19. Zacznijmy od początku…

nicola-fioravanti-266947

Czerwony Mag uznał pomysł Ylany za więcej niż dobry. Tatuaż został stworzony ongiś przez podświadomość dziewczyny po pierwszym kontakcie z demonem, jak jej wytłumaczył krótko Adaer. Najprawdopodobniej za jego pomocą właśnie zabezpieczyła się wówczas przed przejęciem kontroli, lecz nie dawał on pełnej ochrony i teraz wspólnymi siłami mieli naprawić ów błąd. Mężczyzna krótko nakreślił jej plan działania, na co przystała chętnie. By jednak móc zawrzeć pakt na nowych warunkach, musiała uzyskać także zgodę Vharcana, a to mogło okazać się trudne.

Po długiej rozmowie i wyjściu mężczyzny, który zapowiedział, iż musi się odpowiednio przygotować do działania, Ylana poszła do salonu, gdzie siedział porzucony diabeł.

-Vharcanie, musimy porozmawiać… – wzięła słój do ręki i usiadła z nim w fotelu, patrząc czujnie na wężowe ciało potwora. – Zdajesz sobie sprawę, iż wiem już o twoich występkach z przeszłości. Powiedz mi, czy ze mną postąpiłbyś podobnie jak z biednym Arrą?

-Noo szoo tyy, Hlano! Mięliszmyy umooowe – jego głos wciąż zniekształcało to szklane więzienie, lecz zrozumiała zdanie. Uniosła brwi z niedowierzaniem, na co przekrzywił głowę z filuternym uśmieszkiem. – Aee ghdybysz pszyy pieeeszym opętaaaniu miii oddaaała konthrolę…

Pokiwała głową na znak, iż dotarł do niej ów przekaz. Była mu wdzięczna za szczerość.

-Nie chcę ciebie wypędzać, Vharcanie, byłeś mi wielkim wsparciem i chciałabym, by było tak dalej. – zaczął się wiercić, wpatrując w nią wyczekująco, lecz milczał. – Adaer jednak nigdy nie pozwoli mi tak po prostu wrócić do tego, co było. Chciałabym zawrzeć z tobą nowy pakt, Vharcanie.

Gadzie oczy demona nawet nie mrugnęły, gapił się na nią taksująco, szukając ukrytego haczyka.

-Zostałbyś przywiązany do tatuażu na moim ręku, za jego pomocą wciąż bylibyśmy w kontakcie, lecz nie mógłbyś już nigdy mnie opętać. Pozwalałabym tobie na karmienie się grzechami, jak dotychczas i moglibyśmy rozmawiać…

-Zaś jeśli nie wyrazisz zgody, wydrzemy z ciebie całą skumulowaną dotąd moc i odeślemy do piekieł słabego jak nigdy dotąd… – tym razem wtrącił się Adaer, jaki pojawił się znikąd, trzymając w ręku pokaźnych rozmiarów skórzaną, wypchaną po brzegi sakwę.

-Nee daesze mii wyybooouu – powiedział cierpko, zakładając na piersi swoje drobne ręce. – Zghaadzam szee.

Czerwony Mag uśmiechnął się chłodno, zaś Ylana doskoczyła doń podekscytowana z Vharcanem w ramionach. Jej entuzjazm wywołał u niego dziwnie ciepły wyraz oczu, ale bez słowa skinął na nią, by za nim podążała. Dziewczyna okazała się być bardzo posłuszną, gdy wymagała tego chwila i teraz w żaden sposób mu nie przeszkadzała w pracy.

-Wyobraź sobie miejsce, w jakim poznałaś tego demona, tam dokonamy przypieczętowania nowego paktu. – spojrzał na nią badawczo, gdy znaleźli się w przedsionku jej domu.

-To jest po drugiej stronie miasta, w jego najbiedniejszej dzielnicy, jaką niegdyś częściowo zniszczył pożar. Możemy tam pójść, ale to trochę zajmie… – wpatrzyła się weń, na co przewrócił tylko oczami.

