21. Słowo demona

tyler-quiring-21351

Ylana obudziła się w obcej sypialni rześka i wypoczęta. Spojrzała pytająco na tatuaż zdobiący prawą rękę, na co ten zamigotał lekko pod jej czujną obserwacją.

„Dzień dobry, Ylanuś…” – Vharcan odezwał się do niej nieco burkliwie, lecz nie przejmowała się nadto.

Doskonale pamiętała jego złowieszcze słowa, nim straciła świadomość, lecz postanowiła udawać, iż do niej nie dotarły.

-Dzień dobry, Vharcanie – przeciągnęła się, czując trzeszczenie obolałych stawów.

„Chyba trochę zbyt łatwo przyszło tobie porzucić starego przyjaciela na rzecz nowego, co? Wystarczyła ładna buzia, szerokie ramiona…”

-Daj spokój, Vharcanie – prychnęła urażona – Wygląd Adaera nie ma nic do rzeczy. W porę uświadomił mi, jak mało wiem o magii, którą dysponuję i jak niebezpiecznym bytem jesteś ty sam…

„Maleńka… taka jest natura demona, już to mówiłem, prawda? Już raz udowodniłaś nam obojgu, iż masz dość potęgi, by mnie utemperować, nie potrzebujesz tego rudego wymoczka, słowo demona!”

-Nie nazywaj go tak – zmarszczyła gniewnie brwi, na co posłyszała krótkie pukanie do owej utrzymanej w błękitach sypialni – Wejść!

-Mówi się „proszę” – do środka zajrzał nie kto inny jak Czerwony Mag, napominając ją pogodnie – Dobrego dnia, mała Ylano. Swoją drogą, jak mnie nazwał ten stary cap?

„Stary CAP?!” – wściekłość Vharcana zdawała się być niemal namacalna. Wąż rozbłysnął złocistą czerwienią, gdy jego mieszkaniec spróbował wydostać się na zewnątrz, by podjąć rękawicę.

Dziewczynę dziwił ten brak opanowania. Co takiego zaszło między obojgiem, iż Adaerowi z równą łatwością przychodziło wyprowadzenie go z równowagi? Pod wpływem niedawnych słów diabła rzuciła magowi niewinne spojrzenie i zarumieniła lekko, uświadamiając sobie, iż rzeczywiście można było łatwo pomyśleć o jej zauroczeniu jego wizerunkiem. Co prawda Vharcan powinien najlepiej rozumieć jej niechęć do jakiegokolwiek związku. Poza tym mimo pracy zwykłej dziwki, z aktów miłosnych nie potrafiła czerpać niczego poza obrzydzeniem i diabeł dobrze o tym wiedział…

Po chwili uświadomiła sobie, iż Adaer coś do niej mówił, toteż ze wstydem poprosiła, by powtórzył.

-Wiem, że trudno się skupić po wczorajszym rytuale, ale powinniśmy omówić dalsze kroki działania – spoglądał na nią spokojnie. Odetchnęła z ulgą, widocznie nie miał podobnych skojarzeń do tych Vharcanowych.

„Trochę golizny i już nie ma rozumu, co, Ylanuś?” – syknął obrażony.

-Jakiej golizny?! – podskoczyła w miejscu, na co tym razem zachichotał Adaer.

-Czyżby tobie dokuczał z mojego powodu, dziecko? – pokręcił z niedowierzaniem głową i wycofał za drzwi. Dopiero teraz zauważyła, iż ogniste włosy wciąż były mokre, zaś koszula założona niedbale odsłaniała spory fragment ciała. – Przepraszam za moją aparycję, zajrzałem do ciebie tuż po kąpieli. Za moment będę prezentować się godnie damy, więc spotkajmy się w jadalni – wskazał jej kierunek gestem dłoni, na co skinęła tylko bez słowa.

Kiedy odszedł w swoją stronę, odetchnęła z ulgą, by po chwili wybuchnąć gniewem.

-O co tobie chodzi, Vharcanie? Nie wiedziałam o planie Adaera. Pod tym względem wykiwał nas oboje, ale przecież sam widzisz, iż nie ma zamiaru mnie zabić, a miał ku temu sporo okazji. I jak dotąd mówił mi samą prawdę, czego nie mogę niestety powiedzieć o tobie…

„Demony lubią kłamać, jest to wpisane w nasze istnienie…”

-Jest czy nie jest, nie zmienia to faktu, iż wielokrotnie mnie oszukiwałeś. – wstała z łóżka, poprawiła włosy i wyszła powoli ku wskazanemu pomieszczeniu.

