9. Dobra wróżka

havilah-galaxy-204695

Od kiedy Ewa związała się w Parę Bojową, nie miała już zbyt wiele wolnego czasu. Treningi nowych Par okazały się wyczerpujące i niestety dla nich, także niezwykle wprost częste. Młodzież miała za zadanie prędko się przyuczyć, by uzupełnić przetrzebione szeregi walczących. Na ostatnich dwóch potyczkach jako Osada stracili kilka Par, niektóre trwale i musieli ten fakt nadrobić. Mimo takich problemów czasami spotykały się we dwójkę w legowisku Róży, która swoje lokum opuszczała już tylko na szkolenia i rzadko kiedy na posiłki. Od momentu, gdy nie znalazła sobie partnera, stała się źródłem pośmiewiska i wytykania palcami. Było to uciążliwe do tego stopnia, iż niemalże żałowała, że nie potrafiła się do nikogo dostroić.

-Nie przejmuj się, Różo, w końcu dadzą tobie spokój. Przemawia przez nich zazdrość i tyle… – tego dnia Ewa miała cały dzień wolny, więc pojawiła się niezaczepiana u Róży, by razem zabrać się za szycie na potrzeby Osady.

Obie kobiety miały w tej dziedzinie naturalny talent, toteż większość prac szwalniczych przypadało dla nich, a że z tych skrawków futer i skór potrafiły czynić prawdziwe cuda… Szczególnie kreatywna okazała się Róża, jaka wykorzystywała wspomnienia z przeszłości, by dać tym ludziom odrobinę luksusu, którego jak dotąd znali tylko z kronik.

-Oby tak było, bo następnym razem będę desperacko próbować się do kogoś dostroić, jak tak dalej pójdzie…

-Słyszałam, że mimo wszystko masz brać udział w walkach z kilkoma Wojownikami, to prawda? – podniosła na nią pytające spojrzenie, Róża tylko wzruszyła ramionami zakłopotana.

-To prawda… Moje umiejętności wspierania i leczenia są tak duże, że potrafię wpływać także na osoby, do których nie pasuje mój Wzór, więc wybrano trójkę mężczyzn, jakich mam wspomagać podczas bitwy. Powiem tobie szczerze, Ewo, nie chcę walczyć. Cholernie się boję śmierci – potrząsnęła rozpuszczonymi włosami, by odegnać część owego lęku.

-Ochronimy ciebie, przecież wiesz – wilczyca wydawała się urażona tym zwierzeniem, więc podniosła na dziewczynę karcące spojrzenie, podkreślone dodatkowo zmarszczonym pyskiem.

-Tak, ja jestem szczególnie przydatna w walce – papuga zachichotała, postępując z nogi na nogę.

-Masz silne zdolności psioniczne, nie błaznuj – parsknęła na to Róża, tylko motyl był dla niej zagadką z rodzaju nierozwiązanych.

Każdy rodzaj zwierzęcia podkreślał i wzmacniał pewien zasób talentów. Wilczyca była symbolem wierności i wytrwałości, podkreślała potrzeby rodzinne Róży a także niezłomność w walce. Papuga, podobnie zresztą jak kruk, była ptakiem o silnych zdolnościach telekinetycznych i telepatycznych. Przy okazji znamionowała mocno rozwinięte umiejętności twórcze, co w przypadku Róży jak dotąd się sprawdzało. Motyl… motyli nie miał jak dotąd nikt w promieniu kilkuset kilometrów. Nie znalazła ani jednej wzmianki o osobach połączonych podobną więzią, zresztą…

-Ja nie jestem motylem, tylko tak wyglądam – mruknął kiedyś, gdy przeszukiwała bazę danych w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji na jego temat. Rzuciła mu wówczas niedowierzające spojrzenie. Wzięła go nawet w ręce i oglądała ze wszystkich stron, co go nieco rozbawiło. – Moje skrzydła są twarde, chociaż zdatne do lotu. Nogi mają zakończenia ostre jak igły, bym mógł przebić skórę grubego zwierza, zaś koniec tułowia wieńczy żądło. Nie żywię się też pyłkami kwiatów, za to krwią nie pogardzę…

Gdy dziewczyna przypomniała sobie tamto zdarzenie, nieco pobladła. We włosach miała właśnie małego potwora, który mógłby przewiercić jej czaszkę tymi swoimi odnóżami… Trochę ją na tę myśl zemdliło, ale Ewa zdawała się tego nieświadoma. Przez jakiś czas opowiadała śpiewnie, jak świetnie dogadywała się z Aaronem i jak bardzo był wdzięczny Róży za uratowanie jej od życia w Mieście.

