20. Rytuał Spętania

mike-labrum-151765

Gdy padły ostatnie słowa Adaera, zniknęło całe słoneczne światło, jakby wessała je skryta w tym świecie ciemność. Uniósł różdżkę nad głową, wpatrując się w jej kierunku z niezmąconym skupieniem, Ylana nieszczególnie miała co robić. Stała tylko wewnątrz ochronnego znaku, starając się nie tknąć żadnej linii choćby skrawkiem materiału sukni, jaką na wszelki wypadek podciągnęła do kolan.

W tym samym czasie każda świeca ustawiona przez dziewczynę zapłonęła błękitnym płomieniem, rozświetlając oboje swoim rozdygotanym blaskiem. W takim otoczeniu mag wyglądał tajemniczo i odlegle, młoda kobieta mimowolnie zastanawiała się, które z poznanych przez nią oblicz mężczyzny było tym prawdziwym. Jak dotąd okazał się być doświadczonym przez życie podobnie do niej samej, w końcu stracił swoją rodzinę w wyniku okrutnego morderstwa, ale nie przeszkodziło mu to w dalszej egzystencji. Podziwiała jego hart ducha i praktyczne podejście do każdej sytuacji, także takiej jak obecna. Wreszcie spojrzenie skierowała na Vharcana, wpatrującego się w nią dziwnie, jakby nie mógł już się doczekać owej nowej więzi. Przez moment zastanawiała się, czy nie powinna się rozmyślić, lecz zabrakło jej odwagi.

Po wielu dłużących się sekundach wszystko spowiła biel. Przestraszona Ylana zamknęła powieki, ale nie krzyknęła. Zacisnęła mocno zęby, czując uderzenie mocy Czerwonego Maga. Skóra na prawym ręku paliła ją żywym ogniem, zaś tatuaż wił się niczym prawdziwy wąż, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. Było to tak dziwne i wręcz obrzydliwe doznanie, iż zapragnęła zwymiotować. Z trudem zwalczyła ów odruch, ale nie miała pewności, na jak długo.

Wreszcie wszystko się uspokoiło, tylko ręka pulsowała bólem i żołądek wciąż podchodził jej do gardła. Zachwiała się, tracąc równowagę, lecz od upadku uratował ją pewny chwyt Adaera.

-Nie powinnaś już opuszczać tej ochrony, dziecko, wytrzymaj jeszcze trochę – szepnął spierzchniętymi wargami, widocznie też czuł wyczerpanie, ale lepiej sobie z nim radził.

Skinęła głową, starając się stać dalej mimo oczywistych trudności.

„Ylanuś, tęskniłaś za mną?” – Vharcan ewidentnie z niej szydził, lecz mimo to postanowiła się nie odzywać. – „Nie bądź nudna, powiedz coś do starego przyjaciela… Beze mnie nie będziesz miała swojej zemsty, przecież wiesz…”

Chciał dodać coś do tego zdania, lecz nagle wrzasnął wściekle, gdy zabezpieczenia maga spętały go na dobre i dotarła doń kryjąca się za tym prawda.

„Oszukaliście mnie! To nie jest typowy Demoniczny Pakt!” – zawarczał wściekle, próbując uderzyć w Ylanę swoim umysłem.

-Jak oszukaliśmy? – zamrugała zmęczonymi powiekami, z trudem utrzymując się w pionowej pozycji.

Adaer uśmiechnął się zimno, z mściwym błyskiem swoich szarych jak kamienie oczu, gdy odpowiedział obojgu. Nawet Pastis, którą wyjął na swoją pierś, by przyglądała się wszystkiemu, wydawała się patrzeć ze złośliwą uciechą.

-Jeśli umrzesz, Vharcan zginie razem z tobą… – spoglądał na nią chłodno, podchodząc powoli ku słaniającej się Ylanie. W ręku cały czas dzierżył swoją kościaną różdżkę, w jej sercu zadrżała nuta lęku.

-Czy chcesz mnie zabić, Adaerze? – zapytała zrezygnowana, bowiem i tak nie mogła się obronić, lecz mag przekroczył już linię ochronnego symbolu, łapiąc ją za obolałą prawą rękę i ciągnąc ku sobie.

Potknęła się i przewróciła, będąc gotową na najgorsze, jednakże uczuła, jak podnosi ją w powietrze.

