26. Opowieść Pastis

hannah-troupe-349131

Gdy zostały same Ylana zadała pytanie, którego diablica chyba się nie spodziewała.

-Jak sprawić, by związany ze mną Vharcan został odcięty ode mnie. Chodzi o to, by nie widział i nie słyszał tego, co ja.

„Ylanuś… Chcesz zostawić mnie ślepego i głuchego?! Gdzie się podziała nasza przyjaźń, czy ja już nic dla ciebie nie znaczę? Ylanuś?!”

-Vharcanie, daj mi rozmawiać… – prychnęła pod nosem i usiadła w miękkim fotelu z wisiorem Adaera w ręku.

-To raczej pytanie dla twojego nauczyciela – zawahała się, po czym uśmiechnęła słodko i paskudnie zarazem, podobna mimika kompletnie zafascynowała dziewczynę. – Techniczne aspekty lepiej wyjaśni on sam, ale… jest to możliwe, czarodziejko. Adaer czasami odcina mnie od pewnych spraw, jeśli nie chce z jakichś względów, bym w nich uczestniczyła. Nie jest to przyjemne, więc na ogół wówczas śpię albo robię inne demoniczne rzeczy.

„Zło nigdy nie śpi…” – burknął Vharcan.

-Tak, jasne… – mruknęła, na co Pastis uśmiechnęła się usłużnie – Możesz poprosić Adaera na odległość o poradę?

-Pewnie, że mogę… Wisior nie jest konieczny dla naszego kontaktu, to tylko gwarancja moich usług. Fakt, że przekazano mnie w twoje ręce oznacza, iż Adaer bardzo tobie ufa.

„Nie rozumiem, jak do tego doszło… Ja też kiedyś tobie ufałem, Ylanuś!”

Pastis otuliła się na moment skrzydłami, wyglądała jakby spała. Dziewczyna nie przerywała jej kontemplacji, starając się zachować cierpliwość. Vharcan klął pod nosem po swojemu, więc nie było to łatwe. Ostatecznie dumnie uznała, iż w razie potrzeby mogła uchodzić za równie opanowaną co jej nauczyciel.

-Wyjmij różdżkę, skup moc i użyj Słowa Mocy: Sotet, by cofnąć efekt wystarczy wymówić je od tyłu.

Ylana zmarszczyła brwi i po chwili radośnie zabrała się do pracy. Piękna różdżka z rogu jednorożca znalazła się w jej dłoniach zaskakująco prędko. Nie zważając na protesty, błagania i wreszcie groźby Vharcana, uciszyła go tym jednym słowem na dobre. Nagle umysł kobiety otuliła błogosławiona cisza…

-Jak sprawdzić, czy nie udaje? – zapytała na głos, co siedząca w fiolce Pastis skwitowała wzruszeniem ramion, po chwili z westchnieniem powtórzyła owo pytanie swojemu mistrzowi.

-Adaer twierdzi, iż nie będziesz mogła nawiązać z nim kontaktu. Na ogół wyczuwacie nas dodatkowym zmysłem, jakbyśmy uwierali wasze dusze czy coś… Pyta czy jeszcze będzie potrzebny, chciał się położyć – zachichotała.

-Podziękuj mu ode mnie, już nie będę mu przeszkadzać – drobna istotka kręciła się chwilę, by skierować na nią swoje czujne oczy.

-Więc o czym chciałaś ze mną faktycznie porozmawiać, czarodziejko? Wiedz, iż nie związałaś mnie Słowem Mocy, więc mogę kłamać. Na pewno będę kłamać, jeśli informacje mogłyby skrzywdzić Adaera, taki mam z nim układ.

-Nie chcę jego krzywdy, ale chciałam wiedzieć więcej o Vharcanie i jego związku z Adaerem… – Pastis wyglądała na mile zaskoczoną.