-Gdybyś potrzebowała kiedyś pomocy, na pewno jej tobie udzieli! – zakończyła z roziskrzonymi oczami, na co jej przyjaciółka zachichotała cicho.

-Czy ty się aby nie zakochałaś, Ewo? – rumieniec, jaki zrodziło to pytanie, zdradził Róży wszystko.

Rzuciła na bransoletę przyjaciółki czujne spojrzenie i dostrzegła, jak wyglądał jej dwunasty symbol, jaki lśnił niewinnie obok pierwszego – znak łączącej ją więzi z innym człowiekiem. Istniały tylko trzy rodzaje znaków: „X” z masą ozdobników naokoło oznaczał, iż znajdowano się w Parze Bojowej; wdzięczne koło symbolizowało, iż dostroiła się z kimś w trybie rozrodczym, a rzadko kiedy spotykany symbol nieskończoności, iż dopasowała się w trybie miłosnym. Ostatni z tych trzech wiązał już na całe życie, więc rzadko która Para ryzykowała próbę dostrojenia, a z próbujących też niewielu udało się osiągnąć synchronizację…

Kiedy dotarło do niej, co widzi, zapowietrzyła się lekko, łapiąc ją bez wahania za rękę. Uniosła znad bransolety swoje różnokolorowe oczy i wpatrzyła nimi w przyjaciółkę, jakiej oblicze znamionowało ogromne zawstydzenie.

-Tryb miłosny? Naprawdę?! – wypuściła ją i zaczęła się wachlować skrawkiem materiału.

Ewa zaśmiała się cicho, powracając do zszywania ze sobą skrawków futra, by stworzyć piękny płaszcz na zimową aurę.

-Cóż… Chcieliśmy tylko spróbować rozrodczego, ale bransolety same przeskoczyły na ten tryb – mruknęła nieśmiało – Uwierz mi, że to było niesamowite, jak bajka!

-Tutaj nie opowiada się dzieciom bajek, Ewo…

-W Miastach się opowiada…, bo co zostało wymierającemu gatunkowi ludzkiemu? Zawsze wierzyłam, że jestem jak Kopciuszek, któremu przyjdzie jeszcze połączyć się z symbiontem dzięki wsparciu dobrej wróżki. I oto mam moją wróżkę, a nawet księcia, więc doprawdy nie mam na co narzekać…

-Romantyczka, co? – Róża uśmiechnęła się smutno, patrząc w zamyśleniu na swoje zniszczone dłonie.

Tak niewiele miesięcy spędziła w tym czasie, a już jej przeszły żywot jawił się jak sen. Ewa wydawała się taka radosna, gdy opowiadała o związku z Wojownikiem. Wyjawiła, iż otrzymali już przydział pięknego legowiska, idealnego dla tak mocno zżytej Pary, jak ich własna. Mieli się tam przenieść w przeciągu kilku dni, a na razie Ewa gnieździła się u niego, gdyż tuż po połączeniu tym trybem ciężko było wytrzymać zbyt długo oddzielnie…

-Biorąc pod uwagę, ile o nim mówisz, skłonna jestem w to uwierzyć – rzuciła jej z przekąsem, po czym zaśmiała perliście. – Cieszy mnie, że znalazłaś tutaj swoje miejsce, Ewo. Przykro tylko, że tracę przyjaciółkę. Pewnie lada moment będziesz w ciąży i nie znajdziesz już dla mnie ani chwili…

-Nie wygłupiaj się – jęknęła – Jeszcze czeka nas wiele wspólnych bitew, a i liczę na to, że pomożesz się zająć ewentualnym potomstwem.

-Trudny jest żywot dobrej wróżki, ma tylko same obowiązki – skrzywiła się i zaśmiała gorzko. – Cóż, jak długo będę żyć, możesz na mnie liczyć, Ewo.

Wilczyca rzuciła jej spojrzenie pełne aprobaty, którego nie dostrzegła zaaferowana historią przyjaciółki.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „9. Dobra wróżka

  1. Lady_G pisze:

    Ewa już stracona…Różowe okulary dużo zasłaniają…

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s