5. Rytuał Dostrojenia

hidde-rensink-156981

Dawid ugruntował już swoją pozycję w Osadzie na tyle, by budzić respekt. Jak dotąd, w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, zwyciężył jeszcze pięć walk z Parami Bojowymi. Czuł, iż nawet w przypadku dzisiejszej porażki, nikt nie odmówi mu prawa do walki z Pożeraczami. Spodziewał się niepowodzenia, mimo faktu, iż złościł tym swoich zwierzęcych towarzyszy tylko z jednego względu – żadna z kobiet, jakie osiągnęły dojrzałość na ostatniej ceremonii, nie odznaczała się niczym szczególnym. Od dawna wyrobił sobie schemat, jaki jego zdaniem działa przy dobieraniu w Pary i zakładał on, że musi być spełnionych kilka parametrów sprawdzanych przez bransolety, a przynajmniej podstawowe, jak: potencjał psioniki, genetyczne uwarunkowania i dopasowanie charakterów.

Mógł się oczywiście mylić, ale jak na razie za każdym razem, gdy dopasowywał innych w potencjalne Pary, przewidywania okazywały się sprawdzać.  I to pomimo, że mógł opierać się tylko na tym, co mógł ocenić na pierwszy rzut oka… Był tematem zainteresowania wielu kobiet, widział to w rzucanych mu ukradkiem spojrzeniach, lecz nie podzielał go. Dawid okazał się tak ściśle związanym z bransoletą, iż nie potrafił odczuwać pożądania bez dostrojenia się w odpowiednim trybie. Oczywiście niektóre kobiety wydawały mu się atrakcyjniejsze od innych, lecz nic ponadto.

Na ceremonię poszedł prosto z ćwiczeń. Nie przejmował się zmianą odzieży i tak pozostawał święcie przekonany o odejściu z kwitkiem. Długie, ciemnobrązowe włosy pozostawił rozpuszczone. Koszulę rozsznurował nieco ze względu na fakt, iż zgrzał się okrutnie podczas treningu, tylko spodnie otrzepał jako tako z kurzu, by nie wyglądać jak ostatni brudas. Mimo tej niechlujności i tak prezentował się naprawdę dobrze na tle pozostałych mężczyzn, jacy wraz z nim stanęli w rzędzie, czekając na potencjalne partnerki bitewne.

Jak zwykle okazał się najwyższy, więc nie zdumiało go wcale, kiedy wchodzące na arenę dziewczęta wpierw patrzyły na niego. Tylko jedna rzuciła nieśmiałe spojrzenie blondynowi imieniem Roman, co oznaczało, iż była nim już zainteresowana. Co za tym szło, jej więź z bransoletą musiała być niezwykle płytka i automatycznie straciła w oczach Dawida wszelką wartość.

Dziewczyn było tylko pięć, mężczyzn czekało za to blisko dwudziestka… Partnerka obecnego przywódcy Osady, stanęła pomiędzy tymi dwoma grupami, nakazując mu jako pierwszemu przestawienie trybu na bitewny…

Dawid w jednej chwili poczuł, jak rozpiera go siła. Wyostrzony wzrok łapał nerwowe tiki stojących naokoło osób, węszył ich lęk i podekscytowanie. Każdy mięsień i nerw gotów był na natychmiastową reakcję. Kiedy 11 znaków Dawida rozbłysło, stojący obok mężczyźni wydali ciche jęki zazdrości. Także pragnęli potęgi, jaką ewidentnie dysponował on sam. Pięć dziewcząt podchodziło doń kolejno, próbując zestroić się z jego bransoletą, lecz na próżno. Choćby nie wiem, jak się wysilały, z pięciu czy sześciu znaków nijak nie wyjdzie jedenaście… Spoglądał na nie beznamiętnie, spodziewał się takiego stanu rzeczy. Nie przewidział tylko, iż owe kobiety okażą się równie rozczarowane…

Jedna z młódek rozpłakała się, gdy mimo błagania i potrząsania nie mogła się z nim połączyć w Parę.

-Czym się przejmujesz? Masz tutaj jeszcze dziewiętnaście osób do sprawdzenia… – uniósł gęste brwi z lekkim niesmakiem, lecz absolutnie się nie wyśmiewał.

Zerknęła nań przestraszona, pociągając nosem. Jedna z jej koleżanek objęła ją za ramiona i rzuciła mu wrogie spojrzenie.

-Zakochała się w tobie… – ofuknęła go cicho, na co trudno mu było znaleźć dyplomatyczną odpowiedź.

-Moja bransoleta decyduje o zainteresowaniu… także emocjonalnym – stwierdził cicho, co je obie nieco udobruchało, bo oznaczało, iż jego oziębłość nie była absolutnie powodowana złym charakterem.