„Przez grzeczność nie zaprzeczę…” – mruknął wesoło, na co uniosła kąciki ust w krzywym uśmiechu. – „Ylanuś, nie lubię go. Nawet jego własny brat i rodzice go nie lubili, nie zmuszaj mnie, bym z nim przebywał…”

-Ja go lubię, Vharcanie – prychnęła, wchodząc wreszcie do wspomnianej jadalni, jakiej przepych odebrał jej na chwilę dech w piersi. Było to nasłonecznione pomieszczenie o ścianach jasnoszarej barwy i pięknych, bielonych meblach. Poza witryną pełną sreber, pysznił się też tutaj wspaniały obraz przedstawiający jakąś bitwę pełną kotłujących się ciał różnych bestii.

-Jeśli mowa o mnie, to miło mi to słyszeć, mała Ylano – jak się tutaj znalazł przed nią, nie wiedziała, ale pewnie jak zwykle za pomocą teleportacji.

Zarumieniła się, co skwitował jedynie ciepłym uśmiechem i zaprosił do stołu, przy którym sam stał. Zastawił go mnóstwem owoców, zaś do jedzenia przygotował pokaźną porcję słodzonej miodem owsianki. Ylana skrzywiła się nieco na widok tak dziecinnego, w jej mniemaniu, posiłku.

-Młodzież winna dobrze się odżywiać, moja droga uczennico – skwitował jej kwaśną minę, jaka nie uszła jego uwagi.

-Nie jestem znowu dzieckiem, żeby jeść takie rzeczy – mruknęła urażona, na co Vharcan zarechotał.

„Ktoś tutaj nie ma szans u dojrzałego czarodzieja, co?”

-Zamknij się! – Adaer uniósł tylko brwi, na co spłoniona ze złości usiadła na swoim miejscu i wzięła w rękę łyżkę. Zaatakowała swoją porcję z taką energią, iż mag westchnął tylko rozbawiony i sam zabrał się do posiłku.

-Zlikwidowaliście wielu urzędników i innych sług króla, lecz zwróciliście też jego uwagę na to, co dzieje się w mieście – rzucił na początek, zwracając na siebie oczy Ylany i Vharcana. – Bezpieczniej byłoby zmienić sposób działania, bo tylko kwestią czasu będzie, nim Ma’an znajdzie maga, który zgodzi się mu pomóc za odpowiednio sowitą zapłatą. Dla czarodzieja starszego ode mnie możesz być jeszcze za bardzo „ludzka”, by miał się zawahać nad podniesieniem różdżki.

-Ale sam mówiłeś…

-To tylko najczarniejszy scenariusz, mała Ylano – westchnął nieco smutno – Jednakże dostatecznie prawdopodobny. Król ściągnął już swoich ludzi z prowincji kraju, za kilka dni zaroi się tutaj od nowych popleczników Ma’ana i musimy być na to przygotowani.

Ylana spuściła wzrok załamana. Cała jej obmierzła działalność nic im nie dała. Nie była ani trochę bliżej zlikwidowania króla, niż kilka lat temu. Do gardła podeszła jej żółć, chciało jej się rzygać, aż oczy nabiegły jej łzami.

-Już, dziecko, nie ma co się mazać. Poradzimy sobie – mag podszedł do niej i pogładził czarne włosy dziewczyny, na co tylko skuliła się na krześle, zanosząc łkaniem. Po dłuższym wahaniu przykucnął, obejmując jej ramiona. Przeczekał ten napad, tuląc ją do siebie przez wiele minut, ale wreszcie powróciła jej zwykła buta.

-Już jest dobrze, dziękuję – szepnęła, na co odsunął się od niej w jednej chwili. – Co proponujesz?

-Na początek dowiedzmy się, co się stało z najmłodszymi książętami, może jeszcze żyją i pomogą nam trochę namieszać… – gdy to powiedział, twarz Ylany do reszty się rozpogodziła, bowiem ufność Adaera w powodzenie misji okazała się zaraźliwa.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „21. Słowo demona

  1. Lady_G pisze:

    Osobliwy trójkąt 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s