24. Pieśń o Lirze

eamonn-maguire-110783

Kruk wylądował na kolanie siedzącego Adaera. Mężczyzna spojrzał na stworzenie wyczekująco, nie kończąc swojej wypowiedzi, na co Ylana wydała westchnienie pełne zawodu. Była pewna, iż przyznałby się jej do swoich prawdziwych intencji, szansa jednak bezpowrotnie przepadła. Jęknęła z niejakim smutkiem, obracając się na brzuch, by lepiej widzieć oboje. Co prawda w tej pozycji co chwilę zsuwał się rękaw jej niebieskiej sukni, odsłaniając ramię, lecz po kilku poprawkach postanowiła ów problem zignorować. Zresztą poza magiem i tak nikt nie widział, a on nie zwracał na nią uwagi.

Gdy ptaszysko poczęło śpiewać w demonicznym języku, Adaer wyjął na wierzch wisior z Pastis, która usłużnie tłumaczyła to, co przekazał im ten twór. Vharcan milczał, nie próbował przerywać owego monologu, samemu będąc ciekawym efektów poszukiwań.

-Leciał daleko za dwojgiem ludzi, których nić życia zaczęła się w tym miejscu. Jeden z nich leży pod ziemią dwadzieścia pięć staj na południowy-zachód stąd. – Ylana zmarszczyła brwi, na co pozornie nie zważający na nią Adaer pokręcił tylko głową, by na razie wstrzymała się od pytań. Zaraz poprawiła suknię, rumieniąc się wściekle. – Nie ruszał się kilka dni, więc szpieg uznał go za martwego zgodnie z ogólnie przyjętą wiarą, iż ludzie nie są zdolni żyć tak długo przysypani piachem…

Vharcan zachichotał, szepcąc cicho:

„Czasami te głupie ptaszyska siedziały przy mogiłach całymi latami, całe szczęście, iż odpowiednio go zmodyfikowaliście przy rzucaniu czaru.”

-Ruszył za pozostałym przy życiu celem. Książę wędrował z dwójką innych osób, ale po drodze rozdzielił się z nimi. Ich nici życia urwały się na pobojowisku, z którego książę uszedł w nowym towarzystwie. Obecnie przebywa dokładnie czterysta jeden staj na południe stąd, nieopodal ludzkiej osady w wysokiej wieży otoczonej ochronnymi zaklęciami. Szpieg miał duże trudności w obserwacji, lecz zebrał kilka informacji. Książę według ludzkich standardów jest zdrowy i pełny energii, nie wygląda na trzymanego wbrew woli. Po terenie blisko budynku chodzi bez nadzoru. Oprócz niego przebywa tam mag, który zdawał się wyczuwać obecność zwiadowcy.

-Niech opisze wygląd tego czarodzieja, może go znam. – Adaer zastanawiał się, czy wie coś o tamtych terenach, jednakże jego własne włości znajdowały się daleko w przeciwnym kierunku, tuż nad ciepłym oceanem…

-Miał włosy jasne, prawie białe; oczy niebieskie. Był twojego wzrostu, ale szczuplejszej budowy, nosił różdżkę wykonaną z kła mantykory o fioletowych rzeźbieniach. Znasz go, Adaerze? – chrapliwy głos Pastis znamionował, iż miała pewne podejrzenia, lecz nie chciała ich za szybko ujawniać.

-Znam tylko jednego maga, jaki pasowałby do tego opisu – skrzywił się lekko, na co Ylanę naszła refleksja, czy to dobrze wróżyło ich misji – To zapewne Lir, jest starszy ode mnie tylko dwadzieścia lat, co niewiele znaczy w naszej społeczności.

-Czyli raczej nie będzie mnie traktować jak zwykłego śmiertelnika? – zapytała z nadzieją, na co dziwny grymas Czerwonego Maga jeszcze się pogłębił.

-Zdecydowanie nie będzie… – mruknął chłodno, na co Pastis zachichotała cicho.

-Chce przez to powiedzieć, iż będzie musiał pilnować, by Lir trzymał ręce przy sobie. To znany pośród magów podrywacz.

