7. Kult Kamy

rodrigo-soares-250630

Katatonia Esmy trwała jeszcze kilka dni, nim wreszcie jej ciało otrząsnęło się z początkowego szoku powodowanego utratą sporego fragmentu duszy. Jasnowłosa kapłanka nie miała zanadto ochoty opiekować się współwyznawczynią, lecz mimo to z pomocą Ylany zaciągnęła ją do sypialni i wciągnęła na łóżko.

-Co jej zrobiłaś, dziecko? – nie patrzyła na małą, lecz na blade oblicze staruchy. Usta Esmy lekko posiniały, skóra zwiotczała, przez co stała się jeszcze brzydsza.

-J…ja? Nic jej nie zrobiłam? – wyparła się, w sumie dobrze wiedziała, iż winę w tej sytuacji ponosił głównie Vharcan, którego żarłoczność mogła zdemaskować ich oboje. – Dusiła mnie, sama pani widziała.

-To była tylko taka zabawa – mruknęła, lecz tym razem zaszczyciła ją ciepłym uśmiechem nie obejmującym wyrazu jej oczu – Stara Esma zawsze lubiła czuć się silniejsza od innych, dlatego założyła ten przytułek i chętnie wam rozkazuje oraz egzekwuje nagrody i… kary.

-Nigdy dotąd nie karała – burknęła z nutką zwątpienia w głosie, lecz blondynka machnęła tylko ręką.

-Lepiej nie mów nikomu o tym, co się tutaj stało, moglibyście z powrotem trafić na bruk… – stwierdziła z udawaną troską, na co Ylana zwalczyła chęć wyśmiania jej gry. Zamiast tego po prostu wyszła z pomieszczenia, ani razu później nie zaglądając do Esmy.

Kiedy całe domostwo spało, dziewczynka wykradła się do kapliczki. Zza rozlicznych figurek wyjęła jedną, jaką za pomocą magii przerobiła na podobiznę demona. Pogłaskała ją delikatnie, nim przemówiła.

-Sądziłam, iż będziesz ją pożerać latami… – powiedziała to cichutko, pozwalając sobie na lekki wyrzut w głosie.

„Naturą demonów jest popędliwość i zachłanność, mała istotko” – stwierdził z sennym zadowoleniem, widocznie nasycił się grzechami Esmy na długi czas. – „Poza tym nie chciałem, by ciebie zabiła. Nie przypuszczałem, iż wmiesza się ta druga, ludzie bywają nieprzewidywalni…”

-Dziękuję – zawahała się, nim dodała – Czy ona będzie wiedziała, co się stało?

„Nie” – stwierdził miękko – „Tylko magowie potrafią rozpoznać objawy, czasami tę zdolność posiadają też arcykapłani najwyższych bogów. Ma’an zadbał o to, by mieli pełne ręce roboty przy pomaganiu i pocieszaniu pokrzywdzonych, nic nam nie grozi.”

-A jeśli pojawi się kolejny czarodziej, jak tamten? – wydęła usteczka naburmuszona, siadając na zimnej posadzce.

„Ich usługi są drogie, zaś los zwykłych ludzi rzadko ich obchodzi. Obecnie w mieście nie ma żadnego, wasz król uczynił to miejsce mało atrakcyjnym” – dodał z pewną przyjemnością w głosie, co rozbawiło nieco Ylanę. – „Co do długiego pożywiania się, jeszcze trochę tej starej wiedźmy zostało. Gdyby zepsucie dotknęło również tej resztki duszy, miałbym ją całą dla siebie w Piekle.”

-Zrobię, co się da, Vharcanie – skłoniła się nieśmiało przed posążkiem, na co zachichotał i nagle zamilkł, gdy w oddali zaskrzypiały drzwi.

Szybkie kroki prędko pokonały odległość między sypialnią a ołtarzem, toteż Ranya znalazła się przy niej tak nagle, iż niemal podskoczyła w miejscu.

-Martwisz się o starą Esmę? – przyglądała się jej zaskoczona, lecz Ylana spuściła tylko wzrok, wzdychając z ulgą, bowiem zdążyła upchnąć figurkę demona głębiej poza zasięg oczu kobiety. – Wkrótce poczuje się lepiej, jestem pewna.

-Dziękuję – rozciągnęła usta w drapieżnym uśmiechu, lecz starsza niewiasta jak zwykle straciła już nią zainteresowanie i nic nie zauważyła. Czasami dobrze było, gdy inni uważali ją za niewartą uwagi, chociaż jak zwykle poczuła ukłucie żalu w swoim dziecięcym serduszku.

-Jaki bóg interesuje ciebie najbardziej, dziecko? – podeszła do niej kocim krokiem, bezszelestnie, tylko jej zwiewna koszula falowała w powietrzu, świadcząc o jakimkolwiek ruchu.

-Kama… – stwierdziła głośno, podnosząc wzrok i dostrzegając zaskoczenie na twarzy Ranyi. Wreszcie ustąpiło ono ostrożnemu zadowoleniu, gdy zastanawiała się nad szczerością tego wyznania.

-Jesteś jeszcze trochę za mała, nowicjat zaczynają piętnastolatki – stwierdziła zamyślona, nie było to dla Ylany żadną nowością.

Prawo owo istniało od pokoleń, dzieckiem przestawało się być wraz z piętnastymi urodzinami i wówczas można było opuścić dom rodziców, by zacząć termin w wybranym miejscu. Ślub był dozwolony na rok później, gdyby w tak krótkim czasie zdecydowała się na założenie rodziny oczywiście.

Ylana musiała jednak myśleć kategoriami zemsty. Znudziło jej się ciągłe bicie, a póki co tylko w taki sposób zmuszała innych do grzechu i nawiązania z nią cielesnego kontaktu. Gdyby znalazła inną metodę, mogłaby wysłać do Piekła jeszcze wielu mieszkańców, naiwność Ranyi mogła okazać się nieocenioną pomocą w osiągnięciu jej celu.

-Czyli musimy poczekać już tylko rok… – skłamała, na co uśmiech kobiety pogłębił się niesamowicie.

„Jesteś w tym co raz lepsza, mała Ylano” – posłyszała jeszcze pochwałę demona, nim udała się do swojego łóżka i zapadła w sen bez marzeń.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „7. Kult Kamy

  1. Lady_G pisze:

    Zastawiam się co gorsze: pożarta dusza czy brak mózgu :-/

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s