2. Sen o sprawiedliwości

marcus-dall-col-148564

Od śmierci matki Ylana tułała się po mieście, czując tylko głód i wciąż gorejącą mocno nienawiść. Wkrótce po zamordowaniu nieszczęsnej Nerii przybyli inni z królewskiego urzędu, by sprzątnąć ciało i skonfiskować skromny dobytek. Gdy dziewczynka próbowała walczyć, została obita i wyrzucona na bruk – jako córka dłużniczki nie miała żadnych praw do jej majątku czy domostwa. Tak więc bez zmiany odzieży i dachu nad głową próbowała żebrać, lecz i tego jej zakazano…

Żaden z sąsiadów jej nie pomógł, co do reszty złamało jej ducha. Niegdyś sądziła, iż jest lubiana przez nich wszystkich, teraz unikali jej wzroku. Po pierwszym miesiącu tułaczki zaniechała próby uzyskania pomocy, za to skupiła się na przetrwaniu. Nie radziła sobie zbyt dobrze, gdyż nie miała zwinnych rąk. Wszelkie usiłowanie wykradzenia czegoś do jedzenia kończyły się ucieczką i boleśnie pustym brzuchem. Po kilku lekcjach pokory zrozumiała, iż jej jedyną nadzieją pozostały resztki jedzenia w śmietnikach bądź włamania do mieszkań. Nie mogła liczyć na pracę, bo tak jak w przypadku żebrania, również tego zabraniał królewski edykt. Była dzieckiem wyjętym spod prawa, zgodnie z zarządzeniem władcy nie była już obywatelką, lecz ludzkim odpadkiem. Szkoda było na nią więzienia czy miecza, czekano aż sama zdechnie…

Gdy to sobie uzmysłowiła, zaczęła się już zima. Pierwsze płatki śniegu wirowały w tym obmierzłym, ohydnym mieście. Patrzyła na nie szeroko otwartymi oczami, bowiem wreszcie zrozumiała, iż była nic nie warta. Po co tak desperacko trzymała się życia? Lepiej dla wszystkich, gdyby sama je sobie odebrała. Tej nocy mimo przymrozku nie szukała schronienia. Zwinęła się tylko w kłębek, dygocząc z zimna, w ruinach jakiegoś dawno spopielonego domostwa na obrzeżach miasta. Mimo wszystko płakała, bowiem ani głód ani utrata matki nie zabiła w niej zupełnie chęci do kontynuowania walki o sprawiedliwość. Jej zdaniem gwardziści zasługiwali na śmierć, każdego dnia marzyła o tym, by zobaczyć ich martwych. Chciała, by cierpieli tak, jak cierpiała jej rodzicielka i tylko to się liczyło. Ach, a gdyby wreszcie dosięgła ich boska kara, czas by przyszedł na tego obrzydliwego grubasa, jakim był król Ma’an. Każdego dnia modliła się o ich zgubę, ten nie był zatem wyjątkiem.

Po chwili szeptania litanii do wszelkich sił, jakie skłonne byłyby jej wysłuchać, przestała wreszcie odczuwać ziąb. Przyjemne odrętwienie zapanowało nad nią, kołysząc do snu w rytm cichego szlochu. Kiedy zamknęła oczy, zapadła w sen.

Śniła o ogniu: płonął jasno, rozpalając jej ciało nową energią. Wyciągnęła ku niemu ręce z żarłocznym pragnieniem wchłonięcia w siebie jego mocy, nieokiełznanej i dzikiej jak sam żywioł. Czuła rozkosz płynącą ze świadomości, jak silna stała się dzięki niemu, lecz nagle sceneria się zmieniła. Znów stała przy swoim dawnym domu, zaś za nią pojawiła się trójka gwardzistów o roześmianych mordach. Wiedziała, iż tym razem ją zabiją, nic i nikt jej nie pomoże. Nie wolno było jej żyć, była nikim i nie mogła liczyć na bodaj jedną łzę po swojej śmierci.

-Nie musi tak być… – usłyszała kuszący, głęboki głos. Dochodził zewsząd, więc obracała ciekawie głową, zaś wyśnieni gwardziści nagle upadli na kolana przed czymś, co pojawiła się za jej plecami. Gwałtownie obróciła się, by dostrzec potężną sylwetkę rogatej bestii o twarzy podobnej do ludzkiej. Pokryta była złotymi łuskami na całym ciele, z jej cienkich warg wystawały dwa spływające jadem kły, zaś oczy przypominały ślepia węża. Smukłe palce zakańczały ostre pazury, zamiast nóg jednak wił się potężny ogon. Demon był szkaradny, lecz w owym ohydztwie znajdowało się też jakieś swoiste piękno, choćby w pokrytych klejnotami rogach czy pysznej szacie, zarzuconej na potężne plecy. – Nie musi tak być – powtórzył, pochylając się nad nią z czymś na kształt uśmiechu – Wiem, czego pragniesz i mogę to tobie dać, malutka istoto…

Sparaliżowana strachem nawet nie drgnęła, zamiast tego pociągnęła jedynie nosem, mamrocząc pod nosem tylko jedno słowo: „proszę”.

-Dobrze zatem – wyprostował się z powrotem, patrząc na nią z powagą – Pragniesz zemsty i opieki, ja zaś mogę je tobie dać za odpowiednią zapłatę, oczywiście – wyszczerzył się jeszcze bardziej, popatrując na nią badawczo.

-Ja… – przed jej oczami zamajaczyło wspomnienie gwałconej matki i roześmianych mężczyzn, doskonale pamiętała ostatnie lanie, jakie jej sprawiono za próbę kradzieży jednej bułki. – Zrobię wszystko!

-Mądra dziewczynka – położył dłoń na jej głowie, mierzwiąc lekko skołtunione, brudne włosy. – A teraz odpocznij, Vharcan wszystkim się zajmie, maleńka…

Skinęła posłusznie, odpływając, w pierwszy od tygodni, sen pozbawiony koszmarów.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Legendarni Magowie i oznaczony tagami , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „2. Sen o sprawiedliwości

  1. Lady_G pisze:

    Mroczny świat…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s