-Nie dyskutuj, tylko sobie przypomnij wygląd tego miejsca. – gdy wreszcie obrażona zrobiła, jak kazał, złapał ją za ramię i przyciągnął do siebie tak mocno, iż uderzyła się nosem o jego rękę. – A teraz utrzymuj ten obraz przez chwilę, zabiorę nas tam.

Czuła szybkie bicie serca, chyba trochę się bała. Zielone szata Adaera przyjemnie chłodziła jej rozpalony policzek, toteż oparła na mężczyźnie swój ciężar, przymykając oczy i z całych sił myślała o ruinach, w jakich chciała popełnić bierne samobójstwo jeszcze kilka lat temu. Czasami zdarzało się jej żałować, iż wówczas obudziła się w niej magia, zaś Vharcan odpowiedział na jej modlitwę, ale nie w tej chwili. Adaer mruknął coś pod nosem w jakimś obcym jej dialekcie, było to słowo miękkie i przyjemne, lecz nie zdołała go zapamiętać, gdyż nagle poczuła dziwne ciągnięcie na wszystkie strony. Trwało to raptem kilka sekund i poczuła na swoim ciele wiatr. Strwożona otworzyła oczy, rozglądając się naokoło, by rozpoznać owo smutne otoczenie.

Sypiące się mury domostw nosiły jeszcze ślady płomieni. Południowe słońce tej późnej wiosny rozgrzewały je, uwalniając fetor spalenizny, jakiego nie spłukały całe lata deszczu. Wciąż tuliła się do starszego czarodzieja, lękając się nieco samotności w tym miejscu. Adaer pogładził delikatnie jej nagie plecy, chcąc widocznie dodać jej odwagi, więc nieco niechętnie, ale odsunęła się od niego, dając mu pole manewru. Rozglądał się w ciszy przez jakiś czas, wreszcie przykucnął w rogu gruzowiska i począł szperać w swoim pakunku, wyraźnie czegoś szukając.

-Odłóż te pikle, mała Ylano i pomóż mi, proszę – nie spojrzał na nią, oczekując widocznie pełnej współpracy. Nie odpowiedziała, lecz zrobiła, jak chciał. Podeszła doń i przykucnęła obok, odbierając odeń dziesiątki świec, jakie kazał jej porozstawiać w każdym możliwym zakątku tego, co pozostało ze ścian. Mocowała je przy pomocy czarów, lecz po krótkiej chwili przerwał jej ledwie cieniem dotyku. – Używasz za dużo mocy, jak na tak proste zaklęcie, dziewczyno. Pozwól, że pokażę – złapał ją za rękę i pozwolił, by wyczuła, jak przepływa przez niego magia.

W czarach okazał się tak subtelny, jak ona toporna. Była to ledwie odrobina mocy, ukształtowana z pełną precyzją i działająca dokładnie tak, jak sobie zażyczył. Odetchnęła pełna podziwu i podniosła nań roziskrzone oczy, na co odpowiedział cichym śmiechem, chociaż nie bez pewnej dozy dumy. Gestem kazał jej spróbować jeszcze raz, na co przełknęła z trudem ślinę. Pozostawała w niej świadomość, jak beznadziejną była w porównaniu z równie doświadczoną osobą, lecz bała się okazać swoje zrezygnowanie. Jednak, gdy raz pokazano jej, jak powinna kształtować czar, jej samej również przyszło to bez większej trudności. Ku swojemu zdumieniu otrzymała nawet pochwałę od Adaera, który podkreślił ją zmierzwieniem jej fryzury. Tak się ucieszyła z sukcesu, iż zapomniała go ofuknąć na temat swojej dorosłości i stała tylko z szerokim uśmiechem na twarzy.

Reszta pracy poszła jej dużo sprawniej i nawet nie czuła upływu energii, tak niewiele mocy wymagały od niej owe drobne czary. Ze swojej strony Adaer wyjął pięknie rzeźbioną mlecznobiałą różdżkę długości ludzkiego ramienia, na jakiej widok z ust Ylany dobyło się tylko „ach”. Był to okrzyk pełen takiego zachwytu dla prostej elegancji tkwiącej w tym narzędziu, iż rudowłosy mag uniósł kąciki ust w kpiącym uśmieszku.