-Mało wybredny, jeśli można tak rzec, nawet ja byłem ofiarą jego zalotów – tym razem Ylana w pełni zrozumiała znaczenie jego niechętnej miny i roześmiała się do łez. – Tak, śmiej się, śmiej. Zobaczymy, kto będzie się śmiać ostatni…

-Wybacz, ale powinieneś zobaczyć swoją twarz w tej chwili – ocierała łzy, opierając się na jednym ręku. Nawet Vharcan wydawał się rozbawiony ową wizją. – To co teraz zrobimy? Jakie znaczenie dla nas może mieć ten cały mag?

-Lir był spokrewniony z jedną z królewskich małżonek, która powiła królowi przedostatniego syna. Wiem, iż za jej życia bywał tutaj czasami, ale zawsze dbałem, by wówczas znajdować się gdzieś indziej… Ze wszystkich znanych mi czarodziejów najlepiej panował nad niechęcią do śmiertelników, podobno czasami niektórych uwodził, a przynajmniej tak się przechwalał… – wzruszył ramionami, na co demonica ponownie się roześmiała. – Jeżeli pomaga księciu, to zapewne ze względu na ową kobietę. Istnieje spora szansa, iż będzie zainteresowany współpracą. Musimy jednakże go ściągnąć tutaj w taki sposób, by król nie podejrzewał żadnego fortelu, a o to nie będzie łatwo. Przyjazd magów nie zdarza się nazbyt często, szczególnie w tak fatalnych czasach.

-A gdybym szepnęła jednemu ze swoich klientów, że powinni poprosić o wsparcie maga, który ma stary dług z jedną z macoch Ma’ana. – przekrzywiła głowę, na co wyraźnie się zawahał. Na jego twarzy odbijała się toczona wewnętrzna walka, plan wydawał się nieść spore znamiona sukcesu, ale chyba jej powrót na ulicę był mu nie w smak. – Potrafię o siebie zadbać, Adaerze, nic mi nie będzie. Przy okazji mogę poinformować przez tego nieszczęśnika, iż uzbierałam wystarczającą fortunę, by skończyć z prostytucją… Wówczas nikt nie będzie się dziwić mojemu nagłemu zniknięciu.

„A i kilka osób popadnie w kompletne załamanie, gdy nie będą mieć już szans na seks. Sprytnie, Ylanuś, kilku samobójców więcej w szeregach władcy może nam tylko pomóc.”

-Przemyślę to, na razie i tak musimy nawiązać kontakt z Lirem oraz jego podopiecznym – uciął stanowczo, na co westchnęła ciężko, wtulając policzek w wilcze futro. – I na litość boską, dziecko, przy tym starym zbereźniku nie pozwalaj sobie odsłaniać zbyt wiele jak przed momentem. Wierz mi na słowo, że jemu nie potrzeba wiele zachęty…

-Co ja niby odsłoniłam poza ramieniem?! – poderwała się, siadając prosto i wpatrując, w dotąd skromny dekolt, z rosnącym przerażeniem. – Widziałeś i nic nie powiedziałeś?

-Ja widzę wszystko, mała Ylano – potrząsnął głową zrezygnowany – Tylko pozornie nie zwracam na nic uwagi. – skierował na nią spokojne spojrzenie – Nie chciałem przerywać szpiegowi, prędko gubią wątek. Na całe szczęście w pewnym momencie chyba się zorientowałaś, że coś jest nie tak…

„Chyba nie sądziłaś, iż lubi na ciebie patrzeć, Ylanuś? Kto by zwrócił uwagę na dziwkę, sama powiedz?”

Okrutne słowa demona doprowadziły ją do wściekłego krzyku i nagłego napadu łez.

„I do tego dziwki niestabilnej emocjonalnie. Okres masz czy co?”

-No już, już. Nie wiem, co tam znowu nagadał tobie ten podrzędny diabeł, ale nie masz się czym przejmować – przyciągnął ją do siebie, zamykając w ciasnym uścisku silnych ramion.

„Ja ci dam „podrzędny”, głupi rudzielcu.” – Vharcan obraził się nie mniej od samej Ylany i nie odzywał do niej przez kilka najbliższych dni.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „24. Pieśń o Lirze

  1. Lady_G pisze:

    Vharcan to straszny seksista! 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s