1. Rytuał dorosłości

giovanni-calia-796

Dawidowi trudno było wierzyć, iż ludzkość niewiele ponad wiek temu prowadziła inne życie. Dokładnie sto dwadzieścia trzy lata minęły od chwili, gdy w Ziemię uderzył, jak powszechnie wierzono, meteoryt. Zaawansowana technologia pozwoliła zminimalizować impet, więc sądzono, że gwiezdny odłamek nie stanowił już zagrożenia. Dopiero przy bliższym badaniu okazało się, jak wielki skarb w sobie krył ów kosmiczny statek.

O prawo do badań nad nim zaczął się wyścig największych mocarstw. To, co początkowo było niewinną z pozoru sprzeczką, nagle przerodziło się w okrutny konflikt. Była to trzecia wojna światowa, jaka pochłonęła miliardy istnień. Rosjanie, na których terenie wylądował feralny obiekt, pierwsi zdobyli jednak dostęp do nieznanej nikomu tutaj technologii.

W ogromnym statku uwięzione były setki, może nawet tysiące metalicznych insektów, a przynajmniej tak wyglądały na pierwszy rzut oka. Bano się je wyciągać do dalszych badań, mógł to wszak być jakiś atak pozaziemskich istot, lecz w owym czasie na naszej planecie wylądowały dwa kolejne kosmiczne okręty. Tym razem do ich rozbioru dostęp mieli Amerykanie oraz Japonia, które to o dziwo nie miały podobnych Rosjanom rozterek. Nikt nie wiedział, czy powodem ich pośpiechu była wiara, iż dawały one ich wrogom jakąkolwiek przewagę w walce. Nie miało to już obecnie znaczenia. W wyniku ich lekkomyślności prócz przyjaznych mieszkańców pierwszego statku Ziemię opanowały bestie, jakie wdały się niegdyś w pościg za owymi pierwotnymi gośćmi naszego globu.

Dawid nazwy owych krajów znał tylko od swoich nauczycieli z Osady, jaką otaczała energetyczna bariera chroniąca przed atakiem Vorian. Obecnie ludzkość w większości prowadziła życie podobne do jego własnego, czyli pełnego szkoleń oraz nauki rządzących nimi nowych reguł, by wraz ze złocistymi symbiontami raz na zawsze zakończyć plagę Pożeraczy. To było ich jedyne marzenie, jakie chłopak w pełni podzielał. Miał już lat osiemnaście, wkraczał w wiek męski i dzisiaj odbywał się jego Rytuał Dorosłości. Złota, wrośnięta w jego nadgarstek, bransoleta symbiontu wyświetlała aż pięć z dwunastu dostępnych symboli i to pomimo, że znajdował się obecnie w stanie spoczynku. Jego rówieśnicy na ogół mogli się pochwalić taką liczbą tylko w trakcie walki, więc sam ten fakt czynił go wyjątkowym.

Symbiont wzmacniał jego naturalne psioniczne i fizyczne zdolności. Bez niego nie byłby taki zwinny, silny i wytrzymały, ale też ograniczał…

Ludzie niezdolni do połączenia z symbiontami byli już na wyginięciu i jako niezdolni do walki, odsunięci zostali poza Osady do starych Miast. Wraz z nimi mieszkali tam już tylko zniedołężniali, jacy mimo ciągłych walk dotrwali starości. Połączenie z symbiontem trwało aż do śmierci i tylko ich nosiciele mogli się ze sobą rozmnażać, dając nowe życie kolejnemu człowiekowi z jego małym współmieszkańcem. Problemem był fakt, iż by stworzyć z kimś parę, musiała nastąpić obopólna akceptacja tych dziwnych, złotych bransolet…

Szkolił się na wojownika i potencjalnego przywódcę Osady, gdyż takie cechy osobowości podkreślał symbiont Dawida. Niestety do tej pory nie znalazł Uzdrowicielki, jaka mogła zsynchronizować się z jego Wzorem i nie mógł w pełni wykazać się w walce z agresorem. Co prawda niektóre kobiety potrafiły wspierać innych bez konieczności dostrojenia bransolety, ale i z nimi nie był w stanie współpracować, gdyż jego mutacja uodparniała go na wszelkie zewnętrzne stymulacje.

