15. Zniknięcie Vharcana

dominik-kiss-341291

Po raz pierwszy od dawna spała jak zabita, zaś do snu nie utuliły jej łzy. Leżała skulona pod ciepłym kocem, oddychając miarowo. Adaer wyszedł późnym wieczorem, starając się wyjaśnić jej najlepiej, jak potrafił zasady rządzące magami.

-Ja… Trudno mi uwierzyć, że przeszedłeś nad moim zachowaniem do porządku dziennego, panie – poczęstowała go herbacianym naparem, nawet znalazła jakąś konfiturę i w miarę świeży chleb, jakie podała na krzywym stoliku w salonie.

-Czyniłem gorsze rzeczy, młoda Ylano… – przedstawiła mu się wcześniej, chociaż zdawało jej się, iż znał jej imię już od dawna.

Jego odpowiedź ją nieco zmroziła, gdyż nie wydawał się znowu wiele starszy od niej samej. Nie zestarzał się mocno od chwili, gdy ujrzała go pierwszy raz, lecz wówczas miał raczej niewiele mniej jak dwadzieścia lat. Pochwycił jej rozbiegane spojrzenie i uśmiechnął lekko, jakby rozmawiali o pogodzie. Poza tym, co miał na myśli, mówiąc „gorsze rzeczy”?!

-Liczę sobie mniej więcej trzysta jedenaście wiosen, zaś magia wybrała mnie na swoje naczynie, gdy ukończyłem pięć lat. – odchylił się w fotelu, patrząc w popękany sufit w głębokiej zadumie. – Gdy zwykły śmiertelnik staje się magiem… zmienia się, Ylano. Do około dwudziestu jeden lat rośnie, lecz fizyczne zmiany ulegają później ogromnemu spowolnieniu. Najstarsi z nas ledwie zaczynają siwieć, chociaż oglądają ten świat od niemal tysiąclecia.

-Czy… czy to dlatego zawsze zdajesz się być taki opanowany, Adaerze? – pochyliła się ku niemu z rosnącą ciekawością.

Fakt, iż był taki stary, zdawał się jej niebywale egzotycznym. Ileż doświadczenia i wiedzy musiał już wszak zdobyć? Czarne oczy dziewczyny rozbłysły, od dawna nic jej tak nie zaintrygowało. Zapragnęła uczyć się od niego, chociaż jako lekkomyślne dziecko odrzuciła ofertę nieznajomego czarodzieja… Ku jej zaskoczeniu roześmiał się gromko i potrząsnął rudą czupryną na znak zaprzeczenia.

-Nie, drogie dziewczę, wydaję się być takim, bo właśnie takim nas wszystkich czyni magia. Gdy budzi się Dar, umieramy jako ludzie i wielu z nas nie potrafi się z tym pogodzić. Jeśli nikt nie zdoła w porę zainterweniować, na ogół kończymy jako samobójcy, ponieważ nie potrafimy zaakceptować owej zmiany w swoim wnętrzu. – pochylił się ku niej i zapytał z poważną miną – Czy nie płaczesz czasami za utraconymi emocjami? Czy nie wyrzucasz sobie, iż stałaś się potworem dla swoich sąsiadów?

-J…ja – zawahała się, trudno było ubrać w słowa fakt, iż przy zdrowych zmysłach trzymał ją tylko demon oraz kipiąca nienawiść do tego miejsca, w którym żyła.

-Gdy ujrzałem ciebie po raz pierwszy, byłaś jeszcze za bardzo człowiekiem, bym poczuł wobec ciebie sympatię i odpowiedzialność. Nie jesteśmy już ludźmi, którzy dla długowiecznych magów są jak inteligentne zwierzęta, lepiej to zapamiętaj. I doprawdy niewielu z nas potrafi z siebie wykrzesać jakiekolwiek ciepłe uczucia dla śmiertelników. Mamy dla nich tylko obojętność, z jakiej bliżej nam raczej do wrogości niźli przyjaźni…

Po tych słowach odetchnęła z ulgą. Wszystko było z nią w porządku, do gardła podeszła jej gula i miała ochotę rozpłakać się z radości. Znowu czuła się sobą, towarzystwo maga obudziło w niej uśpioną wrażliwość i było to cudowne zjawisko, za którym ogromnie tęskniła. Zastanawiała się, czy może i dla Adaera nie była to aby miła odmiana, lecz nie śmiała zapytać, zamiast tego zagaiła:

-Rzekłeś niedawno, iż czyniłeś już gorzej ode mnie… – stalowe oczy maga świdrowały ją, gdy mimo wszystko odważyła się poruszyć ów temat, jaki nie dawał jej wytchnienia. – Trudno mi dać temu wiarę, panie.

-Jesteś jeszcze młodziutka – westchnął cicho, lecz po chwili dodał ze złośliwym uśmieszkiem – Chociaż przyznam, iż pierwszy raz widzę maga trudniącego się najstarszym zawodem świata. Na ogół instynktownie czujemy się lepsi i nie chcemy służyć innym, a już na pewno nie czujemy fizycznego pociągu do ludzi…

-Nie muszę tego czuć… – zmarszczyła brwi zakłopotana – To wydawało się lepszą opcją, niż ryzykowanie jako zabójca albo złodziej. Musiałam karmić Vharcana, aby…

-Ten diabeł to Vharcan?! – wyprostował się nagle, sprawiał wrażenie zszokowanego – A to dopiero! Trafiła kosa na kamień, nie ma co, stary drań.

-Znaliście się? – uniosła brwi, lecz Adaer powstał ze swojego miejsca i stwierdził, że porozmawiają następnego dnia, nie zaspokoiwszy jej ciekawości.

Tak zdumiał ją ten nagły pośpiech, iż nie zdążyła się nawet pożegnać czy zapytać, co tak w ogóle zrobił z jej przyjacielem, gdyż mag nagle zniknął z lekkim rozbłyskiem energii. Teraz spała snem sprawiedliwego, przynajmniej do chwili, gdy posłyszała żałosne wycie w panującej ciągle ciemności…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „15. Zniknięcie Vharcana

  1. Lady_G pisze:

    Robi się ciekawie. Ja obstawiałam klasyczną depresję i PTSD 😉

    Polubienie

  2. Ylana Trogen pisze:

    Ylana nie może być klasyczna! 😺

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s