30. Utracona dusza

christopher-campbell-30253

-Uciekaj, czarodziejko! Zostaw go, już mu nie pomożesz… – błagała, lecz na próżno.

Do Ylany nic nie docierało… Po cóż chciała tej zemsty? Dla matki, której już i tak nie kochała? Dla ludzi, na których jej nie zależało? Nie pamiętała, nic już nie miało znaczenia i sensu. Przez swój upór i mściwość straciła jedynego przyjaciela, jakiego miała… Wpatrywała się w jego ciało załamana, przecież obiecał, że nic mu nie będzie i będzie mogła na niego liczyć do końca świata! Śmiał się, gdy chciała stworzyć idealnie odwzorowanego golema, by móc go wskrzesić. Przecież to niemożliwe, a poza tym nie miał w planach umierać…

-Okłamałeś mnie, słyszysz?! – uniosła drżące dłonie do ust, łkając jak małe dziecko.

-Ylano, za tobą! – chrapliwy głosik Pastis nie wystarczył, by wyrwać ją z tego stanu ani tym bardziej jakiekolwiek niebezpieczeństwo…

Darg po pierwszym szoku otrząsnął się zaskakująco prędko. Nie miał już zamiaru ryzykować pozostawienie jej przy życiu. Uznał, poniekąd słusznie, iż stał się ofiarą jakiegoś uroku z jej strony i jedyną możliwością uwolnienia się spod jego wpływu było zamordowanie dziewczyny. Zamachnął się tak zwinnie i szybko, iż teleportujący się na ratunek Lir nie miał szans w porę zadziałać. Kiedy ostrze zatrutego miecza dotknęło gładkiej skóry na karku czarodziejki, świat zdał się stanąć w miejscu. Pastis krzyczała i biła drobnymi piąstkami w ściany swojego szklanego więzienia. Lir wyciągał rękę tuż za plecami bruneta, by powstrzymać go zaklęciem i wszystko to na próżno. Cios padł na nią szybko i mocno, i choć winien zabić ją na miejscu, efektem była implozja samego oprawcy.

Krzyk bólu zabitego niósł się echem jeszcze długo po tym, jak rozerwała go moc osłaniającego czaru, jaki niegdyś na dziewczynę nałożył Czerwony Mag. Fragmenty jego ciała oraz resztki krwi obryzgały wszystko naokoło poza samą wiedźmą. Lir cofnął się o dwa kroki na miękkich nogach. Nie znosił takich scen, poza tym cały lepił się od krwi i flaków nieszczęsnego skrytobójcy Ma’ana.

-Nie! – Ylana schwyciła za wisior z diablicą, potrząsając nią wściekle – Nawet to mi odebrał? Po co mam żyć, znowu popadając w obłęd i obojętność na wszystko? Pastis, odpowiedz mi, po co?

-Czarodziejko… Jesteś jeszcze młoda, nie potrzebujesz Adaera, by móc cieszyć się z życia. Nauczysz się tego i będziesz mu wdzięczna, że dał ci szansę spróbować.

-Nienawidzę go, słyszysz? – wysyczała, tatuaż na jej ręku począł lśnić jak gwiazda.

Pastis spoglądała na nią smutno, ciągle coś mówiła, ale Ylana nie mogła już słuchać. W uszach jej szumiało, serce łomotało tak głośno… Ogarnęły ją wściekłe, czarne płomienie, z dłoni uderzały błyskawice. Gdy dostrzegła, iż Syan jeszcze żył, zaś za nią słaniał się po dwakroć przeklęty, szalony Biały Mag, poczuła rodzący się w duszy bezmózgi gniew. Zabije ich razem ze sobą, pochłonie całe miasto, jeśli będzie trzeba, byle mieć chociaż cień szansy na to, by nie nurzać się już nigdy w brudzie tego świata.

-Zabijesz nas! – Lir uzmysłowił sobie zagrożenie, jakie przynosiła. Doskoczył do swego dalekiego krewnego, jakim był młody książę, lecz coś zatrzymało go w miejscu. Nie mógł się ruszyć, tak bardzo chciał go wynieść i nie był w stanie odzyskać kontroli nad swoim ciałem.