Potrząsnął długim, ciemnobrązowym warkoczem, by odegnać niepotrzebne myśli. Wraz z pozostałą dwunastką równolatków stał teraz przed Lasem, jak nazywali park pełny symbiotycznych zwierząt. Był jednym z najwyższych mężczyzn w osadzie i nie brakowało mu przy tym krzepy, ale nie miało to większego znaczenia w owej chwili. Wraz z resztą miał wejść w gęstwiny, zmieniając tryb bransolety na więź ze zwierzęciem. Rzadko zdarzało się, by komuś nie powiodły się poszukiwania, ale mimo tego lękał się klęski. Gdyby zabrakło zwierzęcego symbiontu zdolnego do zawarcia z nim partnerstwa, musiałby wieść żywot w mieście, opiekując się zwykłymi ludźmi, gdyż w świetle prawa nie byłby w pełni dorosły.

Po jego twarzy nie było znać targających nim wątpliwości. Stał po prostu, czekając na sygnał, jaki wreszcie nadszedł. Gdy zadęto w róg, popędził przed siebie chyżo i bez śladu niedawnego wahania. Prędko zostawił w tyle wszystkich kolegów, z jakimi pobierał nauki. Skupił myśli, by zmienić wzór bransolety i ta ochoczo poczęła mienić się na jego oczach. Rozbłysła dziewiątką nowych symboli, jakie reprezentowały dominujące w nim cechy i które też wymagały identycznych od poszukiwanego zwierzęcia. Dawid zastygł w miejscu, niemal przewracając się o jakiś konar. Powinien widzieć tylko trzy znaki, co było z nim nie tak, iż symbiont zawsze mu wszystko utrudniał?

Gotów był poddać się bez słowa, lecz na małą polankę wkroczyło jakieś naznaczone symbiontem zwierzę. Chłopak obejrzał się przez ramię, nie dojrzawszy żadnego z kolegów, więc odetchnął z niemałą ulgą. Podszedł powoli ku stworzeniu, unosząc w powietrze prawy nadgarstek, na jakim lśnił ten przedziwny Wzór.

-Chcesz się ze mną związać… – jeleń potrząsnął ciężkim porożem, na jego czole lśniły tylko trzy znaki symbiontu, jak powinno być. Mówienie zwierząt-nosicieli nie należało do rzadkości, ale też nie było wcale takie powszechne. Wierzono, iż mową obdarowane były tylko najinteligentniejsze z nich i znacząco poprawiały reputację związanego z nimi człowieka.

Dawid przełknął z trudem ślinę, lecz w tę niecodzienną rozmowę wtrącił się jeszcze jeden mrukliwy głos.

-Wierzę, iż ze mną także – zza skalnego nasypu skradał się ku nim olbrzymi jaguar. Mógłby zabić chłopaka jednym machnięciem potężnej łapy, lecz nie miał podobnych pomysłów. Nie spoglądał pożądliwie nawet na rogacza, jaki również wydawał nic sobie nie robić z jego obecności.

Łeb kota także zdobiły trzy znamiona, więc zakłopotany chłopak zastanawiał się nad  możliwościami. Czyżby miał wybrać któregoś z nich? Nigdy o czymś podobnym nie słyszał…

-Czyli jest nas trzech, jak życzy sobie Przeznaczenie – skrzek z wysokiej gałęzi przyprawił go o ciarki. W ciemnej koronie drzewa dostrzegł bladą sylwetkę drapieżnego ptaka, pod jakiego ciężarem uginał się ów konar.

Zdarzało mu się słyszeć, iż naznaczone złotem zwierzęta otwarcie mówiły o jakimś Proroctwie, jakie krążyło pośród przybyszów z innej planety. Podobno nawiązanie współpracy z ludźmi była jego dużą częścią. Zaraz przestał dumać na ten temat, bo wreszcie dotarła do niego prawda kryjąca się za tymi nieludzkimi sylwetkami. Na kciuku oraz dwóch sąsiednich palcach prawej dłoni pojawiły się po trzy złote znaki. Bransoleta na nadgarstku powróciła do stanu spoczynku, choć obecnie wyświetlała także szósty symbol dorosłości…

-O, w dechę! – zaśmiał się skołowany, na co odpowiedziało wesołe trącanie z trzech stron, gdy otoczony został przez swoich nowych przyjaciół.

 

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Nowa Era i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „1. Rytuał dorosłości

  1. Lady_G pisze:

    Ciekawe! A słowo „psioniczne” musiałam googlować 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s