29. Zdrada Białego Maga

samuel-zeller-333122

Mimo tego, jak Lir potraktował podopieczną Czerwonego Maga, uszedł z życiem głównie dzięki iluzji, jaką chciał porazić Adaera. Teraz, gdy powrócił do Hegedu wraz z tryumfującym Syanem i przypomniał sobie tamtą chwilę, gdy z połamanymi żebrami i krwawiącą facjatą patrzył na przerażonego rudego czarodzieja… Przypuszczał, iż tylko fakt, że to Ylana oberwała czarem spowodował, że paradoksalnie jeszcze chodził. Adaer nadto był zajęty wybudzaniem jej z koszmarnej iluzji, by marnować nań swoją energię i dziękował za to bogom. Jeszcze mu pokaże, które z nich będzie górą…

Ostatnim miejscem, w jakim mieli zdobyć popleczników młodzieńca, była właśnie stolica. Tym razem jednak Lir nie chciał wspierać chłopaka, miał inne plany. Uśmiechał się do siebie przez cały czas, zaś najszerzej, kiedy teleportował się samotnie do rezydencji swojego rywala.

W domu Adaera panował nie lada bałagan. Widocznie Ma’an sądził, że zaskoczy go w środku i może wyeliminuje we śnie… Tak czy siak wszędzie leżały trupy, niektóre już nieźle nadpsute, co nieco zastanowiło Lira. Czyżby ta dwójka porzuciła swoją szlachetną misję naprawienia królestwa? Wahał się, nim zaryzykował skok do domu dziewczyny. Adaer i Ylana siedzieli tam razem, jakby nic szczególnego się nie stało, popijając herbaciany napar z zastawy, jaka wcześniej znajdowała się w willi Czerwonego Maga…

-Co się wydarzyło w twoim domostwie? – zapytał zszokowany, jak tylko ochłonął po tym niecodziennym widoku.

-Cóż, to był chyba zamach – wzruszył szerokimi ramionami bez dużego zmartwienia – Zostawiłem ich tam, by zgnili. Byłem ciekaw, czy ktokolwiek spróbuje wejść tam ponownie, ale póki co dali sobie spokój.

-Zabiłeś poddanych Syana…

-Ma ich jeszcze duży zapas, na pewno się nie pogniewa – Adaer uśmiechnął się złośliwie, by po chwili wstać  z fotela i przeciągnąć niczym kot. – A teraz wybacz, muszę przygotować kilka zaklęć. Chyba nie muszę przypominać, że nie zostawię ciebie samego z moją uczennicą, prawda?

-Nic jej nie zrobię, przecież przeprosiłem…

Dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, bawiła się za to wisiorkiem z Pastis w środku, szepcząc jej na ucho kilka urywanych zdań. Jej tatuaż pobłyskiwał co jakiś czas, ewidentny znak, iż musiała pogodzić się ze swoim demonem. Lira zastanawiał fakt, jak mogła połączyć się z nim w taki dziwny sposób, a jednak wciąż wydawać się w pełni odporną na wpływ owego podstępnego ducha. Mimo wszystko uraziło go, że nie zaszczyciła go bodaj jednym rzutem oka – wszak okazał skruchę i udowodnił swoją użyteczność!

-Gdzie jest książę Syan? – zapytała wreszcie, patrząc na niego z zimnym błyskiem w czarnych jak noc oczach.

-Roznosi wici po mieście, iż wieczorem spotka się z ludem… – spojrzał na nich z dumą w jasnych oczach, ale Ylana i Adaer nie podzielali jego samozachwytu.

-Zostawiłeś go zupełnie samego i bezbronnego pod nosem króla?! – Ylana rzuciła Czerwonemu Magowi przerażone spojrzenie, ten pokręcił głową z nie mniejszym zdumieniem.

-Przecież są z nim ludzie, jacy przyrzekli mu wierność podczas naszej tułaczki, nic mu nie będzie. – sam zwątpił w swoje słowa, gdy dotarła doń powaga sytuacji.

-Gdzie zbiera tych mieszkańców? – Adaer wyglądał na gotowego, by ratować śmiertelnika od pewnej zguby, więc Lir nie miał zamiaru mu przeszkadzać.

-W nadrzecznym porcie oczywiście, tam jest dość kryjówek…

-Oczywiście, bo gdzie indziej mógł to zorganizować taki idiota jak ty? – prychnął z pogardą, po czym zniknął.

-Adaerze! Zabierz mnie ze sobą! – Ylana skoczyła na równe nogi, lecz nie było po nim śladu. – Pastis, zawołaj go!

-Nie chce wrócić, masz się nie martwić, poradzi sobie… – diablica zmarszczyła brwi, lecz po chwili wisior zniknął z rąk dziewczyny, jakby go w ogóle nie było.

