11. Ofiara kapłanki

ivan-jevtic-279864

Od chwili owego opętania Vharcan zdawał się zachowywać zupełnie inaczej. Nie był już tym nadętym demonem, jaki emanował przesadną powagą, co zmuszało Ylanę do oddawania mu czci. Teraz rozmawiał z nią jak z równą sobie, wydawał jej się nawet bardziej „ludzki” niż ona sama… Oszczędził biedną Renyę, chociaż początkowo miał zamiar pożreć jej duszę w całości. Kąsał ją po trochę, delektując się jej zepsuciem i bawiąc pragnieniem, jakie w niej wzbudzał, gdy Ylana pozwalała mu zawładnąć swoim ciałem. Nastolatkę zdumiewała ta przemiana, ale tym razem nie zaufała mu tak łatwo. Wyczuwała w jego zachowaniu swoistą grę, chociaż oczywiście bardziej odpowiadało jej obecne zachowanie Vharcana.

Kapłanka na początku nie zorientowała się, iż jej kochanka poczęła trudnić się prostytucją. Cokolwiek robił z nią Vharcan, ciągle wracała po więcej, błagając o moment na osobności i to pomimo faktu, iż każda wspólna chwila wysysała z niej siły w zauważalny sposób. Ylana mściwie uznała, iż ta jego umiejętność mogła być dla nich tylko plusem, jeśli chcieli zniszczyć całą siłę królewskiej świty. Czasami patrzyła na majaczący za wysokim murem zamek Ma’ana i wyobrażała chwilę, gdy wreszcie dzięki jej staraniom drań zginie w męczarniach.

Za pierwsze zarobione pieniądze Ylana zleciła uszycie dla siebie kilku sukni tego samego kroju. Były to szaty przypominające odzienie wyznawców Kamy, ale bez typowych dlań symboli. Tak oto nastolatka poczęła chodzić po ulicach z odsłoniętymi ramionami, głębokim dekoltem na piersi, odsłoniętymi plecami oraz rozporkiem swojej długiej sukni, jaki sięgał aż do końca uda. Do owej odsłoniętej części zgrabnej nogi przypasała pochwę wraz ze sztyletem, jaki zabrała w ramach zapłaty od jednego z gwardzistów. Ostrze wykazywało się niesamowitą ostrością, rękojeść zaś oplatały srebrne nici. Broń podobała się Ylanie, poza tym miała na celu pokazać, iż nie należała do łatwych ofiar, gdyby przyszła komuś chęć do napaści.

Nauczyła się używać magii do zwabiania klientów, a byli nimi zarówno mężczyźni jak i kobiety, jacy okazywali się podatni na czary. Zew niósł prosty przekaz, Ylana szukała osób, jakie oddaliły się od boskich praw i przy okazji pełniły jakiekolwiek funkcje w siateczce skomplikowanej biurokracji stolicy. Nastolatka chciała, by system umarł od środka. Wierzyła, iż wykurzy wreszcie zamkniętego na cztery spusty króla z jego pięknego pałacu i zmusi do konfrontacji. Jedyne, czego potrzebowała, to czas.

Nadszedł jednakże pamiętny dzień, kilka miesięcy po pierwszym opętaniu Ylany, gdy Renya odkryła prawdę o swojej podopiecznej. Dziewczyna wróciła do domu, gdzie z oszalałym błyskiem w oku stała jasnowłosa piękność. W prawym ręku dzierżyła zakrwawiony nóż, zaś w lewej dłoni… Lewa dłoń trzymała posążek Vharcana, jaki Ylana niegdyś tak niefrasobliwie ukryła przed jej wzrokiem.

-Witaj, najdroższa Ylano – na chwilę jej oczy rozbłysły ciepłem, zaraz jednak błysk ów zastąpiła podejrzliwość. Zaczęła sunąć bokiem, chcąc widocznie odciąć jej drogę ucieczki poprzez zasłonięcie drzwi.

-I ty witaj, droga nauczycielko – dziewczyna uśmiechnęła się sztucznie, pozwalając jej na to, chociaż zachowała odpowiednią odległość i czujnie przyglądała się kapiącej z ostrza krwi. – Jesteś ranna?

„A widzisz na jej ciele jakąś ranę, dziecko?” – sarknął Vharcan, na co Ylana zmarszczyła lekko nos.

-Nie na ciele, moja śliczna – obłęd na jej twarzy był aż nadto widoczny – Możesz mi wytłumaczyć, co to za figurka? Co robiła pomiędzy podobiznami bóstw w kapliczce? Gdzie wreszcie podziała się podobizna Kamy?!

„Oho! Tylko mi nie mów, że to szkaradzieństwo, jakie przerobiłaś na moje podobieństwo, było akurat uosobieniem Kamy? Co za brak gustu…”

Ylana ledwie zapanowała nad śmiechem, bo rzeczywiście Kama wyglądał jak skrzyżowanie fallusa z kapustą, taki był jakiś pokraczny. Nastolatka dotąd nie wiedziała, iż tak sobie go wyobrażali wyznawcy, pewnie dlatego, że nie słuchała nauk Renyi nawet jednym uchem. Nic dziwnego, że nie włączono go do panteonu…

-To, droga nauczycielko, jest stara figurka Kamy, jaką nieco poprawiłam według własnego gustu – uśmiechnęła się przymilnie – Tak właśnie sobie wyobrażam jego boską istotę, jako kuszącą i potężną jak wężowe sploty…

„Teraz jej powiedziałaś! Sam skłonny jestem w to uwierzyć” – zachichotał w jej głowie.

Renya zrelaksowała się na chwilę, lecz nagle zmrużyła oczy pod wpływem jakiejś niewypowiedzianej myśli. Upuściła figurkę, pozwalając jej stłuc się na podłodze, sama zaś skoczyła na Ylanę z uniesionym ostrzem. Nim jednak atak dosięgnął celu, brunetka zasłoniła się dobytym sztyletem. Sparowała cios, co zaskoczyło blondynkę i nim ta wykonała kolejny zamach, przyciągnęła jej twarz do siebie i pocałowała, jak miała nadzieję, namiętnie.

Zadziałał czar Vharcana, bowiem Renya upuściła broń bezwolnie i rzuciła się na Ylanę z żarłocznym pożądaniem. Nastolatka nie zdołała zamienić się miejscami z Vharcanem, który skupił się na wysysaniu resztek duszy kobiety, toteż ostatnie zbliżenie z kapłanką było zarazem jej pierwszym we własnej osobie…

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „11. Ofiara kapłanki

  1. Lady_G pisze:

    Coraz ciekawiej 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s