-Biorąc pod uwagę wystrój twojego domostwa oraz sposób odziewania się, nie spodziewałem się po tobie jakiegokolwiek gustu, dziecko – dokuczył jej, na co usłyszała rechot Vharcana i zarumieniła ze złości.

Miała ochotę zdrapać mu ten uśmiech paznokciami, lecz powstrzymała się siłą woli. Spuściła tylko zagniewane spojrzenie, wpatrując się z uporem w swoje stopy skryte pod długą suknią. Podszedł do niej niemal bezszelestnie, ale ani drgnęła, toteż pochylił się tylko do jej ucha i szepnął krótkie przeprosiny. Zakłopotana poczuła napływające do oczu łzy, dotąd nikt jej nigdy nie przeprosił. Nie wiedziała, jak zareagować i owe ogłupienie kompletnie ją zdeprymowało.

-Proszę, weź ją – podał jej wreszcie owe źródło swary, na co rzuciła mu pytające spojrzenie – Zrobiłem ją dla ciebie, to róg jednorożca, idealna dla czarodziejki. Moja prywatna wykonana jest ze smoczej kości.

-To niebezpieczne stworzenia – zrodził się w niej głęboki podziw, pamiętała bowiem bajki na temat potworów, jakie opowiadała jej matka w dzieciństwie.

-To prawda, Ylano, więc już się nie gniewaj za moje słowa – uśmiechnął się przymilnie, na co zabrała mu różdżkę, może tylko trochę za szybko. Nie skomentował jej zachowania, lecz zza pazuchy wyjął swoją własną koloru głębokiej czerni z czerwonymi rzeźbieniami.

Ta druga też się jej podobała, lecz podejrzewała, iż tej by akurat nie oddał, toteż nie próbowała nawet pytać. Znać było po niej lata używania, gdyż uchwyt zdawał się aż nazbyt gładki, lecz nie straciła przez to na urodzie. Opuścił ją do ziemi i kroczył naokoło Ylany, kreśląc magiczny ochronny symbol. Drugim otoczył więzienie Vharcana, które przełożył nieopodal pierwszego symbolu. Bez słowa podał Ylanie książeczkę, jaka okazała się być ostatnim nabytkiem z sakwy czarodzieja. Wzięła ją z dziwną miną i wreszcie z niejakim wstydem wyznała, iż nie potrafiła czytać. Uniósł lekko brwi, lecz nie skomentował tego faktu.

-Otwórz tam, gdzie tkwi zakładka – stwierdził tylko, na co naburmuszona zrobiła, jak kazał, zaś jej oczom ukazały się dwie strony z rysunkami. – Przerysuj to wewnątrz mojego znaku ochronnego… i nie wychodź poza linie, to ważne.

Przełknęła ciężko ślinę i tak uczyniła. Początkowo różdżka nie chciała jej słuchać, jakby siłowała się z nią o to, czy winna w ogóle współpracować. Na całe szczęście po krótkiej walce Ylana wygrała, na co posłyszała westchnienie pełne ulgi, jakie mimowolnie wyrwało się Adaerowi. Gdy skończyła, obejrzał każdy znak i zabrał jej grimuar z cichą pochwałą, na jaką spłoniła się jak nastolatka. Nienawidziła siebie za to, jak łatwo było ją podejść miłym słowem, lecz nic na to nie mogła poradzić…

-A więc teraz od początku – stwierdził, gdy słońce poczęło chylić się do spoczynku. W tej pomarańczowej łunie jego włosy zdawały się płonąć, lecz zdawał się być tego nieświadomy. – Na mocy praw nadanych mi dzięki magii wiążę Vharcana, demona boskości, ambicji i zemsty z niewiastą, jaka wybrała go na swojego obrońcę poprzez symbol jej mocy wyryty na ręku znakiem węża. Niech się stanie moja wola!

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „19. Zacznijmy od początku…

  1. Lady_G pisze:

    Ten moment, gdy zażywny 300-latek mierzwi ci czuprynę jak zwierzątku domowemu 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s