-Zabrał ją… coś musi być nie tak! – popędziła na zewnątrz tak spanikowana, iż Lir nie zdziwiłby się, gdyby znalazł ją leżącą jak długa zaraz za progiem. Chciał ją złapać, gdy go mijała, lecz uskoczyła zaskakująco zwinnie.

Widocznie Adaer ćwiczył z nią nie tylko samą magię, skoro miała taki refleks. Te trzy miesiące teleportowania po wszystkich dużych i małych miastach kraju dały jej dość czasu, by trochę nadrobiła zaległości w dziedzinie samoobrony. Coś podejrzewał, iż teraz nie bałaby się jego napastowania tak, jak tamtego feralnego popołudnia…

Nie miał pojęcia, jak chciała znaleźć Czerwonego Maga i nie dbał o to. Sam skoczył w przestrzeni, by zobaczyć, czy jego pułapka zadziałała tak, jak ją sobie zaplanował. Zadowolony spoglądał na salę pełną zgnębionych, załamanych ludzi. Fakt, iż w ogóle tutaj przyszli zakrawał na cud. Najlepsze było to, co miało ich spotkać na końcu, jeśli Drag go nie zawiedzie…

Zabawne, jak niewiele ten królewski skrytobójca potrzebował zachęty, by połasić się na wzięcie udziału w owym planie. Nawet na niego działała Ylana, jaką pragnął odbić spod kontroli Czerwonego Maga… Lir wspomniał o niej przypadkiem, ale mężczyzna skupił się na opisie tej małej kusicielki, jakby była najważniejszym składnikiem układanki. I może rzeczywiście miał w tym rację, skoro tak stary czarodziej jak on sam został opanowany przez obsesję na jej punkcie. Mógł się nią podzielić, jeśli tylko straciłaby wreszcie ochronę tego rudego mściciela.

Syan wyszedł na podwyższenie, gdzie chciał przemawiać. Drag dał sygnał kusznikom, by oddali strzał bez zbędnego czekania, zaś Biały Mag patrzył na to z szalonym zdumieniem. Nie! Mieli zgładzić tylko Adaera, nie tego chłopaka, którego przysięgał chronić! W ostatniej chwili opętał ich iluzjami, jak onegdaj biedną Ylanę i padli na podłogę, krzycząc z bólu. Tłum wpadł w panikę i począł tratować się z głupotą typową dla bydła. Syan stał na swoim miejscu jak wmurowany, wciąż na celowniku kolejnych wojów brata, jacy wpadali do środka z krwiożerczymi okrzykami. W tym całym chaosie pojawił się Adaer, zasłaniając go własnym ciałem i spopielając kolejnych agresorów.

Kiedy Ylana stanęła tuż za Lirem, wybierając najmniej oczywiste wejście do środka i zobaczyła scenę poniżej, krzyknęła ostrzegawczo, lecz już było za późno. Pułapka Lira zadziałała, eksplodując i niszcząc wszystkie magiczne osłony Adaera.

Biały Mag był naprawdę dumny ze swojego niwelującego magię znaku… Na ten moment czekał nie kto inny jak Darg, który wraził w oślepionego i bezbronnego chwilowo maga swoje zatrute ostrze. Dziewczyna krzyknęła z taką rozpaczą, iż Lir wpatrzył się w jej oblicze z niedowierzaniem.

Bez zastanowienia czy wahania teleportowała się do atakowanego, chociaż nie miała przecież o tej dziedzinie magii zielonego pojęcia i zawsze panicznie wręcz bała utknięcia w tym międzywymiarowym tunelu. Biały Mag nie zdążył jej ostrzec przed niepowodzeniem, ale mimo tego w mgnieniu oka znalazła się bezpieczna na dole, rzucając się do upadającego ciała swego mentora.

Darg patrzył na nią z otwartymi ustami, nie przypuszczał, by mogła kryć w sobie magię. Lir zamarł nie mniej zaskoczony jej heroicznym skokiem, nie wspominając o oczywistym załamaniu.

-Nie! Ze wszystkich, tylko nie ty! – płakała i krzyczała, łapiąc go w ramiona, lecz upadł i tak bez śladu życia. Nawet z tej odległości Lir widział Pastis, wyglądającą na równie zdruzgotaną, co załamana kobieta.

Wszak zastosowano na nim najbardziej zabójczą dla magów mieszankę trucizn, więc nawet tak słynny ze swojej siły czarodziej nie miał szans przetrwania i diablica to świetnie rozumiała…

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „29. Zdrada Białego Maga

  1. Lady_G pisze:

    O nie! A szkielet węża robi mega wrażenie!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s