-Nie bądź głupia, dziecko – prychnął, trzymając ją w ramionach – Czarodziej nigdy nie skrzywdzi innego maga bez wyraźnego powodu, a ty mi żadnego nie dałaś. Teraz śpij, mała Ylano, demon i tak musi ochłonąć ze swojej wściekłości, nim zdołacie się dogadać…

Nie wiedziała, co myśleć. Czuła mętlik w głowie, ale usłuchała.

„Na twoim miejscu bym mu tak nie ufał, mała wiedźmo” – usłyszała jeszcze melodyjny głos Vharcana, nim odpłynęła zupełnie. – „W końcu nie potrafił uratować przede mną nawet własnego brata…”

Adaer był nieświadomy okropnych słów diabła. Po krótkiej naradzie z Pastis, jaka od eonów miała na pieńku z owym złotym wężem, zaniósł Ylanę do swojej własnej posesji. Należała do niego od ponad stu lat, a otrzymał ją za pomoc podczas ataku magicznych bestii. Znajdowała się bliżej od domu dziewczyny i łatwiej było do niej dotrzeć niezauważonym, gdy zabrakło magii na teleportację, jak w tej sytuacji. Na całe szczęście demonica nie musiała za dużo się wysilać przy odwracaniu uwagi śmiertelników, bowiem nagła ciemność w tej okolicy skutecznie przepędziła ich z powrotem w cztery ściany.

Posiadłość maga zachwycała pod każdym względem. Ogrodzony wiecznie zielonym żywopłotem ogród pełen był wspaniałych, wonnych kwiatów okrągły rok, biel ścian nie zniszczył upływ czasu, a to wszystko zawdzięczał kilku prostym zaklęciom. Mimo to rzadko tutaj przebywał, gdyż śmiertelnicy go mierzili. Mimo, iż wiedział o ich inteligencji i fakcie, że z nich także wywodzili się magowie, nie potrafił stłamsić wywołanej przez długowieczność obojętności na ich żywoty.

Gdy zbyt długo przebywał z tymi istotami, ogarniała go bezrozumna nienawiść i obrzydzenie tak duże, iż zdarzyło mu się już w przeszłości dokonywać okropnych czynów w ich kierunku. Między innymi dlatego nie potrafił złościć się na to dziecko za jej okrucieństwo względem słabszych od siebie. Doskonale rozumiał, jak trudno było walczyć z instynktem, jaki kazał im trzymać się z daleka od tak krótko żyjących ludzi. Jeżeli mimo to mieszkali z nimi, mechanizm obronny zmuszał ich do stania się potworami. Nieśmiertelny mag nie mógł kochać człowieka, zwyczajnie oszalałby, tracąc ukochaną rodzinę i przyjaciół przez cały swój długi żywot i Adaer doskonale rozumiał to zabezpieczenie, jakim otaczała ich magia. Przecież wystarczyło spojrzeć na niego i Ylanę oraz to, jakie piętno wyryła na nich strata bliskich.

„Vharcan nie odpuści, Adaerze…” – chrapliwy głos Pastis nie pasował do jej idealnej fizjonomii, lecz mag zdążył się do tego przyzwyczaić.

-Zapewne nie… – położył Ylanę na miękkim łożu gościnnej sypialni, z jakiej jeszcze nikt nie korzystał, od kiedy on stał się właścicielem tego domu. – Musimy ją na to przygotować.

Stanął nad nią zamyślony. Młoda kobieta leżała nieprzytomna, jej drobna pierś unosiła się powoli w sennym oddechu. Wydawała się taka bezbronna i krucha, gdy nie patrzyła na świat tymi pełnymi tajonej wściekłości czarnymi węglami oczu. Łatwo było zapomnieć, iż mimo przeciwności jakoś przetrwała otoczona znienawidzonymi ludźmi w mieście, jakie wyklęło ją dawno temu.

„Sądzę, że ta mała czarodziejka nie jest wcale taka słaba, jak myśli… Przy odpowiednim szkoleniu może uda jej się zdominować Vharcana.”

-Oby tak było – mruknął, zamykając za sobą drzwi – Nie jest on może najpotężniejszy, ale sprytu i bezwzględności nigdy mu nie brakowało. Mam nadzieję, że nie pomyliłem się co do tego dziecka, nigdy bym sobie nie darował podobnego błędu…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „20. Rytuał Spętania

  1. Lady_G pisze:

    Igra z ogniem. Lubię to! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s