13. Panika w mieście

milos-simic-361571

Stolicę Królestwa Heged nazywano niegdyś Złotym Miastem, była bowiem ośrodkiem nauki, kultury i sztuki. Tym przymiotom towarzyszyło dodatkowo piękno budynków oraz zadowolenie mieszkańców. Często odwiedzali ją adepci magii, choć na ogół stronili od ludzi i pokazywali się w ich skupiskach tylko, gdy bito na alarm z powodu klęsk żywiołowych albo ataku dziwnych bestii. Teraz cały ten splendor umarł wraz z poprzednim władcą. Ma’an nie interesował się losami poddanych, lecz ostatnie miesiące, w jakich utracił wielu swoich urzędników, strażników oraz przychylną jego rządom szlachtę, skłoniła go wreszcie do działania.

Nikt już nie chciał dlań pracować, bowiem po ulicach rozeszła się plotka, iż jakiś czarodziej rzucił klątwę na obecnego władcę i wszystkich go wspomagających. Ylana kipiała dumą, choć tylko w zaciszu domu, jaki zakupiła za zarobione pieniądze. Jej system był raczej prosty, klientów zwabiała za pomocą magii, Vharcan uzależniał ich od siebie poprzez krótki kontakt z ich duszami. Pierwszy raz był niemal darmowy, każdy sądził, iż na nim poprzestanie…

Niestety dla ich żywotów długo nie wytrzymywali bez dziewczyny i jej pasożytniczego demona, toteż wracali po więcej, ale ceny rosły i to horrendalnie. Co biedniejsi popadali w hazard, próbując wygrać dość, by móc spłacić Ylanę. Inni za to, nie dając sobie finansowo rady, popadali w alkoholizm i pozostałe używki, by jakoś zagłuszyć zew Vharcana. W taki czy inny sposób wypadali z gry, nie nadając się do wykonywania obowiązków. Gdy byli bliscy końca, Ylana odnajdywała ich i pozwalała pożreć ich czarne dusze swojemu przyjacielowi. Jej iście pokerowa mina nie zmieniała się ani na moment, gdy patrzyła na kolejne odbierane życie.

Bardzo bała się tego, jakim potworem się stała na własną prośbę. Ludzie ją nudzili, nic dla niej nie znaczyły ich marzenia. Nawet wspomnienie o matce straciło znamiona miłości, jaką odczuwała do niej jako dziecko. Czasami zwyczajnie płakała w zaciszu swojej sypialni, pełnej tandetnych ozdób i niepasujących do siebie elementów wystroju, przeważnie jednak łapała się kurczowo tej jedynej emocji, jaka jeszcze tliła się w jej zimnym sercu.

Tego dnia, rok po śmierci Renava, wreszcie coś się działo. Władca zwołał zebranie przed bramami prowadzącymi na pałac dla resztek swoich lojalnych pracowników i przyjaciół. Ylana wraz z wieloma innymi gapiami stała w oddaleniu, patrząc na grupkę wyczekującą pojawienia się króla. Niektórych już zainfekowała, ich spojrzenia były szkliste, mieli trudności ze skupieniem się i oblizywali nerwowo wargi, jakby odczuwali ciągły głód. Inni stali prosto, lecz dłonie ich drżały ze strachu, bowiem teraz odsłaniali się przed tajemniczym twórcą klątwy i pokazywali mu swoje twarze…

„O, a oto idzie nasz uroczy grubasek!” – zachichotał w jej umyśle, na co Ylana skupiła spojrzenie na drewnianym piedestale.

Zastanawiała się leniwie, czy by go nie podpalić i wówczas za mężczyzną wkroczył ON… Kobieta zamarła z dłonią uniesioną do ust, wpatrując się już nie w króla, a w sylwetkę czerwonego maga, jakiego już niegdyś spotkała. Nic się nie zmienił, nie przybyła mu nawet jedna zmarszczka na idealnej twarzy. Stalowe oczy wpatrywały się w tłuszczę bez cienia zainteresowania, stał tylko, pozornie nie zważając na otoczenie. Ylana struchlała w miejscu – jeśli Ma’an najął go, by ją zabił, to już po niej…

„Tylko nie uciekaj teraz, chcę to usłyszeć!” – Vharcan okazał się zdeterminowany, by upewnić się co do zagrożenia kryjącego się za postacią czarodzieja.

-Moi drodzy! Wiem, iż ostatnio nękały was, moje wierne sługi, nieszczęścia. Straciliśmy wielu dobrych ludzi…

„Nawet bardzo dobrych, jeśli wolno mi dodać” – Vharcan zarechotał, podrzucając jej widok na siebie, klepiącego się z satysfakcją po brzuchu.

Ylana uśmiechnęła się pod nosem, nie odrywając wzroku od owej pary. Ognistowłosy mężczyzna słuchał króla w milczeniu, gdy ten rzucał jeszcze przez jakiś czas nic nie znaczącymi frazesami, wreszcie jednak przeszedł do sedna sprawy.

-Wezwałem tutaj tego oto szlachetnego czarodzieja, by pomógł nam zażegnać ów kryzys. Ktokolwiek stoi za tą klątwą, niedługo doczeka końca swoich dni… – powiedziałby coś jeszcze, lecz mag uniósł smukłą dłoń, uciszając go zaklęciem.

-Oszukałeś mnie – rzucił sucho – My zobowiązani jesteśmy do pomocy tylko wtedy, gdy śmiertelników dziesiątkują plagi, oszalałe żywioły bądź ataki potworów. Nic takiego nie ma tutaj miejsca. Nie interesują mnie wasze wewnętrzne problemy, zaś za próbę wykorzystania mojej dobrej woli winna spotkać was kara – zmarszczył groźnie brwi, na co Ma’an drgnął w swoim miejscu, ledwie panując nad wybuchem złości. Otworzył usta, lecz nie dobył się z nich żaden dźwięk. Czarodziej syknął coś pod nosem i królowi powrócił głos.

-Moi poddani umierają! – krzyknął, starając się zachować przy tym resztkę majestatu.

-Z powodu klątwy? Nawet nie chcę słuchać tych bajań…

Ylana zamarła w miejscu, nie wierząc własnym uszom.

„To może być gra, czarodziej może udawać obojętnego na to wezwanie, by ułatwić sobie pracę…”

-Możesz mieć słuszność, Vharcanie. – mruknęła niechętnie, lecz mimo to nie potrafiła przejść nad tym podejrzeniem do porządku dziennego.

Po raz pierwszy od dawna czuła coś innego niż samą nienawiść, jej serce poznało także nadzieję i uczucie owo okazało się nad wyraz przyjemnym.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „13. Panika w mieście

  1. Lady_G pisze:

    Nowa nadzieja! 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s