny. Nie mogli mieć pewności, czy będzie odpowiednio wyczuwać ich potrzeby w walce i na ten brak ufności nie pomogły żadne treningi… Róża czuła się zestresowana. Bała się bólu i śmierci, bała się walki i obawiała się tej ogromnej odpowiedzialności za trójkę mężczyzn. Jeśli nie okaże dostatecznego skupienia, mogą przez nią zginąć, to było zbyt okrutne, że przydzielono jej tyle osób na raz!

Zacisnęła usta w wąską linię, jej papuga trąciła ją błękitnym łebkiem dla dodania otuchy, wilczyca pozwalała się głaskać po łbie. Motyla… motyla starała się nie dotykać, ale trwał przy niej jak zwykle. Zerknęła na stojącą kilka metrów dalej Ewę. Słuchała czegoś, co mówił jej na ucho wyższy mężczyzna. Oplatał go olbrzymi boa, dziewczyna podziwiała go za fakt, iż pomimo pancerza i ciężkiej dwuręcznej broni, dźwigał to potężne cielsko gada. Kondor również zaliczał się do ogromnych stworzeń, ale teraz nigdzie jej nie dostrzegała. Podobnie zresztą do kruka Ewy. Lis trwał u jej boku, czyszcząc sobie pysk, jakby wybierali się na spacer, a nie do walki…

Dano im wreszcie sygnał do wyjścia. Tunel prowadził tuż przed rzekę, jaka przecinała tutejsze wrzosowiska. Róża szła niezmordowana, a gdy zmienili tryb bransolet na bojowy, poczuła wyostrzenie zmysłów. Wilczyca węszyła czujnie i zwietrzyła wreszcie wroga, który szedł za jednym ze wzgórz od strony oddalonych ruin jakichś zabudowań. Niebo zaroiło się od gotowych do ataku ptaków. Ludzie pozostawali na widoku, więc to im przyszedł wątpliwy zaszczyt obrony, gdy zaszarżowali na nich Vorianie. Rozsypali się na całą szerokość pola, cała ta kilkudziesięcioosobowa armia Par Bojowych wraz z czworonożnymi towarzyszami i starali się zmusić kosmitów do rozdzielenia sił. To była dziesiątka dorosłych osobników, już od dawna nie walczyli z taką ilością. Coś musiało być na rzeczy, dotąd Vorianie raczej oszczędzali siły…

Róża nie miała szansy się nad tym zastanowić. Trójka jej podopiecznych dała jej znak, iż razem atakują jednego z przeciwników. Dziewczyna wraz z papugą skupiła jaźń, by wyczuwać lepiej ich potrzeby w walce. Podarowała im ogólne wsparcie dla wszystkich zmysłów oraz siły mięśni, więc rzucili się w wir walki niezwykle ochoczo. Róża pozostała bezbronna, stojąc na uboczu i wpatrując w nich jak zaklęta. Jej włosy unosiły się lekko naokoło głowy, chociaż nie było wiatru, a oczy lśniły mocniej niż zwykle. Wilczyca trwała u jej boku, pilnując, by nic jej nie skrzywdziło.

We trójkę zabili pierwszego Vorianina zaskakująco prędko. Róża podeszła nieco bliżej, by nie utrudniać sobie pracy zwiększonym zasięgiem, a kiedy wybrali kolejny cel, wpatrywała się w ich plecy z takim samym napięciem. Jeden z owej trójki, szatyn o zielonych oczach, dał się zaskoczyć przez ogon innego potwora i upadł na ziemię z hukiem. Dziewczyna zaraz wsparła go zwiększoną energią, by dać mu szansę na przeżycie. Rana, jaką zadała mu bestia, zasklepiła się, nim uderzył plecami o podłoże. Wstrząs uderzenia usunęła w mgnieniu oka i mężczyzna podskoczył, jakby poraził go piorun. Wraz ze swoim wielkim kotem rzucił się na nowego przeciwnika, zostawiając poprzedni cel dwójce pozostałych mężczyzn.

-Nie ułatwiają mi tego, gdy walczą w takiej rozsypce… – miała ochotę ich skląć. Sądzili, że jest jakimś nadczłowiekiem?

Odetchnęła drżąco, dłonie zaciskała na skrawku pancerza, w jaki też ją odziano. Naokoło zabijano kolejnych kosmitów, jej trójka w pewnej chwili stanęła zdumiona. Nie było już z kim walczyć, wszystkie potwory leżały martwe, a oni znajdowali się już w trzech różnych punktach bitewnego pola… Róża szła pomiędzy truchłami z takim wyrazem twarzy, iż mimowolnie obawiali się podejść do niej i podziękować za wsparcie. Wilczyca dreptała posłusznie u jej boku, gdy jednak mijały jedną z bestii, ta nagle uniosła szpony i uderzyła w dziewczynę. Tylko ostatnie miesiące treningu spowodowały, iż uskoczyła na czas. Jej grupa już do niej biegła, ale byli za daleko. Zafascynowana wsparła mentalnie wilczycę, której kły zatopiły się w cielsku i rozrywały skórę, jakby to był żaden wyczyn. Motyl wzleciał w powietrze i usiadł niedbale na pysku potwora. Róża krzyknęła, gdyż zgarnął go jęzor Vorianina, ale już się stało. W jednej chwili ten na nowo ożywiony przeciwnik wpatrzył się w nią pajęczymi ślepiami ze zdumieniem. Źrenice nabiegły mu krwią, cielskiem zawładnęły drgawki i zawył z bólu, upadając bezwładnie, zaś spomiędzy zębów wyleciał towarzysz kobiety.

Wszyscy znajdujący się w zasięgu wzroku patrzyli na tę scenę ze zdumieniem. Motyl podfrunął zygzakiem ku włosom Róży, na których usiadł wygodnie, czyszcząc sobie skrzydła i tułów.

-To nie było przyjemne… Bądź ostrożniejsza na przyszłość. – ofuknął ją spokojnie, nie przerywając owej czynności.

-Za bardzo się od ciebie oddaliliśmy… – szatyn spoglądał na nią przepraszająco.

Pozostała dwójka nie patrzyła jej w twarz, gdy znaleźli się wreszcie w zasięgu głosu, lecz na swoje stopy.

-Na przyszłość więcej myślcie… – mruknęła obrażona i zawróciła do Osady, nie zaszczycając ich ani jednym spojrzeniem.

-Suka… – syknął najniższy z całej trójki, ale w efekcie dostał solidnego kopa od pozostałej dwójki.

-Uratowała nas i wspierała mimo naszego oczywistego błędu. Nikt by jej nie zarzucił niekompetencji, gdyby udawała, że sobie nie poradzi… – brodaty ciemnowłosy Wojownik, jaki walczył przy pomocy szabli, wpatrywał się weń z jawną pogardą.

-Chyba masz rację, przepraszam – wstał z trudem, wsparcie Róży już przeminęło, więc solidnie bolała go kość ogonowa. Nie miał zdolności regeneracyjnych, więc jeszcze długo miał odczuwać ból po owej cielesnej karze…

-Swoją drogą szkoda, że nie może się dostroić. Wyobraźcie sobie, jak potężny byłby jej Partner Bojowy, mając cały ten potencjał tylko dla siebie? – szatyn wydawał się rozmarzony, chociaż oczywiście zdawał sobie sprawę z faktu, iż dla niego szansy na ten cud  już nie było.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „10. Jeden za wszystkich

  1. Lady_G pisze:

    Smutne. Zero szans na emancypację? 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s