14. Narodziny nadziei

maranatha-pizarras-342561

Wycofała się wraz z resztą tłumu. Większość śmiała się z Ma’ana i jego popleczników, gdyż impertynencja króla mogła zrazić doń o wiele gorsze moce niż te, jakie już na siebie ściągnął. Mieszkańcy doskonale wiedzieli, iż pomoc maga mógł uzyskać tylko za sowitą zapłatą, ale jeszcze nigdy nie słyszano, by mag stanął przeciwko swoim pobratymcom. Nawet młoda Ylana miała tego świadomość, chociaż nie była pewna, czy aby na pewno mogła wierzyć w podobne przesłanki.

Gdy oddaliła się od gawiedzi, poczęła dumać nad dalszymi krokami. Najlepsi ludzie króla dogorywali już dzięki jej staraniom, jego rządy chwiały się w posadach. Teraz potrzebny był sposób, by dostać się w otoczenie Ma’ana…

-W dalszym ciągu korzystasz z usług tego demona – posłyszała głos dochodzący z bocznej uliczki i strwożona zerknęła tam szeroko otwartymi oczami. – Porozmawiajmy chwilę, jeśli nie masz nic przeciwko.

Proste, rude włosy maga spływały mu na ramiona i była to chyba jedyna rzecz, jaka zmieniła się w jego fizjonomii. Ylana urosła, ale i tak czubkiem głowy sięgała mu tylko do ramienia. Wpatrzyła się w brudny chodnik, niechętnie kiwając głową na znak zgody.

-Mieszkam nieopodal – mruknęła cicho, starając się sprawiać wrażenie niegroźnej i bezbronnej, choć oczywiście utrudniało jej to założone wyzywające odzienie. Chyba pierwszy raz żałowała nieco, iż jej profesja wymagała podobnego stroju.

Nic nie powiedział, zwyczajnie zniknął, toteż z sercem w gardle pokonała dzielącą ją od domu odległość. Powłóczyła nogami, jakby były z ołowiu, gdyż lękała się tego, co mogło ją spotkać z ręki mężczyzny.

„Zabijmy go, pozwól mi tylko przejąć kontrolę!” – Vharcan sprawiał wrażenie tak samo przerażonego i gotów był walczyć o życie. Ylana rozważała podobną opcję przez moment, lecz poczuła do niej obrzydzenie.

-N…nie mogę tego zrobić, Vharcanie. On mi kiedyś pomógł – zawahała się, nim dodała jeszcze – To byłoby złe.

„Ty mówisz o złu?! Sypiasz z kim popadnie, zabijasz bez mrugnięcia okiem i dodanie jeszcze jednej osoby do listy swoich ofiar uważasz za niegodziwe, gdyż rzucił tobie mieszek pieniędzy? Nie bądź śmieszna!”

Nic nie odpowiedziała, zamiast tego otworzyła drzwi swojej chatki, przed którą usychały rośliny zasadzone ręką poprzedniego właściciela. Skierowała się do niewielkiego salonu, gdzie w jednym z dwóch obitych błękitnym aksamitem foteli siedział już mag.

-Interesujący wystrój, zresztą podobnie rzecz się ma kroju twojej sukni – na jego dotąd kamiennej twarzy zagościł lekki uśmieszek, od razu zaczął sprawiać przyjemniejsze wrażenie.

-J…jak się tutaj dostałeś tak szybko, panie? – wpatrywała się w niego zszokowana, na co uniósł tylko wymownie ciemne brwi.

-Mniemam, iż jak większość, za pomocą teleportacji – parsknął na jej minę i machnął ręką, by usiadła naprzeciwko – Rozgość się, wszak to twój dom.

Nie odpowiedziała, na co Vharcan zachichotał złośliwie. Miast tego usiadła, jak jej zasugerował, jednak tak sztywno, jakby połknęła kij od szczotki.

-Boisz się mnie? – oparł głowę na ręku, patrząc na nią spokojnie – Widziałem ciebie na tym wiecu, tam również przeraził ciebie mój widok…

-Czy król zapłacił tobie za pozbycie się mnie, panie? – odważyła się zapytać, choć jego wahanie przed udzieleniem odpowiedzi wywołało u niej mały zawał serca.

-Zwą mnie Adaer i jestem magiem – powiedział wpierw, nim kontynuował – Królowie i ich narody powstają i upadają, zaś magowie żyją dalej…

-Och! – zarumieniła się zakłopotana, nieszczególnie rozumiała przekaz jego wypowiedzi, toteż kontynuował z westchnieniem.

-Żaden mag nigdy nie podniesie ręki na innego swojego rodzaju, a już na pewno nie z powodu niedoli śmiertelników. Poza tym doskonale wiem, iż masz swoje powody do zemsty. Z ciekawości zapytam jednak, czy czujesz cokolwiek, obcując tak długo z ludźmi? Nie masz wyrzutów sumienia, gdy giną z twojej ręki?

Wpatrzyła się w podłogę, nie miała odwagi powiedzieć prawdy. Nerwowo poprawiła suknię, by zakrywała możliwie najwięcej ciała, choć nie było to łatwe zadanie. Mag czekał cierpliwie, więc wreszcie odpowiedziała chrapliwie, próbując kłamstwa.

-Oczywiście, że żałuję ich życia, ale n…nie mam wyboru, jeśli chcę zaznać sprawiedliwości! Nawet nie wyobrażasz sobie, co uczynili mnie i mojej matce, gdy byłam jeszcze dzieckiem, Ma’an zasługuje na śmierć. Panie Adaer, jeśliś masz dla mnie choć odrobinę współczucia, pozwól mi zakończyć to, co zaczęłam – dodała płaczliwie, mag wstał wówczas i podszedł do niej bezszelestnie.

„Zabij go! Zrób to, nim on zabije ciebie, Ylano!” – Vharcan szarpnął się, próbując opętać jej ciało, lecz bezskutecznie.

-Ach! Demon próbuje przejąć kontrolę, czyż nie, mała kłamczucho? – pochylił się nad nią z uśmiechem, dziewczyna nie drgnęła nawet o centymetr. – Nie próbuj niczego głupiego, diable – rzekł jeszcze, patrząc w jej czarne oczy z psotnym błyskiem – Teraz czeka cię kara.

Adaer musnął jej czoło lekkim jak piórko pocałunkiem, na co spłoniła się chyba bardziej niż przed pierwszą lekcją sztuki miłosnej. Vharcan za to wrzasnął przenikliwie i zniknął z jej umysłu nagle, jakby nigdy go tam nie było…

-Co uczyniłeś, panie? Teraz mnie dobijesz? – trzęsła się ze strachu, lecz pokręcił przecząco głową.

-Teraz? Teraz mogę wreszcie tobie pomóc – wyprostował się z łagodnym wyrazem oczu.

Nie oceniał jej i nie potępiał, samo w sobie wydawało jej się to dziwne zważywszy na fakt, jak nisko o sobie myślała. Mimo wszystko odczuwała wdzięczność za ten mały cud i uczuła, jak nadzieja w jej sercu powoli wzrasta, wypełniając jej wnętrze rozkosznym ciepłem.

 

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „14. Narodziny nadziei

  1. Lady_G pisze:

    Dobrze, że mój wewnętrzny głos w niczym nie przypomina Vharcana :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s