-To ja mam „związek” z Adaerem, Vharcan to tylko demon, jaki napatoczył się na drodze tego maga nieco zbyt wiele razy. Jeżeli chcesz lepiej zrozumieć swojego nauczyciela, to zacznę może od początku… Adaer jest młodszym bratem bliźniakiem, urodził się w rodzinie magów. Wspominał tobie, iż magia obudziła się w nim dopiero, gdy skończył pięć lat. To nie zdarza się w rodzinach magów z jednego prostego względu…

-Magowie nie potrafią kochać śmiertelników… – Ylana wydawała się przerażona tą informacją i pomyśleć, iż ciągle użalała się nad swoim psim losem.

-Erra był ukochanym dzieckiem swoich rodziców i chociaż bardzo się starali, nie potrafili dać jej Adaerowi. Udawali, kłamali, ale nawet takie dziecko widzi i wyczuwa nieszczerość stojącą za podobnymi gestami. Jego własny brat, którego jak typowy bliźniak kochał i naśladował we wszystkim, ciągle na niego krzyczał i przeganiał. Cała rodzina brzydziła się dziecka, jakie nie powinno pojawić się w tej gromadce. Magia przypomniała sobie o swojej pomyłce, gdy Adaer ukończył pięć lat i nagle okazało, iż mocą znacznie przewyższa całą trójkę. Dla Erra, który dotąd był jedynym liczącym się dzieckiem dla swoich rodziców, nie mieściło się w głowie, co tak nagle się zmieniło…

-Był rozżalony i zazdrosny, czy wtedy zawiązał Pakt z Vharcanem?

Pastis pokiwała małą głową.

-Było to w kilka miesięcy po Przebudzeniu Adaera. Chłopiec spiskował z demonem, karmił go wędrowcami, składał mu ofiary, bo chciał odzyskać bezgraniczną miłość rodziców. Nim rodzina zorientowała się, że coś nie tak dzieje się z Errą, ten kompletnie oszalał. Vharcan bezpowrotnie zepsuł jego umysł ciągłymi opętaniami, jakie traktowali jako formę zabawy. To drugi w historii demon, jaki poważył się podnieść szpony na maga w taki sposób. Diabły służą wam nie bez powodu, a jest nim wola magii. Jej zemsta może nie przyjść od razu, ale pojawi się i będzie okrutna, możesz mi wierzyć.

-Czy to Vharcan w ciele Erra zabił rodziców Adaera?

-Nie, Ylano i to jest w tej historii najgorsze dla mojego pana… – oparła dłonie na szkle, wpatrując się w nią intensywnie – Erra zabił ich własnymi rękami, ponieważ w swojej dziecięcej naiwności uwierzył Vharcanowi, iż po chwili odrodzą się kochający go jak niegdyś. Adaer obudził się w tym czasie i zszedł do rodziców, chcąc z nimi spać, jak czasami to czynił – Ylana uśmiechnęła się do swoich wspomnień, też tak czasami robiła ze swoją matką – Lecz stał już nad nimi Erra z zakrwawionym rytualnym ostrzem, w którym przebywał wówczas Vharcan. Ten diabeł pożarł całą ich moc, uwięził w sobie dusze, a jest to czyn tak zły, iż nawet jako demon nie potrafię go pojąć. Gdy Adaer pojawił się w progu, zawołał do brata przerażony. Do dzisiaj tkwi w przekonaniu, iż Erra był opętany, ale nie… Wezwał mnie na pomoc, bo nie radził sobie z bratem, a ja rozpoznałam miejsce zakotwiczenia Vharcana. Razem go przepędziliśmy, uwalniając dusze rodziców chłopców.

Ylana milczała, resztę historii już znała. Gdy pomyślała o tym, iż Czerwony Mag nie nacieszył się zbyt długo miłością i szczęściem rodzinnym poczuła żal. Sądziła, iż z ich dwojga chociaż on spędził normalny żywot.

-Czy życzysz sobie jeszcze czegoś, czarodziejko?

-Cóż… – odchrząknęła zakłopotana. – Jest coś jeszcze, oczywiście.

Uśmiechnęły się do siebie niemal bliźniaczymi, diabolicznymi uśmieszkami.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „26. Opowieść Pastis

  1. Lady_G pisze:

    Hmm, czekam aż ten Vharcan na coś się przyda. Jak na razie nie trawi go bardziej niż Ma’na :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s