„Taki słaby, tak podatny na sugestie… Gdybym wiedział, że jesteś równie żałosny, co mój mały Arra – tak miło go wspominam…”

-Nie jesteś mną… – był takim głupcem i uzmysłowił to sobie dopiero, kiedy stracił władzę nad sobą. To on służył demonowi, nie odwrotnie. Czyż nie było tak zawsze?

Dziewczyna wcale nie pogodziła się ze swoim demonem, zastąpiła go innym duchem. Za to Vharcan odnalazł go, kiedy wędrował z księciem i wsiąkł w jego duszę, zapuszczając korzenie i zastępując mu głos sumienia, jak czyniły to przed nim inne diabły. Lir poczuł, jak skręca głowę w stronę płonącej gniewnie kobiety. Jej żądza samozniszczenia nie miała sobie równych, demon nie chciał się jej przeciwstawiać czy powstrzymywać. Pragnął się odegrać, lecz nie było to konieczne, skoro sama się zabijała. Zmusił Lira, by cofnął się o jeden krok, później następny.

-ŻEGNAJ, YLANUŚ, BYŁAŚ WSPANIAŁYM NARZĘDZIEM.

Dziewczyna patrzyła nań niezmiennie pustym wzrokiem, choć jej usta wymówiły bezgłośnie imię demona. Ten brak emocji nieco go ubódł, ale nie na tyle, by ryzykować spopielenie Lira w jej czarnym ogniu. Zmusił czarodzieja do odwrotu, dając mu obraz do skoku w przestrzeni, zaś ten wykonał rozkaz bez zbędnej polemiki. To było wspaniałe uczucie mieć znowu tak bezgraniczną władzę nad magiem, jakby zapanował nad bogiem! Długo śmiał się, choć Lir padł nieprzytomny z wyczerpania w miejscu, do którego go wyrzucił.

Ylana upadła na kolana, patrząc na rozszerzające się niespiesznie jęzory jej niszczycielskiej mocy. Książę przebudził się i próbował chyba odpełznąć w bezpieczne miejsce, więc zaśmiała się gorzko. Już nie zdoła się uratować, nie mogła powstrzymać tej tkwiącej w głębi jej jestestwa potrzeby dzielenia się ze światem cierpieniem…

-Ylano… – słyszała go, choć leżał przecież przed nią nieżywy.

Czy to jakaś sztuczka Pastis? Spojrzała na diablicę pytająco, lecz ta wpatrywała się w jakiś punkt za nią z krzywym uśmiechem. Serce podeszło jej do gardła, była taka żałosna. Powinna wiedzieć, że z chwilą śmierci maga pakt z demonem traci na ważności. Powinna pamiętać, iż demonica nie tkwiłaby w wisiorze, gdyby zabrakło Adaera. Powinna… tak wiele rzeczy powinna zrozumieć, gdy tylko się zadziały, a ona jak zwykle dała się ponieść emocjom.

Gdy wymówił jej imię po raz drugi, upadła na podłogę, wsysając w siebie całą uwolnioną dotąd magię, jaka zdążyła zniszczyć spory fragment otoczenia. Słyszała kroki, takie znajome… Jej serce ścisnął żal, jak mógł jej to zrobić? Jak mógł pozwolić jej wierzyć, że zdołali go przechytrzyć? Jakim cudem zmusił tę kukłę, by rzucała zaklęcia? Wierzyła, że dotyka prawdziwego ciała, bo przecież tak się starała idealnie odwzorować pierwowzór, oszukał ją jej własną glinianą rzeźbą…

-Nie zbliżaj się, ostrzegam! – drżała na całym ciele, nawet głos się jej łamał od nadmiaru emocji – Jak mogłeś?! Nienawidzę cię, nie chcę ciebie więcej znać.

-Ylano…, proszę, daj mi wyjaśnić – mówił łagodnie, ale nie zaszczyciła go spojrzeniem, nie chciała na niego patrzeć, chyba by go zabiła ze złości.

-Nienawidzę, słyszysz?! – warknęła, znikając nagle ku jego zdumieniu. Mimo skoku, niósł się za nią jego przerażony okrzyk…

To już ostatni wpis o Ylanie Trogen na blogu, resztę fabuły zawrę w powieści, także o jej początkach jako czarodziejki 🙂 Pozdrawiam!

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „30. Utracona dusza

  1. Lady_G pisze:

    Uff…Choć szykuje się foch stulecia 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s