-Szkoda… – jego cicha adoratorka, po której nie spodziewał się podobnego uczucia względem swojej osoby, uśmiechnęła się słabo pomimo oczywistego smutku.

Zresztą, zaraz zupełnie jej przeszło, kiedy po kilku niepowodzeniach dostroiła się do kogoś innego. Dawid w duchu uznał, iż jeszcze nie widział tak prędko przechodzącej miłości. W tej chwili wdzięczność co do zdominowania emocji przez bransoletę zupełnie przesłoniła mu gorycz porażki.

Gdy ceremonia dobiegła końca, powstało już pięć nowych Par Bojowych, jakim zaraz pogratulowano. Chłopak uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając leniwie, czy i z nimi nie przyjdzie mu się niebawem pojedynkować… Mimo wszystko nie miał żalu o to, iż nie znalazł sobie partnerki. I tak mogłaby go porzucić, gdyby nie mogli się dopasować w trybie rozrodczym, znajdując sobie bardziej uniwersalnego mężczyznę.

Pozwolono im odejść, więc wycofał się bez marudzenia. Jednakże drugi raz zaznał tego dnia szoku, kiedy pod drzwiami jego legowiska znalazł siedzącą jasnowłosą dziewczynę obejmującą ramionami kolana i wpatrującą się w szarą ścianę przed sobą. Kiedy zbliżył się na tyle, by go dostrzegła, poderwała się z miejsca z niezdrowymi rumieńcami na twarzy. Od razu zauważył, iż nie osiągnęła jeszcze dojrzałości. Jej bransoleta wyświetlała pięć znaków, czyli całkiem sporo…

-Witaj, czekałam na ciebie – spojrzała na niego niebieskimi oczami, wyłamując palce za plecami, ewidentny znak stresu – Nazywam się Mojra…

-Współczuję – mruknął pod nosem, na co uśmiechnęła się nieco blado, po chwili wahania uznał, iż warto również się przedstawić – Dawid.

-Nie jesteś zbyt rozmowy, co? – przekrzywiła wdzięcznie głowę, patrząc na niego kokieteryjnie. Westchnął cicho, to nie mogło się dobrze skończyć.

-Po co na mnie czekałaś?

-Chciałam spróbować dostroić z tobą bransoletę, jeśli pozwolisz – zarumieniła się jeszcze bardziej, lecz nie zrobiło to na nim wrażenia.

-Nie związałaś się jeszcze ze zwierzęcym symbiontem, spróbujemy wtedy – uniósł brwi z wyraźną dezaprobatą. Po co w ogóle zawracała mu głowę?

-Chciałam spróbować innego dostrojenia niż bojowe… – przewrócił oczami na jej słowa, mijając ją ze złą miną.

Złapała go za ramię, kiedy nie odpowiedział. Miał ogromną ochotę ją odepchnąć, lecz powstrzymał się siłą woli. Kobiet było za mało i nie mógł sobie pozwolić na to, by ją źle traktować.

-Nie będę się z tobą dostrajać – stwierdził spokojnie, patrząc na nią z góry.

Była niewysoka, sięgała mu ledwie do piersi. Miała przyjemną dla oka buzię, spore piersi i zgrabną figurę, lecz dla Dawida było to bez znaczenia, jak wyglądała. Chyba planowała się rozpłakać…

-Czy moja niedojrzałość jest jedynym powodem? – pociągnęła nosem, trochę go już irytując…

-Tak – wyswobodził się z jej uścisku i wszedł do swojego legowiska po wpisaniu kodu. Czuł na plecach jej uporczywy wzrok, aż się wzdrygnął po wejściu do środka. – Co się do licha dzieje?

-Ktoś tutaj stał się popularny wśród samic, hmm? – jego wielki symbiotyczny kot zachichotał, przeciągając się leniwie i pokazując na końcu kły w pantomimie ludzkiego uśmiechu.

-Wyglądasz strasznie, kiedy to robisz… – Dawid roześmiał się, słysząc błogosławiony trzask, kiedy właz wejścia odciął go od zewnętrza.

-Popracuję nad tym… kiedyś. – zamruczał wesoło, kładąc łeb na wielkich łapach i zapadając w kolejną drzemkę.

Dawid pokręcił jedynie głową i podszedł do swojego monitora, wklepując krótko kod dostępu do bazy danych. Musiał koniecznie coś sprawdzić…

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „5. Rytuał Dostrojenia

  1. Lady_G pisze:

    Fajny koleś 😉

    Polubione przez 1 osoba

  2. Ylana Trogen pisze:

    Znam kogoś, komu szczególnie spodobał się Roman 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s